Seksualność Polek bez tabu. Każda z nas zasługuje na prawdę, bliskość i zrozumienie

Dlaczego kobiety wciąż wstydzą się mówić o swojej seksualności? Co skrywają za uśmiechem i żartem? Jakie historie naprawdę kryją się za zamkniętymi drzwiami sypialni? W szczerej i poruszającej rozmowie Justyna Kwil,  autorka książki “(Nie)udane życie seksualne Polek” opowiada o tym, jak zrodził się pomysł na publikację, co mówią kobiety, gdy w końcu ktoś naprawdę je słucha – i dlaczego dziś bardziej niż kiedykolwiek potrzebujemy rozmowy o kobiecym ciele, pragnieniach i emocjach, bez oceniania, wstydu i społecznych masek.

 

Skąd wziął się pomysł na tę książkę? Czy był jakiś konkretny impuls, moment albo rozmowa, która sprawiła, że zdecydowała się Pani napisać właśnie o seksualności Polek?

Pomysł na tę książkę przyszedł do mnie zupełnie niespodziewanie. Wcześniej byłam dyrektorką w dziale IT w dużej grupie kapitałowej i nigdy nie planowałam, że kiedykolwiek napiszę książkę, a już na pewno nie o tak intymnym temacie. Jednak podczas mojego urlopu macierzyńskiego wydarzyło się coś ważnego — po raz pierwszy od dawna miałam czas, żeby naprawdę rozmawiać z kobietami. Zatrzymać się, posłuchać, zadać pytanie i usłyszeć odpowiedź, której na co dzień często w ogóle nie ma czasu wypowiedzieć. I właśnie w tych rozmowach, między historiami o dzieciach, pieluchach i nieprzespanych nocach, pojawiało się to jedno pytanie, które wracało jak bumerang: “A dałaś mu już po porodzie?” Wtedy zrozumiałam, jak głęboko ten temat jest w nas zakopany — jak bardzo próbujemy go przemilczeć, a przecież on i tak decyduje o tym, jak czujemy się w naszym życiu, w naszych ciałach, w naszych związkach. Kobiety wprost opowiadały, że “facetowi trzeba dać”, że “jak nie zje w domu, to zje na mieście”, że “on orgazm ma zawsze, a one — jeśli mają szczęście i siłę — od święta”. Że czasem łatwiej jest udawać albo dać go sobie samej, niż rozmawiać o tym, czego się naprawdę pragnie. Zrozumiałam wtedy, że seksualność to nie jest tylko sfera łóżka — ale również to, jak my siebie traktujemy, ile jest w nas życia i poczucia, że mamy prawo do przyjemności czy czułości. I że kiedy to tłumimy albo wypieramy, to gasimy coś w sobie — a potem udajemy, że wszystko gra. Pamiętam, że powiedziałam wtedy do mojego męża: “Kochanie, gdybym miała czas, to napisałabym o tym książkę.” A on spojrzał na naszego malutkiego synka i powiedział: “Nasze dziecko śpi jakieś osiem godzin dziennie — pisz.” I tak właśnie zaczęła się ta historia.

Dlaczego zdecydowała się Pani poruszyć temat tak intymny? Czy miała Pani obawy, że niektóre osoby mogą odebrać książkę jako zbyt osobistą albo kontrowersyjną?

Zdecydowałam się poruszyć ten temat właśnie dlatego, że seksualność w Polsce wciąż jest czymś, czego boimy się dotknąć. W Polsce funkcjonuje takie beznadziejne przekonanie, że o seksie się nie rozmawia — seks się po prostu robi. A ja uważam, że to wielka pułapka. Bo kiedy nie rozmawiamy o tym, co nas boli, czego chcemy, co nam nie pasuje — zostajemy z tym same. W tym milczeniu jest mnóstwo kobiecego wstydu, poczucia winy i samotności. Mężczyznom często łatwiej jest dostać w łóżku to, czego chcą, nawet jeśli nikt o tym głośno nie mówi. W drugą stronę niestety tak to nie działa. Nie uważam, że intymność powinna być wystawiana na pokaz. Jestem daleka od tego, żeby mówić publicznie o szczegółach swojego życia łóżkowego. Ale wierzę, że rozmowa o seksualności jest konieczna — bo dopóki nie umiemy rozmawiać o tym z partnerem, to trudno oczekiwać, że coś się zmieni. Dlatego w tej książce jest tyle pytań. Pytań, które mają zostać w głowie na dłużej, czasem zaboleć, czasem sprowokować. Wielu czytelników mówiło mi, że spodziewali się lekkiej książki, a dostali coś, co naprawdę otwiera oczy. I o to mi chodziło — żeby ta książka była takim małym wyzwalaczem.

Jak dobierała Pani bohaterki do rozmów? Jak wyglądał proces budowania zaufania, który pozwolił im tak szczerze się otworzyć?

Od samego początku wiedziałam, że chcę, żeby w tej książce były kobiety z bardzo różnych światów — tak, żeby każda czytelniczka mogła gdzieś w tych historiach odnaleźć siebie. Zależało mi, żeby pokazać, że seksualność ma wiele twarzy i że każda z nich jest w porządku. Dlatego zanim zaczęłam rozmowy, stworzyłam sobie plan: wiedziałam, o jakich tematach chcę mówić, jakie pytania mnie nurtują i kogo warto o nie zapytać. Kierowałam się własną ciekawością — tym, o co sama nigdy nie miałam odwagi zapytać głośno. Dlatego obok Aleksandry Wołochowicz, która wychowała się w rodzinie edukującej chrześcijan w temacie seksu, pojawia się Julia Owiaks — gwiazda porno. Obok młodych dziewczyn jest pani Mirka — 76-latka, która cudownie opowiada, jak wygląda bliskość w starszym wieku. Jeśli chodzi o budowanie zaufania — ono zaczynało się w momencie, kiedy kobieta zgadzała się ze mną rozmawiać. Wiedziałam, że wchodzę w bardzo intymną przestrzeń — symbolicznie i dosłownie — więc moim zadaniem było stworzyć warunki, w których nikt nie poczuje się oceniany. Czasem miałam „teoretyczny plan” na to, o czym porozmawiamy — ale w trakcie wychodził temat, który okazywał się ważniejszy, i to za nim podążaliśmy. Czułam, że jeśli stworzę przestrzeń bez wstydu i oceny, to kobiety poczują się bezpieczne.

Co zmieniło się we mnie po tej książce?

Z pewnością zmieniałam się podczas pisania tej książki. Zawsze powtarzam, że każdy, kto myśli, że „już wszystko wie o seksie”, powinien tę książkę przeczytać — i pozwolić się zaskoczyć. Bo mnie te rozmowy zaskakiwały na każdym kroku. Każda historia, którą usłyszałam, była jak lustro — nagle widziałam w nim swoje przekonania, schematy, nieuświadomione wstydy. Słuchając innych kobiet, zadawałam pytania im — ale tak naprawdę zadawałam je też sobie. Jednym z ciekawych momentów była rozmowa z Renatą Orłowską. Renata jeździ na wózku i opowiadała o tym, jak łatwo społeczeństwo odcina osoby z niepełnosprawnościami od prawa do seksualności, jak bardzo zakładamy, że skoro ktoś jeździ na wózku, to musi być heteroseksualny, a fetysze i fantazje mają być zarezerwowane dla kogoś innego. Tak jakby to, że ciało działa inaczej, miało odbierać prawo do pragnień, do fantazji, do odkrywania siebie. I wtedy pomyślałam: „Ile jeszcze takich cichych przekonań noszę w sobie ja?” — mimo że zawsze uważałam się za osobę otwartą, tolerancyjną i świadomą. Dziś wiem, że największą wartością tej książki nie jest to, że daje odpowiedzi — ale to, że prowokuje pytania. Chciałabym, żeby każdy, kto ją otwiera, usłyszał w sobie pytanie, którego może dawno nie zadał. Bo czasem wystarczy jedno proste „Dlaczego?” — i nagle pękają mury, które budowaliśmy latami. Wierzę w to całą sobą: my sami jesteśmy kluczem do wszystkiego. Im bardziej mamy odwagę zajrzeć w siebie, rozgrzebać stare schematy, zadać sobie szczere pytanie — tym więcej dobrego możemy wpuścić w swoje życie. I o to mi chodzi — żeby ta książka była początkiem czegoś.

Który temat był najtrudniejszy?

Najtrudniejsze były rozmowy o nadużyciach seksualnych. O gwałtach, przemocy i samotności kobiet, które często mierzą się z poczuciem winy, które nigdy nie powinno być ich winą. Słuchałam historii kobiet, dla których „pierwszy raz” był gwałtem. Pamiętam jedną rozmowę szczególnie mocno: dziewczyna opowiadała, jak została uprowadzona z przystanku, zmuszona do seksu oralnego, a potem usłyszała od rodziny swojego partnera: „Nie było seksu, to nie był gwałt. Nie będzie dziecka, uff.” To było jak policzek — że można komuś odebrać prawo do prawdy o własnym cierpieniu. To boli mnie najbardziej — że kobiety milczą, bo boją się wstydu, winy, oceny. I że kiedy milczą, sprawcy są bezkarni. Dlatego te rozmowy, choć były najtrudniejsze, są też dla mnie najważniejsze. Bo jeśli będziemy o tym mówić — może kolejne dziewczyny nie zostaną z tym same.

Jak zareagowały czytelniczki?

Dostałam setki wiadomości — krótkich, długich, czasem napisanych w środku nocy, kiedy ktoś nie mógł spać po przeczytaniu kolejnego rozdziału. Najczęściej powtarza się jedno zdanie: „Dziękuję. Ktoś w końcu powiedział prawdę.” I to dla mnie jest najważniejszy sens tej książki — że kobiety poczuły, że nie są w tym same. Że to, o czym bały się mówić albo myślały, że „tylko ja tak mam”, nagle stało się czymś, co można nazwać, opisać, wypowiedzieć na głos. Piszą do mnie kobiety, że czują się lżej. Że czasem samo to, że usłyszały swoje myśli w słowach innej kobiety, daje im siłę, żeby porozmawiać z partnerem, żeby nie zgadzać się na coś, czego nie chcą, albo żeby odważyć się pragnąć więcej. Ale piękne jest też to, że piszą także mężczyźni. Piszą: „Nie wiedziałem, że to tak wygląda.” „Nie miałem pojęcia, jak dużo rzeczy moje partnerki noszą w sobie.” Dla mnie to największy dowód, że ta książka nie dzieli — tylko otwiera oczy po obu stronach. Czasem dostaję wiadomości, które zostają ze mną na zawsze. Jak ta od starszej kobiety, która napisała mi, że przez całe życie myślała, że seks to po prostu moment, kiedy „facet się kładzie, bierze, wychodzi”. Że to nigdy nie było dla niej — tylko dla niego. Że nikt jej nigdy nie powiedział, że może być inaczej. Bardzo wierzę, że ta książka będzie pracować jeszcze długo. Że kobiety będą ją sobie podawać dalej. Że ktoś schowa ją w szufladzie, ktoś zostawi na stoliku nocnym, ktoś podsunie mężowi albo da przyjaciółce.

Co chciałaby Pani, żeby ludzie wynieśli z Pani książki?

Chciałabym, żeby ta książka była początkiem rozmowy — przede wszystkim ze sobą, ale też z partnerem. Żeby dała ludziom odwagę zobaczyć, że nie muszą tkwić tam, gdzie jest im źle. Że można coś zmienić — zacząć rozmawiać, pytać, szczerze mówić, czego potrzebujemy, czego chcemy, czego mamy już dość. Chciałabym, żeby czytelnicy poczuli, że seksualność nie musi być ciężarem ani obowiązkiem — może być czymś lekkim, bliskim, pięknym. Kawałkiem życia, który daje radość, a nie kolejne poczucie winy. I żeby wiedzieli, że nawet jeśli dziś jest trudno, to nie jest koniec — że w każdej chwili można wybrać dla siebie coś innego. Bo wszystko zaczyna się od jednego pytania i odwagi, żeby nie uciekać od odpowiedzi.

Plany na wakacje?

Moje wakacje w tym roku zapowiadają się… pracowicie, ale pięknie. W lipcu moja książka trafia do Empiku i kolejnych sieci w całej Polsce — więc moim celem jest, żeby naprawdę cała Polska o niej usłyszała. Chcę, żeby kobiety ją czytały i przekazywały dalej. Książka jest dostępna również w formacie e-booka, więc można mieć ją zawsze ze sobą. W międzyczasie zaczynam też pisać drugą część — tym razem z męskiej perspektywy. Bo wierzę, że tam też jest dużo niewypowiedzianych tematów. Chcę pokazać, jak wygląda seksualność oczami mężczyzn, z czym oni się mierzą, czego się boją, czego od nich wymagamy — i jak często ich też nikt nie pyta, jak oni się w tym czują. Więc jeśli czyta to jakiś mężczyzna, który ma odwagę opowiedzieć swoją historię — drzwi są otwarte. A kiedy złapię oddech? We wrześniu. I to w najlepszym możliwym pakiecie — na wakacjach z teściami! Bo my z mężem zawsze żartujemy, że przy małym dziecku wakacje z teściami to jedyne prawdziwe all inclusive. Trochę pracy, trochę odpoczynku, dużo rodziny — i o to chodzi.

Rozmawiała: Ilona Adamska

Książka dostępna na stronie www.justynakwil.pl

O autorce:

Justyna Kwil – ma 33 lata, jest żoną i mamą, która odważyła się sięgnąć po życie, o jakim zawsze marzyła — i napisała książkę „(Nie)udane życie seksualne Polek”. Wcześniej pracowała jako dyrektorka w branży IT, ale postanowiła zostawić znany i bezpieczny świat, by robić to, co od zawsze grało jej w sercu. Ma ADHD i jest wulkanem energii — trudno ją zatrzymać, jeszcze trudniej nie dać się porwać jej entuzjazmowi. Kobiet kochają z nią rozmawiać — za jej empatię, odwagę i głębokie pytania, które otwierają oczy i serca.

Nikt jeszcze nie skomentował

Pozostaw odpowiedź

Twój adres email nie zostanie opublikowany.

I.D. MEDIA AGENCJA WYDAWNICZO-PROMOCYJNA

info@idmedia.pl
tel. +48 609 225 829


redakcja@ikmag.pl

 

Magazyn kobiet spełnionych,

Śledź na: