Stefania Paszkowska, ps. Nina: Kobieta niezwykła

Wspomina: Jacek Schmidt – żeglarz , kierowca wyścigowy. Od drugiej połowy lat 70tych reprezentował Polskę w wyścigach Formuły Ester. W 1982 roku osiągnął swój największy sukces zdobywając dla Polski vice mistrzostwo KDL.

 

Przez blisko 20 lat miałem wyjątkową okazję obserwowania jednej z tych mało znanych, ale jakże wspaniałych kobiet, których życie stanowi niemal gotowy materiał na scenariusz filmowy.

Nieżyjąca już (zmarła w 2007 roku) Stefania Paszkowska (z domu Zawierowska) ps. „Nina”, porucznik WP, pilot rajdowy, sędzia sportu samochodowego stopnia międzynarodowego, kierownik ekip kartingowych i wyścigowych – jest bohaterką mojej opowieści.

Urodziła się w grudniu 1926 r. w Warszawie. Od 1942 r. działała w konspiracji w AK, w czasie Powstania Warszawskiego była sanitariuszką, łączniczką oraz radiotelegrafistką w kompanii K-2 pułku AK „Baszta” na Mokotowie. Za pomoc w ratowaniu rannych żołnierzy batalionu „Karpaty” została odznaczona Krzyżem Walecznych.

A uratowała ich w sposób niezwykły, wsławiając się brawurową akcją podczas ataku na Wyścigi Konne. Przerażonemu woźnicy zarekwirowała furmankę i założywszy koniowi worek na głowę, wśród pożarów, wywiozła narażonych na niechybną śmierć kolegów do szpitala na ul. Goszczyńskiego. Po upadku powstania, po przejściu przez obóz w Pruszkowie pod Warszawą, została w październiku 1944 roku wysłana przez Niemców do obozu koncentracyjnego w Sztuthoffie koło Gdańska.

Zarządzona przez komendanta 25 stycznia 1945 roku pierwsza ewakuacja obozu i „marsz śmierci” dały „Ninie”, młodej i nie wyniszczonej jeszcze życiem w obozie, szansę skutecznej ucieczki. Dotarła do Gdyni, gdzie schronienia udzielili jej życzliwi ludzie. Dzięki znajomości języka niemieckiego udało się jej zdobyć nie tylko przydziały żywności, ale i zupełnym przypadkiem tzw. Schiffkartę (kartę zaokrętowania) na statek m/s Gustloff – Urząd ds. uchodźców sądził, że jest Niemką.

Jednak opatrzność nad nią czuwała, bo „Nina” nie zdecydowała się wejść na pokład, unikając w ten sposób tragicznego losu pasażerów tego statku, posłanego na dno Bałtyku (koło Ustki) 30 stycznia 1945 roku przez sowiecką łódź podwodną S-3. Z ponad 10 tysięcy zaokrętowanych osób – cywilni uciekinierzy stanowili prawie połowę – uratowano niespełna jeden tysiąc.

Kilka lat później, w 1956 roku, kiedy pracowała w zarządzie Polskiego Radia, poznała swojego przyszłego męża Władka Paszkowskiego (1932-2010), znanego pasjonata motoryzacji i wyczynowego sportu. Od tego czasu jej życie nierozerwalnie związało się ze środowiskiem sportów motorowych.

Była pilotem rajdowym swojego męża, jego menedżerem, komisarzem sportów motorowych ze szczeblem międzynarodowym włącznie. Już jako doświadczona działaczka PZMot-u i Automobilklubu Polski, została w końcu etatowym szefem polskiej reprezentacji kierowców wyścigowych w mistrzostwach Krajów Demokracji Ludowej.

Ta drobna, skromna i pozornie słaba kobieta przez blisko 20 lat szefowała grupie wydawałoby się nieokiełznanych supermenów, kierowców rajdowych. Ci twardziele pod jej kierownictwem stawali się potulnymi barankami. W najtrudniejszych momentach potrafiła zachować zimną krew.

Sam pamiętam, jak w kolejną rocznicę inwazji na Czechosłowację (miała miejsce w sierpniu 1968 roku), w miejscowości Most, gdy późną nocą wracaliśmy samochodem do hotelu, zatrzymał nas patrol, chyba wojskowy. Wtedy nie znano się na żartach. Uzbrojeni w długą broń, ubrani w długie gumowane płaszcze, nie dający innych jak wojenne skojarzenia, czechosłowaccy funkcjonariusze wsadzili przez okna samochodu lufy kałasznikowów. Do dziś czuję na skroni dotyk lufy, z której w każdej chwili nieodpowiedzialny władca mógł choćby przez przypadek wypalić.

Nina bez mrugnięcia okiem otworzyła drzwi auta i chwytając za lufę odepchnęła żołnierza mówiąc: Spierdalaj gówniarzu, my jesteśmy polską reprezentacją. Dziś niektórym może się to wydawać śmieszne, ale tamtej sierpniowej nocy w Czechosłowacji nie wyglądało to wesoło.

„Nina” zmarła po cichu w szpitalu wolskim w Warszawie w październiku 2007 r., zaprzeczając wyświechtanemu powiedzeniu, że nie ma ludzi niezastąpionych. Pochowano ją na Cmentarzu Bródnowskim. Oprócz Krzyża Walecznych odznaczona też Warszawskim Krzyżem Powstańczym i Krzyżem Kawalerskim Orderu Odrodzenia Polski.

Jacek Szmidt
fot. Archiwum autora

Nikt jeszcze nie skomentował

Pozostaw odpowiedź

Twój adres email nie zostanie opublikowany.

I.D. MEDIA AGENCJA WYDAWNICZO-PROMOCYJNA

info@idmedia.pl
tel. +48 609 225 829


redakcja@ikmag.pl

 

Magazyn kobiet spełnionych,

Śledź na: