Każdy wie jak to działa – kiedy razem z narzeczonym ogłaszacie iż zamierzacie się pobrać wszyscy są zachwyceni, gratulują, dopytują o to jak do tych oświadczyn doszło, jak to przyszły Pan młody zaplanował. Spodziewają się romantycznej opowieści wprost z bajki, a czasem… zaczynają doradzać, komentować, a także dzielić się zupełnie niepotrzebnymi opiniami, które mogą, aczkolwiek wcale nie muszą, przyćmić radość zaręczyn. Jak więc podziękować innym za ich wkład, opinie, ale działać dokładnie tak, jak planowaliśmy?
Uwagi i pytania mogą zacząć się bardzo niewinnie, mimo, że czasem są podchwytliwe, a odpowiedź na pytanie zawierają już w pytaniu (zwłaszcza jeżeli ktoś oferuje swoje wsparcie w sfinansowaniu całej imprezy). Która młoda para nigdy nie usłyszała uwag pokroju Zaprosicie ciocię Krysię? Widziałaś ją ostatnio jak miałaś sześć lat, ale będzie jej przykro! albo Te kwiaty to chyba błąd. Takie wiejskie! a przecież o dokładnie takiej wiązance marzyłaś odkąd tylko pamiętasz.
Warto wspomnieć, że te pytania, uwagi, komentarze nie zawsze są pokierowane złośliwością, czy też złymi intencjami. Rodzice, dziadkowie, lub inny osoby mogą chcieć nam pomóc – pamiętają inne wesela, to co im na nich się podobało, a co niekoniecznie – doświadczenie życiowe, chociaż w nieodpowiedniej formie, stylu komunikacji może wydawać się złośliwością, może być naprawdę złotą radą.
Oczywiście wyjątkowo trudno jest nie odpowiedzieć emocjonalnie na tego rodzaju przytyki. Bo cały ten ambaras, by nauczyć się komunikować w sposób, który nie przypomina szalonego tiktoka o toksycznej rodzinie. Warto pamiętać, że zarówno nam, jak i naszym gościom zależy na tym, by impreza była udana.
Dlatego wziąć głęboki oddech, pozwolić sobie na to by pierwsze negatywne emocje przestały się w nas gotować i asertywnie odmówić zaproszenia dla cioci Krysi, wskazać paletę kolorów, która szczególnie odpowiada naszym gustom i jej odwzorowanie znajdziemy między innymi w wiązance, czy dekoracjach ślubnych.
Zdecydowanie nie należy ulegać tym wpływom, nie zapraszamy nikogo bo „tak wypada”, bo to prosta droga do frustracji, złości, która kumulowana może doprowadzić do niekontrolowanego wybuchu z powodu najmniejszej sprzeczki.
Jeżeli prawdziwie jesteśmy przekonani, że chcemy by ślub odbył się w ruinach szkockiego zamku, to nie ma jakiekolwiek powodu (no, oprócz finansowego), dlaczego mielibyśmy z tego zrezygnować. Nie ma powodu dlaczego Państwo młodzi mają zgadzać się na jakiekolwiek pomysły innych osób, bowiem teoretycznie może się okazać, że idąc na tego rodzaju kompromisy para młoda weźmie ślub w miejscu, które nie jest dla nich odpowiednie, ekscytujące, na obiad będą podane potrawy, które im zdecydowanie nie smakują, a tort będzie idealnym odwzorowaniem gustów smakowych teściowej. Zdecydowanie lepiej uniknąć takiej sytuacji. Czy to oznacza, ze należy włączyć z teściową? Zdecydowanie nie.
Należy po prostu rozmawiać, z uśmiechem podziękować za sugestię, radę, wskazówkę, a następnie zrobić dokładnie tak, jak Wasze serca dyktują. Asertywne, ale uprzejme, stoickie wręcz odrzucenie pomysłu jest zdecydowanie lepszym i bardziej przyszłościowym rozwiązaniem niż dramat pełen krzyków o tym, że „To jest Twój ślub, a nie teściowej!”. O tym każdy wie, nawet teściowa. Nie musimy tłumaczyć swoich decyzji, ani wymyślać wymówek. Czasem wystarczy pokazać naszym doradcą, że zostali wysłuchani, ze ich pomysł nie został odrzucony, tylko naprawę to przemyśleliście i wybraliście opcję, która Wam odpowiada, a nie doradcy. Czy to gwarantuje brak konfliktu? Nie, zdecydowanie nie. Ale to jak teściowa zareaguje na nasze słowa nie jest już od nas zależne – wszystko co możemy zrobić, to uprzejmie zapewnić, ze przemyślimy sugestie – nawet jeżeli nie planujemy tego zrobić nawet pół minuty.
Ostatecznie to jest Wasze wesele, Wasz dzień i kiedy z czasem zerkniecie sobie na zdjęcia czy to wydrukowane w albumie, czy też zamieszczone w social mediach, celem jest to, by wspomnienie przyniosło uśmiech na Wasze twarze, a nie grymas zniesmaczenia bowiem przypomnicie sobie, ze stoły były udekorowane wbrew Waszym gustom, sukienka była inna, a wszystko bardziej przypomina ślub Waszej zadowolonej babci, która może i z uśmiechem wspomni ten dzień, ale zdecydowanie nie była Panną młoda.
Autor: Damian Łukowiak, Timeless moments


