Bogna Sokorska: Zapomniany głos stulecia

Piękna kobieta o ujmującym sposobie bycia i niezwykłym, wręcz fenomenalnym głosie – mówili o niej znawcy opery. Choć melomani wciąż zachwycają się głosem Bogny Sokorskiej, mało kto dziś pamięta sylwetkę tej słynnej niegdyś polskiej śpiewaczki.

 

Jej nazwisko kojarzone jest niesłusznie z osobą Włodzimierza Sokorskiego – wysoko postawionego funkcjonariusza władzy komunistycznej. Los chciał, że Bogna Sokorska była żoną jego brata – kompozytora (o całkowicie odmiennych poglądach politycznych), jednak bycie szwagierką znienawidzonego ministra kultury często przeszkadzało jej w karierze.

Była piękną kobietą – zgrabną blondynką o błękitnych oczach i kręconych włosach. Mężczyźni tracili dla niej głowy…, a niekiedy traktowali ją jako… więcej niż atrakcyjną śpiewaczkę. – Dla mnie zjawisko Bogna Sokorska graniczy ze świętością i boskością, bo niewątpliwie Bogna była boska – napisał przyjaciel Bogny Sokorskiej, fotografik Janusz Gojke.

Jej głos – nieskazitelny sopran koloraturowy, doskonale wyszkolony, najpiękniejszy w powojennej Polsce – spowodował, że nadano jej zaszczytny tytuł „Słowika Warszawy”. Była pokorna, ale świadoma swego talentu, skromna, lecz lubująca się w luksusowej biżuterii, inteligentna, ale bez formalnego wykształcenia, rozmarzona artystka, jednak pragmatyczna, domatorska, lecz trochę szalona, pracowita, dobra i życzliwa, no i uwielbiała się śmiać. Była także żoną i matką, ale przede wszystkim – żyła sztuką, gdyż śpiew był dla niej sprawą nadrzędną, czystą radością, celem samym w sobie.

Sztuka ponad wszystko

Bogna Sokorska (właśc. Bogumiła Kaczmarska) przyszła na świat 6 kwietnia 1927 r. w Piastowie pod Warszawą. Pochodziła z ubogiej rodziny o tradycjach patriotycznych i artystycznych, z której wywodził się też Jacek Kaczmarski – czołowy bard „Solidarności” (była w prostej linii jego ciotką), a także Andrzej Strejlau – trener reprezentacji Polski w piłce nożnej. Od dziecka marzyła o śpiewie. – Nigdy nie myślałam o pieniądzach – mówiła. W wieku 17 lat poznała swojego męża, o jedenaście lat starszego Jerzego Sokorskiego, który był pianistą, kompozytorem, a potem jej akompaniatorem przez całe życie. – Mąż jest moim najlepszym doradcą i przyjacielem. Nigdy nie pozwalał mi zajmować się gospodarstwem, sam wykonywał domowe obowiązki, a mnie zmuszał do śpiewu. To on zapisał młodą Bognę na przesłuchanie do legendarnej śpiewaczki i wybitnego pedagoga Ady Sari, u której Sokorska uczyła się przez (rzecz niespotykana!) 20 lat. – Bogna była wierną, pilną i wręcz fanatyczną uczennicą wielkiej Maestry – wspomina krytyk muzyczny Bogusław Kaczyński.

Zadebiutowała na początku lat 50. jako solistka Warszawskiej Opery Objazdowej. Recenzje były entuzjastyczne: „Na czoło wybija się Bogna Sokorska w roli Gildy. Zarówno jej aparycja, jak i warunki głosowe zdały egzamin na piątkę”, „Wielkie uznanie należy się Bognie Sokorskiej. Niejeden prawdziwy teatr mógłby jej Rozyny pozazdrościć”. Po jej występach w Warszawie Jerzy Waldorff pisał: „Wypełniona po brzegi widownia Opery Warszawskiej, co się ostatnio rzadko zdarza, dowiodła, jak bardzo miłośnicy pięknego śpiewu oczekiwali tego występu Sokorskiej. Nie zawiedli się. Urocza, piękna artystka, jakby stworzona do roli Rozyny, śpiewała znakomicie”.

W roku 1954 przyszła na świat córka Jagna. – Byłam jej wymarzonym dzieckiem – mówi Jagna – bo przecież ona miała sześć czy siedem poronień, także ciążę pozamaciczną. (…) To nie było tak, że nie chciała rodziny ze względu na karierę, choć zawsze powtarzała słowa Ady Sari: Jeśli chcesz mieć śpiew, to nie możesz mieć rodziny. Jednak pierwszą miłością – nie tylko Bogny, ale obojga moich rodziców – była sztuka. To było wszechwładne, to było ponad wszystkim.

Większa od Marii Callas

Pod koniec lat 60. otworzył się przed Bogną Sokorską wielki świat – świat opery, sal koncertowych na zachodzie Europy, świat, w którym była kochana, podziwiana i nieomal noszona na rękach przez publiczność. Po udanym tournée w Czechosłowacji z tancerzami Barbarą Bittnerówną i Witoldem Grucą została wysłana przez PAGART na podbój Londynu. Oprócz licznych koncertów miała tam występy w radiu i w telewizji BBC. Niestety, mimo licznych sukcesów, gdy wróciła do kraju żaden z teatrów nie złożył jej propozycji. Za to zwróciła na siebie uwagę za granicą i słynny impresario Willie Stephany zaproponował Bognie kolejne angielskie tournée. Posypały się znakomite kontrakty: dla wytwórni Top Tank Records nagrała wówczas pierwszą swoją płytę „The Voice of Bogna Sokorska”. W tym samym czasie ukazały się recenzje w „Timesie” i „Daily Sketch” angielskiego krytyka muzycznego Kera Robertsona, który pisał: „Jest ona porywającym sopranem koloraturowym, największym od czasów Lily Pons, Grace Moore i Jeanette MacDonald. W moim odczuciu jest lepszą śpiewaczką niż Maria Callas. Jej głos, pozbawiony napięcia i wysiłku, pełen jest melodyjności. A kiedy śpiewa – jest nieziemsko piękna. (…) Byłem pierwszym dziennikarzem, który przepowiedział światową karierę Elvisa Presleya. Bogna Sokorska jest większa od nich wszystkich”.

Piękną artystką zainteresowała się także największa wytwórnia filmowa Metro-Goldwyn-Mayer. Zaoferowano jej siedmioletni kontrakt w charakterze śpiewającej aktorki. Było w nim zastrzeżenie, że śpiewaczka musi się przenieść do Wielkiej Brytanii na stałe. Bogna Sokorska wspomina to tak: – W kraju zostawiłam męża i małe dziecko, a ambasada polska w Londynie odniosła się do sprawy negatywnie. Prosiłam polskiego ambasadora o paszport konsularny, bym nie musiała zrywać kontaktu z krajem, ale niestety nie otrzymałam go. Przechodziłam męki, co robić, czekałam na męża, by przyjechał i pomógł mi zdecydować, zostać czy wracać? Ostateczną decyzję powrotu przesądził widok kobiety idącej pod prąd na ulicy londyńskiej z dziwnym gestem ręki i śpiewającej „Rozkwitały pąki białych róż”. W mgnieniu oka zobaczyłam siebie w takim stanie za parę lat.

Bogna Sokorska odrzuciła więc intratną propozycję podpisania kontraktu z wytwórnią Metro-Goldwyn-Mayer, w wyniku której miała szansę stać się gwiazdą Hollywood znaną na całym świecie i wyruszyła w powrotną podróż do Polski. Właściwie od razu zrozumiała, że wróciła „do niczego”. Znów nie otrzymała żadnej propozycji wzięcia udziału w przedstawieniu operowym. – Dla niej sztuka przez duże „S” była czymś, co miało priorytet, była jej misją – wspomina córka Bogny Sokorskiej – Jednak gdy doszło do tego, że trzeba było dokonać wyboru między sztuką a rodziną, to bezsprzecznie wybrała rodzinę.

Kariera za żelazną kurtyną

Doceniono ją jednak znowu poza granicami kraju. Wkrótce przyjęła propozycję impresaria, który zaoferował jej koncerty we Francji i Belgii, m.in. w Théâatre de Champs Elysées. Została zaproszona przez „Paris-Inter” do wywiadu, prezentującego najsłynniejszych solistów występujących w Paryżu. Śpiewała w Vichy, Tourcoing i Bordeaux. Prasa francuska i polska prześcigały się w superlatywach pod adresem śpiewaczki, o czym świadczyły chociażby same tytuły artykułów: „Bogna Sokorska oczarowała swym głosem”, „Bogna Sokorska zdobywa serce Paryża” – to był wielki artystyczny triumf. Pisano, iż Sokorska jest jednym z najpiękniejszych zjawisk, jakie kiedykolwiek ukazały się na estradzie, zachwycano się znakomitym ustawieniem głosu, jego giętkością i wirtuozowskim opanowaniem techniki ozdobników. „Taki głos spotyka się raz na sto lat!”

Była u szczytu formy artystycznej, jednak propozycji od dyrektorów teatrów polskich nadal nie otrzymywała. Bezczynność w kraju zmusiła Sokorską do przyjęcia propozycji tournée koncertowego po Niemczech, a następnie – do czasowej emigracji, z dala od męża i córki. Najpierw podpisała kontrakt na stały angaż z Operą w Bremie, a potem w Düsseldorfie. Umowa, zawarta początkowo na dwa lata, była wielokrotnie przedłużana; w rezultacie współpraca trwała 12 lat. Tak opowiada o tych czasach córka Jagna: – Mamę pamiętam jako tę piękną panią, cudownie ubraną, pachnącą, która zawsze gdzieś wychodzi. Nie pamiętam jej jak przychodzi, tylko jak wychodzi, ponieważ ona przychodziła wtedy, kiedy ja już spałam. (…) Mama starała się dwa razy w roku mnie zobaczyć. Było bardzo trudno ze względu na reżim komunistyczny. Nie chciano puszczać całej rodziny na Zachód i czasami dostawałam odmowę otrzymania paszportu – mimo wpływów wujka Włodka (…) W tej codzienności stawało się normalne, że nie widziałam często mamy. Nie miałam do niej o to pretensji.

Ofiara ludzkiej zawiści?

Bogna Sokorska, mimo idealnych warunków zewnętrznych i predyspozycji głosowych, nie zrobiła kariery w filmie. Swój kunszt pokazała jedynie grając epizodyczną rolę w filmie „Godzina pąsowej róży” w reżyserii Haliny Bielińskiej. W tym samym 1964 roku nagrała słynną płytę „Słowik Warszawy” z walcami, czardaszami i popisowymi utworami koloraturowymi. Jednocześnie odnosiła sukcesy na estradzie. Z Wiesławem Ochmanem i Bernardem Ładyszem odbyła tournée po Anglii, Stanach Zjednoczonych i Kanadzie.

Ukoronowaniem kariery Bogny Sokorskiej były jej występy na deskach Opery Wiedeńskiej. W wywiadzie z 1988 roku powiedziała:
– Nie potrafię wskazać tego jednego, największego wydarzenia. Może dlatego, że każde przedstawienie i koncert uważam za jednakowo ważny. Tak jakby były pierwszymi występami. Ale najsympatyczniejszym przeżyciem było chyba przedstawienie w Staatsoper w Wiedniu. Ada Sari przestrzegała mnie: „Wyjdź, dziecko, wcześniej z garderoby, bo scena jest daleko. Nie śpiewaj za głośno, bo choć sala duża, będzie cię znakomicie słychać…”.

Z czasem do Bogny Sokorskiej zaczęły napływać propozycje z innych teatrów niemieckich. Pisano: „Gdy ona śpiewa i tańczy, rozprzestrzenia się w teatrze uczucie szczęścia. Jej kapryśny, wirtuozowski sopran, niewypowiedzianie zabawna mowa niemiecka i cała jej osobowość są warte ceny biletu”. O popularności Sokorskiej w Niemczech świadczy wyemitowany w tym samym czasie przez telewizję niemiecką półgodzinny program poświęcony „Najlepszej polskiej sopranistce koloraturowej”.

Mimo spektakularnych sukcesów i wyśmienitych recenzji Bogna Sokorska w Polsce Ludowej śpiewała bardzo mało. –  Bogusia była u szczytu kunsztu śpiewaczego. Zauważali to dyrektorzy oper w całej Europie, natomiast w kraju miał miejsce dziwny rodzaj izolowania jej – wspomina jej przyjaciel z czasów młodości Zdzisław Bartoszewski. – Strzelała brylantami ze swego gardła – tak opisywała jej koloraturę śp. Maria Fołtyn. – Ale nie robiła niczego, żeby się poniżyć. To była piękna kobieta. Nie ukrywam, że podkochiwałem się w niej – wyznał Janusz Gojke. –  To było zjawisko i z tym się trzeba pogodzić. Moje koleżanki nie mogły tego zrozumieć i przełknąć – powiedział tenor Jerzy Karolus, sceniczny partner Sokorskiej.

Czy stała się ofiarą ludzkiej zawiści?

Jesień Słowika W grudniu 1973 roku doczekała się występu na scenie Teatru Wielkiego w Warszawie – lecz… paradoksalnie jako solistka Opery Berlińskiej. Było to przedstawienie „Ariadna na Naxos” Richarda Straussa, w którym zabłysnęła kreacją Zerbinetty – jednej z najtrudniejszych ról operowych. Oto fragment recenzji: „Atrakcją przedstawienia był występ dawno niesłyszanej w Polsce Bogny Sokorskiej (związanej zresztą stale z Operą Berlińską) w roli Zerbinetty. Sławną, pięcioczęściową, trwającą 14 minut arię koloraturową Sokorska zaśpiewała cudownie lekko, z wielką brawurą i naturalnością, a śpiewając, fruwała po schodkach, wybiegała na proscenium, fikała nogami, usiadłszy na jakimś drążku – zgrabna, uśmiechnięta, urocza. Toteż oklaski huczały prawie tak długo, jak poprzednio trwała aria…”.

W połowie lat 70. Bogna Sokorska wróciła do Polski i rozpoczęła działalność pedagogiczną, przekazując swą spuściznę uczniom, do których należeli m.in.: wybitny baryton Adam Kruszewski, córka Jagna Sokorska-Kwika, znana śpiewaczka Ewa Małas-Godlewska, solistka Warszawskiej Opery Kameralnej Marzanna Rudnicka oraz jako ostatnia – Justyna Reczeniedi, autorka niniejszego artykułu. Oto tajniki śpiewu, które przekazywała na lekcjach Bogna Sokorska: „Śpiewać naturalnie, własnym, wyzwolonym głosem – nie tubować, nie zaciemniać.”, „Trzeba mieć zawsze czas na wzięcie oddechu”, „Nie napierać na dźwięk. Nie dawać więcej głosu niż się ma. Śpiewać procentami – nie kapitałem”, „W trzeciej oktawie – pupa, tzn. spinać pośladki na wysokich dźwiękach”, „Otwierać usta – nie sznurować”, „Dużo spać, solidnie jeść, odflegmić gardło”.

Adam Kruszewski tak wspomina maestrę: – Pamiętam Bognę Sokorską grasującą w rękawiczkach ochronnych na swoich szlachetnych dłoniach, z gracką w ręku, pielącą kwiatki w ogrodzie. To jest to. Sztuka sztuką, ale żyć trzeba po prostu normalnie.
– Ciągle robiła swetry na drutach – mówiła Maria Fołtyn. – Pięknie haftowała – dodaje Janusz Gojke. I świetnie gotowała. Pozostawiła po sobie także przepisy kulinarne na swoje popisowe dania (np. na ciasto orzechowiec, zob. „Bogna Sokorska. Życie i kariera…”).

Ostatnią rolą Sokorskiej była Pani Burmistrzowa w musicalu „Błękitny zamek” Romana Czubatego. Artystka już po siedemdziesiątce wystąpiła na zaproszenie ówczesnego dyrektora Teatru Muzycznego „Roma” Bogusława Kaczyńskiego, który specjalnie dla niej wprowadził postać Burmistrzowej. Zachowała młody wygląd, wdzięk i świeży głos także w dojrzałym wieku. Za każdym razem na jej widok rozlegały się ogromne owacje. Musical zagrano przy pełnej sali 220 razy.

Bogna Sokorska zmarła na rękach ukochanego męża 10 maja 2002 roku w Piastowie; została pochowana w Alei Zasłużonych na warszawskich Powązkach. Na szczęście wraca dziś pamięć o wielkiej śpiewaczce, obdarzonej koloraturą stulecia. Niedawno w Milanówku koło Warszawy jedna z ulic otrzymała nazwę Bogny Sokorskiej.

* Wszystkie wypowiedzi i cytaty pochodzą z ilustrowanej biografii Bogny Sokorskiej autorstwa Justyny Reczeniedi „Bogna Sokorska. Życie i kariera Słowika Warszawy. Wspomnienie” (Wydawnictwo Novae Res 2011 r.).

 

O autorce tekstu:

Justyna Reczeniedi – polska śpiewaczka, sopran liryczno-koloraturowy, polonistka, doktor sztuk muzycznych w dziedzinie wokalistyki. Ostatnia uczennica Bogny Sokorskiej. Jest solistką Warszawskiej Opery Kameralnej. Ma w swoim dorobku nagranie sześć płyt fonograficznych. Laureatka konkursów wokalnych w Austrii, Polsce i we Włoszech. Jest autorką biografii swojej maestry „Bogna Sokorska. Życie i kariera Słowika Warszawy – wspomnienie” (Novae Res 2011) oraz opowiadań pt. „Spotkania” (Anagram 2012). Ostatnio pracuje nad projektem CO-OPERA z tenorem Krystianem Adamem Krzeszowiakiem do muzyki Marcina Nierubca i poezji Michała Zabłockiego. Kiedy w roku 1993 poznałam Bognę Sokorską, otworzył się przede mną świat. To był świat opery, pieśni z fortepianem, świat Mozarta, Schuberta, Verdiego…Miałam wrażenie, że urodziłam się ponownie – stąpałam nad ziemią, unosząc się niemalże w nowym dla siebie wymiarze sztuki. To było tak, jakby ktoś założył mi „różowe okulary”. Nic się nie liczyło. Nic, co istniało wcześniej, nie miało znaczenia, ponieważ wszystko, co najlepsze, było przede mną (…).

Nikt jeszcze nie skomentował

Pozostaw odpowiedź

Twój adres email nie zostanie opublikowany.

I.D. MEDIA AGENCJA WYDAWNICZO-PROMOCYJNA

info@idmedia.pl
tel. +48 609 225 829


redakcja@ikmag.pl

 

Magazyn kobiet spełnionych,

Śledź na: