Marzenia jak motyle i ja… cała rozmarzona do granic możliwości

Nazywam się Katarzyna Nosal, a moja historia jest prawdziwą opowieścią o marzeniach, które z biegiem lat nie tylko dojrzewały razem ze mną, ale także odważnie prowadziły mnie i nadal prowadzą przez życie. Jestem kobietą, która od dziecka patrzyła na świat przez pryzmat marzeń. Zawsze wierzyłam, że gdzieś pomiędzy codziennością a tym, co wydaje się niemożliwe, kryje się przestrzeń, w której możemy odnaleźć siebie i swoje pragnienia.

Nie jestem ekspertką od marzeń dlatego, że przeczytałam o nich w książkach. Jestem nią dlatego, że od lat uczę się ich w codziennym życiu – poprzez miłość, macierzyństwo, literaturę, podróże, spotkania z ludźmi, ale także przez chorobę, cierpienie i doświadczenia, które nauczyły mnie patrzeć na świat z jeszcze większą pokorą.

To właśnie one pokazały mi, że marzenia nie są ucieczką od rzeczywistości. Są siłą, która pomaga tę rzeczywistość przeżyć, zrozumieć i odnaleźć w niej sens. Czasem pojawiają się wtedy, gdy najmniej się ich spodziewamy. Czasem czekają ukryte przez wiele lat, aż nadejdzie odpowiedni moment, aby znów zapukać do naszego serca.

Moje spojrzenie na życie zmieniło się jeszcze bardziej wtedy, gdy dziesięć lat temu przyszła do mnie nieuleczalna choroba kręgosłupa. To był bardzo trudny czas. Na początku mnie choroba mnie zatrzymała,  przyniosła lęk i niepewność. Z czasem jednak stała się lekcją pokory, cierpliwości i uważności.

Dziś, po doświadczeniach onkologicznych i wielu trudnych momentach, jeszcze mocniej doceniam każdy dzień, obecność drugiego człowieka i małe cuda, które wcześniej mogły wydawać się zwyczajne i banalne. Choroba nauczyła mnie, że nie wszystko możemy zaplanować, ponieważ życie ma swój własny rytm i często prowadzi nas drogami, których wcześniej nie wybieraliśmy. Ale zawsze możemy zdecydować, z jaką siłą, wiarą i nadzieją pójdziemy dalej. To właśnie wtedy jeszcze mocniej uwierzyłam, że marzenia nie są ucieczką od życia – są siłą, która pomaga nam przez nie przejść. A kiedy idą z nami wiara, nadzieja i miłość, nawet najtrudniejsza droga staje się możliwa do pokonania.

W tym procesie niezwykle ważne jest jednak odnalezienie własnego celu i źródła siły.

Moją największą siłą i priorytetem zawsze była i jest moja rodzina – kochający mąż, czwórka dorosłych dzieci, wnuczęta, synowe i zięć. To mój największy skarb, moja przystań i miejsce, do którego zawsze wracam – niezależnie od tego, jak daleko zaprowadzą mnie moje marzenia.

Jednym z tych marzeń są podróże, podczas których wspólnie z moim mężem, Arturem, odkrywamy nowe miejsca, poznajemy ludzi, ich historie, kulturę i tradycje. Każda podróż przypomina mi, jak niezwykły i różnorodny jest świat oraz jak wiele możemy nauczyć się od innych ludzi.

Podczas tych chwil często rodzą się nowe pomysły, refleksje i inspiracje do pisania. Bo jako pisarka literatury dla dorosłych i dzieci, autorka książek oraz tekstów publikowanych na portalu PisarzePolscy.pl, tworzę przede wszystkim sercem. To pomaga mi również jako redaktorce, autorskiej audycji „Rozmarzona do granic możliwości” na antenie Radia Głos Literacki.

W każdej podróż, szukam inspiracji, spotkań z ludźmi, którzy niosą swoją własną, nie zawsze łatwą historię. Wszyscy mi przypominają mi, że świat jest pełen historii, które warto opowiedzieć i pełen marzeń, które czekają na spełnienie.

Moje książki, każdy napisany tekst i każda rozmowa radiowa mają wspólny mianownik – człowieka. Jego emocje, historię, marzenia, lęki i nadzieję. Wierzę, że słowo ma ogromną moc. Może pocieszyć, dodać odwagi, zatrzymać na chwilę i przypomnieć, że nie jesteśmy sami.

Wierzę, że każdy człowiek żyje na naszej drodze w konkretnym celu. Wierzę też w znaki, te, które przychodzą do mnie we śnie i te na jawie. Dwa lata temu przyszły do mnie we śnie słowa, którymi od tamtej pory podpisuję wszystko, co tworzę: „Spełnione marzenia nie mają ceny… nigdy się nie starzeją i nie mają daty ważności.”

Bardzo długo bałam się o nich mówić światu. Dziś wiem, że te słowa przyszły do mnie nieprzypadkowo i mówię o nich z pełną odpowiedzialnością i odwagą. Stały się moim światłem, drogą i kompasem. Przypominają mi każdego dnia, że warto wierzyć w siebie. Bo marzenia nie mają wieku, terminu ważności ani granic. Że największą odwagą nie jest zrobić wielki krok, ale wykonać ten pierwszy, mały, który przybliża nas do tego, czego naprawdę pragniemy.

Moje marzenia prowadzą mnie, uskrzydlają, przywołują najpiękniejsze wspomnienia i dają mi siłę w trudnych momentach życia. A moją życiową misją stało się przypominanie innym, że oni również mają prawo marzyć, mówić głośno o swoich marzeniach  i je spełniać.

Marzenia jak motyle

Motyl ma dla mnie szczególne znaczenie. To symboli siły, odrodzenia i przemiany. Dlatego marzenia porównuję do motyli. Lekkie jak ich skrzydła, kolorowe, a zarazem pełne siły. Niekiedy towarzyszy nam strach. I to też jest w porządku. Bo motyl ma dwa skrzydła, które mogą albo nas unosić, albo ciągnąć w dół. Wszystko zależy od tego, któremu damy więcej przestrzeni. I nie chodzi o to, by wybrać jedno kosztem drugiego, ale by nauczyć się żyć z obiema emocjami – świadomie, odważnie i z sercem otwartym na to, co przyniesie życie. Bo każde „tak” – nawet to wypowiedziane z lękiem, otwiera drzwi do marzeń. Bo odwaga nie polega na braku strachu, lecz na tym, by mimo niego zrobić pierwszy krok.

Tak było również ze mną. Tkwiłam w swoim kokonie.

Przez wiele lat najważniejszą rolę w moim życiu pełniła rodzina, która jest moją siłą i priorytetem. Byłam żoną, mamą, kobietą, która każdego dnia budowała swój dom pełen miłości. Moje dzieci rosły, na miarę możliwości spełniały swoje marzenia, zaczęły tworzyć własne rodziny i odważnie podążać własnymi ścieżkami.

I właśnie wtedy, kiedy dom powoli zaczął się zmieniać, kiedy dzieci zaczęły pisać własne historie, usłyszałam w sobie cichy głos marzenia, które przez lata cierpliwie czekało.

To było marzenie o pisaniu.

Nie pojawiło się nagle. Ono zawsze gdzieś we mnie było. Czekało na moment, w którym będę gotowa je usłyszeć i odważyć się zrobić pierwszy krok. Tak powstała moja pierwsza powieść „Zakazane marzenia”.

Ten tytuł od początku miał dla mnie szczególne znaczenie. Nie jest tylko nazwą książki. Jest metaforą życia wielu z nas.

Bo ile razy słyszeliśmy, że czegoś nie wypada? Że jest za późno? Że marzenia są zbyt odważne, zbyt trudne albo przeznaczone dla innych?

Czasem największym ograniczeniem nie są rzeczywiste przeszkody, ale słowa, które sami zaczynamy sobie powtarzać.

Właśnie dlatego wierzę, że w tych naszych „zakazanych marzeniach” często budzi się największa gotowość do zmiany. To tam rodzi się odwaga, aby przekroczyć własne granice, uwierzyć w siebie i zrobić coś, co wcześniej wydawało się niemożliwe. Bo marzenie nie pyta o wiek. Nie pyta, ile razy upadliśmy. Nie pyta, czy ktoś w nas wierzy. Ono czeka na moment, na nasz pierwszy krok, kiedy my sami zdecydujemy, że jesteśmy gotowi zacząć je spełniać.

Pisanie tej książki było dla mnie niezwykłą podróżą. To nie była tylko praca nad tekstem. To było spotkanie z własnymi emocjami, wspomnieniami i pytaniami o to, co w życiu naprawdę ważne.

Kiedy książka „Zakazane marzenia” została zauważona przez czytelników i zajęła drugie, zaszyte miejsce w plebiscycie portalu PisarzePolscy.pl na najlepszą książkę roku, poczułam ogromną wdzięczność. Nie tylko dlatego, że moje słowa zostały docenione. Przede wszystkim dlatego, że był to dla mnie znak, iż warto było uwierzyć. Że warto było posłuchać tego cichego głosu w sercu. Że nigdy nie jest za późno, aby wrócić do marzenia, które kiedyś zostało odłożone na później.

To doświadczenie otworzyło kolejne drzwi do innych, pięknych marzeń. Zrozumiałam wtedy jeszcze mocniej, że ,,marzenia rodzą marzenia”. Jedno spełnione marzenie nie kończy drogi. Ono często staje się początkiem kolejnej. Moja  droga również zaprowadziła mnie do świata, którego wcześniej nie planowałam, nie znałam – do literatury dziecięcej.

Małe serca, wielkie emocje – literatura, która rodzi się z miłości i potrzeby serca

To marzenie przyszło do mnie dzięki moim wnuczętom, to one stały się moją inspiracją. Przypomniały świat, który dorośli często gdzieś po drodze gubią – pełen zachwytu, prostych pytań, szczerych emocji i niezwykłej wyobraźni. Obserwując ich codzienność, rozmowy, radości, ale także małe smutki, zaczęłam dostrzegać, jak wiele emocji kryje się w dziecięcych sercach. Zrozumiałam, że dzieci również mają swoje historie, swoje obawy i marzenia, o których czasem trudno im opowiedzieć.

Tak narodziły się „Opowieści małej Zosi” – książka, która powstała z potrzeby pokazania najmłodszym czytelnikom, że ich uczucia są ważne, że każdy smutek można nazwać, a każde marzenie zasługuje na spełnienie.

Kolejnym etapem była druga część książeczki „Opowieści małej Zosi. Małe smuteczki” – opowieści o emocjach, które choć dla dorosłych mogą wydawać się niewielkie, dla dziecka często są całym światem.

Bo dziecięce problemy nie są małe. Są po prostu inne. Ale bardzo ważne. Dla dziecka utrata ulubionej zabawki, poczucie niezrozumienia, wyśmiewanie ze strony rówieśnika, własne kompleksy, strach przed nową sytuacją czy tęsknota za kimś bliskim mogą być ogromnym przeżyciem. Dlatego tak ważne jest, abyśmy jako dorośli zatrzymali się na chwilę i naprawdę słuchali. Nie tylko tego, co dziecko mówi. Także tego, czego czasem nie potrafi jeszcze wypowiedzieć na głos.

Podczas spotkań autorskich i warsztatów z najmłodszymi czytelnikami każdego dnia przekonuję się, jak niezwykły jest świat dziecięcej wrażliwości. Rozmawiamy o książkach, ale również o marzeniach, emocjach, odwadze i o tym, co czasem ukrywa się głęboko w sercu. Dzieci potrafią zaskoczyć swoją szczerością i dojrzałością. Czasami jedno pytanie, jeden rysunek albo jedno zdanie wypowiedziane podczas warsztatów pokazuje, jak wiele noszą w sobie myśli i uczuć.

Najpiękniejsze jest to, że kiedy stworzymy im bezpieczną przestrzeń, zaczynają się otwierać. Mówią o swoich marzeniach, ale również o lękach i niepewnościach. Uczą się, że smutek nie jest czymś, czego trzeba się wstydzić, a proszenie o pomoc jest oznaką siły, nie słabości.

Wierzę, że literatura dla dzieci ma ogromną moc. Nie tylko rozwija wyobraźnię. Pomaga dzieciom zrozumieć siebie i świat, który je otacza. A książka może stać się pierwszą rozmową o uczuciach. Może być mostem między dzieckiem a dorosłym. Pomaga nazwać to, co do tej pory było tylko niejasnym odczuciem.

A kiedy dziecko odkrywa, że ktoś je rozumie, zaczyna mocniej wierzyć w siebie i odważniej mówić o tym, kim chce zostać, co chce stworzyć, czego pragnie i czego doświadcza.

W takich momentach zawsze się wzruszam i  czuję wdzięczność, że droga, która podążam, mimo, że nie zawsze łatwa prowadzi mnie tam, gdzie powinnam być, a ja mogę pomóc komuś innemu odnaleźć własną drogę i przywrócić wiarę we własne marzenia.

Do Ciebie, jeśli to czytasz

Zatrzymaj się na chwilę. Czujesz, oddychasz. Jesteś. ŻYJESZ.

Zajrzyj do najbardziej bezpiecznego miejsca – swojego serca i posłuchaj, a usłyszysz i odnajdziesz to, czego szukasz być może od bardzo dawna.

Rozwiń swoje skrzydła właśnie teraz.

Jeśli dziś wątpisz w siebie… zatrzymaj się na chwilę i przypomnij sobie, że Twoja historia wciąż trwa.

Pamiętaj, że urodziłeś się po to, aby żyć – naprawdę żyć. Aby doświadczać, kochać, próbować, upadać i ponownie się podnosić. Aby odnaleźć w sobie odwagę do spełniania tych marzeń, które być może przez lata czekały cicho ukryte w Twoim sercu.

Nie czekaj na idealny moment. Idealny moment jest teraz. To właśnie dziś Twój najmniejszy krok może zaprowadzić Cię w stronę tego, o czym marzy Twoje serce. Bo wielkie marzenia rodzą się z małych decyzji, z odwagi i wiary, że wszystko jest możliwe. Nawet jeśli wczoraj się nie udało. Nawet jeśli wczoraj zwątpiłeś i nie dałeś rady.

Dziś jest nowy dzień. Nowa nadzieja. Nowa siła. A wczorajsze porażki to przeszłość. Liczy się tu i teraz.

Nie pozwól, żeby wczorajsze obawy odebrały Ci odwagę, a jutrzejsze zatrzymały Cię w miejscu. Bo każdy poranek przynosi nową siłę… a Ty zapisujesz nową historię – swoimi decyzjami, uśmiechem, wytrwałością, małymi krokami i strachem. To właśnie one budują w Tobie gotowość i prowadzą do małych i wielkich zmian… prowadzą do małych i dużych marzeń.

Bo marzenia nie spełnią się same. Spełniają się wtedy, gdy damy im szansę i mimo lęku uwierzymy w siebie, nie przestaniemy iść naprzód, nawet jeśli droga okaże się trudna i dłuższa, niż planowaliśmy.

Bo droga do marzeń nie jest prosta, a marzenia nie są po to, by pozostawały tylko w naszych myślach i sercach… Są po to, by się nimi dzielić, inspirować, prowadzą nas przez życie i dodają skrzydeł. Przypominają każdego, że każdy nowy dzień to szansa, żeby uwierzyć i spełniać marzenia.

Rozmarzona do granic możliwości.

Katarzyna Nosal

Nikt jeszcze nie skomentował

Pozostaw odpowiedź

Twój adres email nie zostanie opublikowany.

Akceptuję zasady Polityki prywatności

I.D. MEDIA AGENCJA WYDAWNICZO-PROMOCYJNA

info@idmedia.pl
tel. +48 609 225 829


redakcja@ikmag.pl

 

Magazyn kobiet spełnionych,

Śledź na: 

Przegląd prywatności

Ta strona korzysta z ciasteczek, aby zapewnić Ci najlepszą możliwą obsługę. Informacje o ciasteczkach są przechowywane w przeglądarce i wykonują funkcje takie jak rozpoznawanie Cię po powrocie na naszą stronę internetową i pomaganie naszemu zespołowi w zrozumieniu, które sekcje witryny są dla Ciebie najbardziej interesujące i przydatne.