Ultrasonic: Emocjonalnie jesteśmy chyba zgrani, bo podobnie je przeżywamy

Duet Ultrasonic, w skład którego wchodzą Kamila Sibik oraz Janusz Majcherek po trzech latach działalności doczekał się wreszcie pełnowymiarowego debiutu. Płyta „Ultrasonic”, to w dużej mierze album ‘pandemiczny’, aczkolwiek miejscami ma i pozytywny wydźwięk. Osnuty wokół dźwięków syntezatorowych, przenosi do wypełnionego emocjami świata zespołu. O szczegółach tego wydawnictwa opowiedziała mi wokalistka, Kamila Sibik.

 

MM: Wiem, że okres pandemii mocno się przyczynił do nastroju, który słuchać na tym albumie. A czy pierwotnie ta płyta miała mieć inny wydźwięk?

KS: Utwory, które znajdują się na płycie, od początku zmierzały w tym kierunku, ale faktycznie okres pandemii sprawił, że stały się bardziej aktualne w przekazie.

MM: Co zatem w trakcie tworzenia tego materiału najbardziej Wam doskwierało?

KS: Izolacja, samotność, frustracja … Jeśli chodzi o mnie, płyta stała się dla mnie poniekąd wybawieniem, formą pamiętnika, bo wszystkie emocje, jakie we mnie tkwiły, mogłam przelać właśnie na te utwory. Kolejną rzeczą, której mi brakowało, był brak możliwości koncertowania, kontaktu z ludźmi, więc sam proces twórczy, jakim było powstawanie tych kawałków, był dla mnie taką formą terapii. Teraz, gdy w końcu mamy ponowną możliwość występowania, utwory te są dla mnie bardzo ważne, mają wydźwięk osobisty. Pozwalają wyrzucić z siebie wszystkie złe emocje i frustracje. Są po prostu prawdziwe, bo opierają się na naszych osobistych przeżyciach i doświadczeniach.

MM: Bardziej na odcinku lirycznym, czy muzycznym?

KS: Bardziej lirycznym. Chodzi głównie o warstwę tekstową. W tych tekstach zawarte są nasze przemyślenia, choć jeśli chodzi o warstwę instrumentalną – również spokojny, nastrojowy klimat utworów miał oddać to, jak się w danym momencie czujemy. Stosunkowo niewiele jest szybszych numerów, ale tak na dany moment czuliśmy. Cała płyta jest taką jakby opowieścią o naszych troskach, lękach, obawach, jednak dwa ostatnie kawałki mają bardziej pozytywny wydźwięk i podnoszą na duchu.

MM: No właśnie mam wrażenie, że zasadnicza część jest mocno zamglona, co również jest zdaje się wyrazem waszych stanów emocjonalnych?

KS: Dokładnie tak

MM: Od czego zatem zaczynał się proces twórczy: od tekstów, czy od muzyki?

KS: Zwykle najpierw powstaje podkład muzyczny, a warstwa tekstowa później. Za warstwę muzyczną odpowiedzialny jest głównie Janusz, jednakże ja również mam wpływ na to, jaki kształt nadamy utworom. Teksty piszemy wspólnie – ja zajmuję się w dużej roli tłumaczeniem co poniektórych tekstów na język angielski

MM: A decyzję o tym, które z Was będzie śpiewało podejmujecie też razem?

KS: Jak najbardziej. Są utwory w których czuje się lepiej, czy to pod kątem tonacji, klimatu, czy samego tekstu. Utwór „Kara” jest utworem, z którym bardzo silnie Janusz się utożsamia. I dlatego bardzo chciał go wykonać. Tak samo jak utwór „Prison”. Natomiast „Don’t let me down” z kolei jest dla mnie bardzo osobisty pod kątem tekstowym. Emocjonalnie jesteśmy chyba zgrani, bo podobnie je przeżywamy.

MM: Brakuje na tej płycie większej ilości żywych brzmień. Nie pasowały Wam do tego konceptu?

KS: Na początku naszej muzycznej drogi jako Ultrasonic, używaliśmy żywych instrumentów typu gitara, czy bas. Korzystaliśmy również z padów perkusyjnych podczas koncertów, ale z czasem ograniczyliśmy się do syntezatorów, chociaż bas na płycie jest żywy. Ostatnio na koncercie Janusz, śpiewając kawałki, podgrywa również sobie właśnie na gitarze basowej. Sam klimat płyty chcieliśmy utrzymać w klimacie synthwave, triphop, elektropop i głównie wykorzystać moc syntezatorów.

MM: Wspomniałaś, że płytę zamykają dwie nieco radośniejsze kompozycje “Awakening” i “Tysiące razy”. Nie kusiło Was, by ten jaśniejszy element rozszerzyć na płycie?

KS: Te utwory ‘pozytywne’ powstały przed pandemią, a te bardziej mroczne, to już jest czas zamknięcia. Niemniej jednak nie chodziło nam o zdołowanie słuchaczy. Sami staramy się patrzeć z optymizmem w przyszłość. I dlatego chcieliśmy, żeby cała historia kończyła się w taki właśnie sposób – żeby dawała nadzieję na lepsze jutro. Że jednak jakieś światełko w tunelu. Że nadejdzie lepszy czas. I w to właśnie wierzymy.

MM: Skoro zawartość albumu jest swoistą terapią, to czy wykonywanie tych utworów  a żywo jest również częścią tego procesu?

KS: Jak najbardziej. Cudowne jest to, że w końcu mam świadomość tego, o czym śpiewam. Utożsamiam się z tymi tekstami i mam nadzieję, że brzmi to prawdziwie i czuć te nasze emocje w tych utworach, bo chodziło nam o to, by przekaz i emocje dotarły do ludzi. Żeby uwierzyli, że śpiewamy całym sercem . Śpiew zawsze był dla mnie rodzajem terapii, oczyszczenia, wyrzucenia tych złych emocji.

MM: Macie zatem zaplanowane jakieś koncerty w najbliższym czasie?

KS: Planujemy zagrać na pewno w naszym rodzinnym mieście Oświęcimiu, a kilka następnych jest w przygotowaniu.

MM: A wrócicie do realizacji bardziej fabularnych teledysków?

KS: Planujemy wydać teledysk do utworu „Kara”. Niekoniecznie wszystko będzie pokazane wprost, bardziej chodzi o przekaz i klimat. Teledyski jak dotąd mamy dwa. Nie są to one jednak fabularne. Może w przyszłości zdecydujemy się pójść dalej. Czas pokaże.

                                                                                                                                             Rozmawiał:  Maciej Majewski

Nikt jeszcze nie skomentował

Pozostaw odpowiedź

Twój adres email nie zostanie opublikowany.

I.D. MEDIA AGENCJA WYDAWNICZO-PROMOCYJNA

info@idmedia.pl
tel. +48 609 225 829


redakcja@ikmag.pl

 

Magazyn kobiet spełnionych,

Śledź na: