W Wiedniu nazywano ją „die Blutgräfin” (Krwawa Hrabina), bo gdy przyjeżdżała tu z Węgier, pod drzwiami jej pałacu przy Weihburgstrasse płoszyły się konie. Przechodnie słyszeli z wnętrza budynku przerażające krzyki mordowanych młodych kobiet, a bracia franciszkanie, których klasztor sąsiadował z domem hrabiny, rzucali w jego ściany skorupami doniczek, by odpędzić szatana.
Z końcem roku wielu pracowników próbuje nadrobić zaległy wypoczynek, ale najnowszy raport enel-med „Łączy nas…
Czytaj dalej →












