Same Suki: Nie jesteśmy wulgarne!

Same Suki powróciły z nową płytą, zatytułowaną „Ach Mój Borze”, w której muzyka folkowa miesza się na różne sposoby. O procesie funkcjonowania zespołu, zaangażowaniu zespołu w problemy społeczne i ekologiczne opowiedziała mi wokalistka grupy, Magdalena Wieczorek.

 

 

MM: Dwuznaczności w Samych Sukach jest sporo – począwszy od nazwy zespołu, a skończywszy na tytule waszej nowej płyty. Mam jednak wrażenie, że to nie celowa prowokacja, a pewna naturalność.

MW: Tak, bo jeżeli ktoś ma prowokację pod skórą, to jest to pewna naturalność (śmiech). Zanim pojawił się tytuł naszej ostatniej płyty, pojawiła się piosenka o tym tytule. A wyszła ona od melodii ludowej. Tekst brzmiał: „Ach mój Boże/Gody idą”. Często tak mam, że jakiś utwór, czy nawet jego fragment urzeka mnie swoją urodą i stanowi jakąś inspirację. Gdy zaczęły się historie z Puszczą Białowieską, to stwierdziłyśmy, że „Ach Mój Borze” po prostu pasuje, bo to ten bór jest bogiem, więc wszystko się dobrze składa. A z drugiej strony – tyle się dzieje, że cóż innego można by rzec w takiej sytuacji?

MM: „Ach Mój Borze” to płyta żywsza, bogatsza instrumentalnie, niż „Niewierne”.

MW: Nie umiem się do tego zdystansować. Ja niczego nie zmieniam, co śpiewam cały czas za pomocą tego samego głosu, choć oczywiście staram się rozwijać swoje śpiewanie. Dziewczyny bardziej poszukują. Pojawia się udu, bodhran, log drum, a więc jest trochę instrumentów, które nie pojawiły się wcześniej. Myślę, że jesteśmy trochę dalej w myśleniu o muzyce, niż na etapie „Niewiernych”, bo też minęło trochę czasu od wydania tamtej płyty. Wszystkie poszukiwałyśmy pomysłów i rozwijałyśmy się także w innych projektach. Nagrania na „Ach Mój Borze” zaczęły się pod koniec 2015 roku. Nagrywałyśmy piosenkę po piosence, dlatego ten czas pracy ogromnie się rozciągnął.

MM: Wiem, że odcinacie się od terminu porno-folk. Mnie się wydaje, że ta płyta popowa. W numerze tytułowym jest nawet rap.

MW: Myślę, że chodziło o pewnego rodzaju obnażenie się i dlatego pojawił się w pewnym momencie ten termin, który spodobał się przede wszystkim dziennikarzom. Nam porno kojarzy się z wulgarnością, a nie jesteśmy wulgarne, tylko raczej dosłowne. To forma ekshibicjonizmu, ale jak najbardziej potrzebnego.

MM: Gdzie szukacie melodii ludowych, inspiracji? Można to jakoś określić geograficznie?

MW: Nie do końca, bo każda z nas pochodzi z innego regionu, gdzie się słuchało czegoś innego i były inne tradycje. Ja jestem wsiurą mazowiecką, natomiast u mnie śpiewało się przy okazji spotkań rodzinnych, czy innych uroczystości. Każdy kto znał jakąś melodię, chwytał za instrument i grał. Mam taki obrazek z dzieciństwa, że mama podrzucała mnie do babci w Warszawie, a babcia włączała Polskie Radio, w którym szły wszystkie ‘korzenne’ nagrania i razem z nimi śpiewała. I wszystkie znała! Z kolei moja mama śpiewała klasycznie, ale nie zrobiła z tego zawodu. I tak to wyglądało. Patrycja Betley wyciąga melodię z wielkopolski, Hela Matuszewska wychowała się na Spiszu. „Bido” jest przyśpiewką góralską z jej stron. Marta też przynosiła dużo swoich rzeczy, a pochodziła spod Krakowa. Justyna też jest z tamtych stron, choć mniej siedzi w muzyce ludowej. Wszystkie jesteśmy zafascynowane kulturą ludową. Poza tym śledzimy różne wydawnictwa, które są z nią związane, więc jak nam coś wpadnie w ucho, to też je podchwytujemy.

MM: Pytam o to w takim kontekście, że mnie się ta płyta wydaje dość… popowa. Te melodie są bardzo chwytliwe, a w utworze tytułowym pojawia się nawet rap. Mam wrażenie, że przełożyłyście ten folk na jeszcze bardziej przyswajalną formę.

MW: Wydaje mi się, że wynika to z faktu, że żadna z nas nie jest muzykiem ludowym. Myślę, że tu leży klucz w naszym podejściu to tworzenia, pisania i aranżowania. Najbardziej folkowa jest Patrycja, która przyszła od irlandzkiej orkiestry flażoletowej. Ja jestem po wydziale piosenki. Miałam do czynienia z wszelaką interpretacją piosenki. A Hela jest klasyczną skrzypaczką. Nasiąknięcie melodiami ludowymi to jedno, ale my się wywodzimy z muzyki miejskiej. To, co tworzymy jest też wyrazem tego naszego codziennego otoczenia.

MM: Mnie się wydaje, że gdzieś tu jest też rodowód punkowy, który wyraża się chociażby w waszym podejściu do tekstów, czy w ogóle do funkcjonowania waszego zespołu.

MW: Oczywiście, ja jestem starą punkowym. Wychowałam się na Dezerterze i Zielonych Żabkach, także nie ma się czemu dziwić (śmiech). Poza tym mam też sporo sympatii do wszelkich ekologicznych działań. Byłam w przeszłości związana z organizacjami, które były zaangażowane w taką działalność.

MM: Zespół dotknęły zmiany personalne. Zostałyście we trójkę. Nie ma już z Wami Marty Sołek, za to gościnnie pojawia się Kamila Borowiak. Mimo tego charakter zespołu pozostał dość mocny i niezależny.

MW: Z Kamilą mamy dość świeżą relację. Bardzo dobrze nam się z nią gra. Ale dopóki nie zaczniemy razem tworzyć, trudno cokolwiek wyrokować, czy zostanie z nami na stałe.

MM: Wydaje mi się, że samoczynnie wpisujecie się w nurt, który podkreśla obecną rolę kobiet. Mało tego, uważam, że racji przekazu jaki niesiecie, powinno być o Was głośniej.

MW: Naszym założeniem było wyrażanie się. Mówienie o rzeczach, które gdzieś nas dotykają i są dla nas ważne. Przez to, że jesteśmy mocno osadzone w nurcie feministycznym, że nawet o tym nie rozmawialiśmy między sobą, bo to było dla nas po prostu naturalne. Okazuje się jednak, że dla wielu kobiet nie jest. Są panie, które kontestują w dzisiejszych czasach feminizm. Takim kobietom przypominam, że gdyby nie to, co wydarzyło się 100 lat temu, nie miałyby nawet prawa wypowiedzi! To jest tylko 100 lat. My w zespole mamy takie myślenie we krwi. Dla nas jest to naturalne.

Rozmawiał: Maciej Majewski

WARTO POSŁUCHAĆ: https://www.youtube.com/watch?v=k64LKxE6PnI&feature=youtu.be

Nikt jeszcze nie skomentował

Pozostaw odpowiedź

Twój adres email nie zostanie opublikowany.

I.D. MEDIA AGENCJA WYDAWNICZO-PROMOCYJNA

info@idmedia.pl
tel. +48 609 225 829


redakcja@ikmag.pl

 

Magazyn kobiet spełnionych,

Śledź na: