Michał Masłoń: Trzeba być przygotowanym na wszystko!

– Ten zawód jest wyjątkowo trudny. Jeśli nie ma się cierpliwości i pokory, można o nim zapomnieć. Zasada “im wyżej wejdziesz, tym z większej odległości spadniesz” sprawdza się w każdym calu. Dlatego trzeba być przygotowanym na wszystko. I ze wszystkim umieć się pogodzić. Jak się jest wrażliwym, jest się łatwym łupem, na który wszyscy odważają się zapolować. – mówi w rozmowie z Imperium Kobiet polski wokalista, autor tekstów Michał Masłoń.

 

Kiedy tak naprawdę zacząłeś swoją przygodę z muzykowaniem, komponowaniem?

Pierwszą moją poważną przygodą z muzyką były studia muzyczne na wydziale wokalno aktorskim w Łodzi. Wtedy tak naprawdę miałem okazję zetknąć się z wieloma gatunkami muzycznymi, poznać artystyczny świat od kuchni. Bodajże na 3 roku poczułem w sobie chęć silniejszego wyrażania siebie i to wtedy napisałem swoją pierwszą piosenkę „Pokażę Ci mój Paryż”. Mam do niej bardzo duży sentyment, ponieważ do tej pory kilka osób o niej pamięta i ją bardzo miło wspomina. Czas pokaże, może kiedyś zdecyduję się do niej wrócić na koncertach.

W utworach, które do tej pory opublikowałeś, jawisz się jako wyjątkowo wrażliwy artysta. Czy to nie jest przeszkodą, aby twardo funkcjonować w świecie polskiego show biznesu?

Oczywiście, że jest. Ten zawód jest wyjątkowo trudny. Jeśli nie ma się cierpliwości i pokory, można o nim zapomnieć. Zasada “im wyżej wejdziesz, tym z większej odległości spadniesz” sprawdza się w każdym calu. Dlatego trzeba być przygotowanym na wszystko. I ze wszystkim umieć się pogodzić. Jak się jest wrażliwym, jest się łatwym łupem, na który wszyscy odważają się zapolować. Z drugiej strony pisanie utworów, bycie muzykiem, wymaga podwójnej wrażliwości. Dlatego często w sytuacjach, gdzie czuję, że ta “artystyczna wrażliwość” i “bujanie w chmurach” czyni ze mnie dla kogoś łatwe ogniwo, wówczas proszę o pomoc zaufane osoby, które mnie znają i wspierają i umieją osadzić mnie choć na chwilę twardą nogą na ziemi.

Kto jest pierwszym recenzentem Twoich utworów?

Obecnie to ja jestem pierwszym i ostatnim recenzentem moich utworów. To znaczy, że ostatecznie ja decyduję o efekcie końcowym. Musiałem przejść bardzo długą drogę, żeby się tego nauczyć. Okazuje się bowiem, że niestety tak zbudowały mnie moje doświadczenia życiowe i to, co wyniosłem z dzieciństwa, że najtrudniej było mi ufać sobie samemu. Jeszcze do nie tak dawna, wydawało mi się, że wszyscy wiedzą lepiej ode mnie o tym, jak mam śpiewać, co mam śpiewać i w ogóle…jaki mam być na scenie i poza nią. W pewnym momencie jednak musiałem zmienić swoje nastawienie. Zorientowałem się, że coś jest nie tak w chwili, kiedy słuchając swoich piosenek, nie rozpoznawałem w nich siebie. Zrozumiałem, że nie tędy droga. Ostatecznie, nawet jeśli utwór miałby okazać się totalną klapą, to ja muszę być z niego zadowolony. A żeby być zadowolonym i lubić, to co się robi, trzeba lubić samego siebie i podążać za głosem własnego serca.

Obecnie na rynku muzycznym jest dość ciasno, ciężko się przebić. W czym tkwi siła Twojej muzyki?

Myślę, że na to pytanie powinny ocenić słuchacze, do których moja muzyka przemawia. Ja nie patrzę na swoje utwory przez pryzmat, tego, czy są one silne by stać się przebojem, czy też nie. Nie piszę przebojów. Nie taki jest mój cel. Poza tym, nie ma recepty na przebój, zwłaszcza dzisiaj, gdzie każdy może pisać i nagrywać piosenki z taką samą łatwością, jak podróżować pociągiem.

Kto jest Twoją muzyczną inspiracją? Zarówno jeśli chodzi o mężczyzn jak i kobiety.

Ech. Ta lista może okazać się bardzo długa. Do niedawna myślałem, że moją muzyczną inspiracją są inni wokaliści i twórcy muzyczni. Zawsze fascynowali mnie Pavarotii, Josh Groban, Caruso, Katrina & The Waves, James Morrison, Blue October, Anita Lipnicka, Lari Lu i naprawdę wielu wielu innych. Ale zauważyłem, że moją największą inspiracją muzyczną jest moje życie i moi przyjaciele, ludzie którymi się otaczam, których spotykam na swojej drodze. To rozmowy z nimi, przebywanie z nimi w jednym miejscu i o jednym czasie, obcowanie z nimi, dostarcza mi największą inspirację do tworzenia muzyki. To tak, jakby składać puzzle, z różnych części, każda ma swój kolor i kształt. ale razem tworzą całość.

Co Cię najmocniej irytuje w obecnym świecie artystycznym?

Obojętność. Każdy patrzy tylko na czubek własnego nosa. Czasami ciężko odnaleźć prawdziwy artyzm w artystycznym świecie.

Trochę o Twojej prywatnej stronie – nie wiele osób wie, że jesteś pedagogiem – pracujesz z dziećmi wymagającymi specjalnej troski. Opowiedz o tej stronie swojego życia.

Pracuję jako muzykoterapeuta i oligofrenopedagog. Poprzez muzykę staram się dotrzeć do świata dzieci głównie dzieci autystycznych, zrozumieć ten świat i trochę w tym świecie poprzebywać, jednocześnie sprawiając, by te dzieci umiały odnaleźć się w naszym świecie, by umiały sobie z nim poradzić i w nim funkcjonować. Muzyka potrafi tu zdziałać cuda. Ma nieobliczalną moc. Praca ta uczy cierpliwości i pokory.

Pochodzisz z Krakowa, pracujesz w Warszawie, przez lata mieszkałeś w Berlinie – gdzie czujesz się najlepiej?

Myślę, że Berlin to takie moje miejsce na ziemi, gdzie zawsze czuję się jak ryba w wodzie. Czasami mam wrażenie, że tam inspiracja rozlewa się po ulicach. Wystarczy tylko krótki spacer, a już pojawia się temat do pisania piosenki. Berlin uczy tolerancji i akceptacji. Uspokaja, daje energię. Cieżko tam czuć się przytłoczonym, nawet jak przestaje działać metro *co i tak rzadko się to zdarza. Kraków zaś jest moim domem. To tutaj czeka zawsze na mnie moja druga połówka, kiedy wracam z Warszawy. Kraków ma dużo wspólnego z Berlinem, czuć podobne fluidy. Dlatego oba miasta są mi obecnie bardzo bliskie.

Jakie są Twoje najbliższe plany artystyczne?

Stanąć na głowie, by jesienią odbyła się premiera mojej płyty. Poza tym złożyć w końcu zespół i przygotować się do koncertów promujących wydawnictwo. Oprócz tego regularne lekcje śpiewu operowego, bo moim marzeniem jest również wrócić do klasyki i w przyszłym roku stanąć na scenie, jako śpiewak operowy. Tak więc pracy dużo, planów dużo, a doba niestety dalej ma tylko 24 godziny. Ale nie mam zamiaru się poddać.

***

Michał Masłoń to wokalista i autor tekstów. Absolwent Akademii Muzycznej w Łodzi, w latach 2007-2009 solista międzynarodowej grupy 12 Tenorów. Koncertował w wielu miastach Europy, był zapraszany na gościnne występy między innymi do Londynu, Dublina, Rzymu, Bolonii, Berlina i Neapolu. W roku 2015 w wielu rozgłośniach radiowych można było usłyszeć jego przebój “Bezdomne serce”, który zajmował wysokie pozycje na regionalnych listach przebojów. Ostatni jego singiel to „Tysiąc mil”, wydany w maju 2019 r. Obecnie pracuje nad pierwszym swoim albumem studyjnym, którego premiera odbędzie się jesienią tego roku.

Nikt jeszcze nie skomentował

Pozostaw odpowiedź

Twój adres email nie zostanie opublikowany.

I.D. MEDIA AGENCJA WYDAWNICZO-PROMOCYJNA

info@idmedia.pl
tel. +48 609 225 829


redakcja@ikmag.pl

 

Magazyn kobiet spełnionych,

Śledź na: