Marcin Łaptos: Ogień w Niej

Wszystko zaczęło się od spojrzenia. Nie tego pierwszego, kiedy spotkaliśmy się na tamtej imprezie… tylko tego po latach – cichszego, mniej pewnego siebie. Jakby pytała: „Czy jeszcze mnie widzisz?”

 

 

 

 

Spojrzenie, które zatrzymało dzień

Zamknąłem wtedy laptopa, oderwałem się od trzech niewysłanych maili i kilku zapomnianych wiadomości. Patrzyła na mnie z końca kanapy, owinięta kocem, z kubkiem herbaty w dłoni. I w tamtym spojrzeniu coś we mnie drgnęło. Bo przypomniałem sobie, co kiedyś czułem, kiedy tylko na nią patrzyłem. A teraz… teraz po prostu ją mijałem. Własną kobietę. Mijałem ją, jakby była meblem w moim rytuale dnia.

Ogień nie przychodzi „na stałe”

Wiesz, wielu mężczyzn myśli, że jak już zdobyli kobietę, to ogień przychodzi na stałe. Że wystarczy pierścionek, wspólne konto i ciepły obiad, żeby podtrzymać to, co na początku było jak eksplozja.

A prawda? Prawda jest taka, że ogień gaśnie, gdy przestajesz go dokładać. Kobieta przestaje płonąć, gdy przestajesz ją widzieć, dotykać nie tylko ciałem, ale obecnością. I tego wieczoru coś we mnie pękło. Nie z żalu. Z decyzji.

Mały gest, który otwiera wielkie drzwi

Pamiętam, jak następnego dnia wstałem wcześniej. Zaparzyłem jej ulubioną kawę – z mlekiem migdałowym, bo od roku nie pije zwykłego – i postawiłem na stoliku nocnym z karteczką:

„Jeszcze Cię widzę. I chcę widzieć bardziej.”

Nie mówiła nic. Ale jej uśmiech… ten uśmiech był jak ciepły podmuch w środku zimy. Wiedziałem, że coś się obudziło.

Obecność, która mówi więcej niż słowa

Zacząłem robić drobne rzeczy. Nie z obowiązku. Z potrzeby. Zacząłem znowu słuchać, gdy mówi. Ale tak naprawdę – nie z jednym uchem w telefonie. Słuchać, co czuje, nie tylko co robi. Zadawać pytania, które nie prowadzą do rozwiązania, tylko do zrozumienia.

Zacząłem dotykać jej inaczej. Nie po to, żeby zacząć grę wstępną. Po to, żeby powiedzieć jej dotykiem: „Jesteś dla mnie ważna. Tu i teraz.”

Przechodząc obok, położyć rękę na jej plecach. Pocałować ją w czoło, gdy się zamyśli. Ująć jej dłoń w samochodzie, nawet na czerwonym świetle. Małe rzeczy, które mówią więcej niż słowa.

Bo wiesz, kobieta nie potrzebuje wielkich fajerwerków. Potrzebuje czułości w ciszy. Potrzebuje tego, byś ją zaskakiwał, ale nie prezentami – uwagą. Zaskocz ją tym, że pamiętasz, co powiedziała dwa dni temu o swojej koleżance z pracy. Zaskocz ją, że zauważyłeś, że dziś związała włosy inaczej. Zaskocz ją słowami: „Zakochuję się w Tobie jeszcze raz, codziennie.”

Piękno w dresie i bez okazji

I tak, zacząłem mówić jej to częściej. Bez okazji. Nie czekałem, aż się wystroi. Mówiłem to, gdy chodziła po domu w dresie i z nieumalowaną twarzą. Bo wtedy też była piękna. Może nawet bardziej.

Wróciliśmy do randek. Nie takich wielkich wyjść, bo czasem była to kolacja na podłodze w kuchni, z pizzą i starym winem. Czasem spacer bez celu, byle tylko być razem. Bez dzieci. Bez planów. Bez telefonu. Tak po prostu.

Pytanie, które zmienia wszystko

Ale chyba najwięcej zmieniło się, kiedy zacząłem zadawać jej jedno pytanie, raz w tygodniu, regularnie:
„Co mogę zrobić, żebyś czuła się bardziej kochana?”

Pierwszy raz, gdy to powiedziałem, zaniemówiła. Łzy stanęły jej w oczach. I nie odpowiedziała od razu. Dopiero po chwili, cicho, jakby bała się, że to zbyt dużo:
— „Po prostu przytul mnie czasem bez powodu. Bez intencji. Bez dalszego planu.”

Zrobiłem to jeszcze tego samego wieczoru. Leżeliśmy długo. W ciszy. Ale ta cisza była głośniejsza niż niejeden dialog. Bo to była bliskość, a nie tylko obecność.

Wdzięczność, która buduje kobietę

Zacząłem też mówić jej, za co jestem wdzięczny. Nawet za rzeczy, które wcześniej brałem za pewnik.
— „Dziękuję, że ogarniasz codzienność z taką siłą.”
— „Dziękuję, że jesteś matką naszych dzieci. Widzę Cię.”
— „Dziękuję, że się nie poddajesz, nawet gdy ja zapominam Cię wspierać.”

I kiedyś, późnym wieczorem, powiedziała mi jedno zdanie, którego nigdy nie zapomnę:
— „Dzięki Tobie znów czuję się… kobietą. Nie tylko mamą, nie tylko partnerką. Ale kobietą, którą ktoś widzi i pragnie.”

Ogień, który nie spala — tylko rozświetla

To był moment, w którym zrozumiałem, że mężczyzna nie powinien gasić kobiety codziennością. Powinien być jej ogniem – takim, który nie spala, ale rozświetla.

Jeśli więc pytasz, jak podtrzymać rozpalony ogień w kobiecie – mam dla Ciebie kilka prostych, ale mocnych prawd:

🟠 Zauważ ją. Codziennie. Zanim zrobi to ktoś inny.
🟠 Dotykaj jej tak, by czuła się chciana, a nie wykorzystywana.
🟠 Słuchaj, gdy mówi – i pytaj, gdy milczy.
🟠 Zaskakuj ją nie prezentem, a pamięcią o jej drobiazgach.
🟠 Przytulaj bez zamiaru. Chwal bez okazji. Dziękuj bez powodu.
🟠 Zadawaj pytania z głębi – nie tylko „co zjemy”, ale „co dziś czujesz?”.
🟠 Nie przestawaj flirtować. Ona nie przestała chcieć być zdobywana – Ty po prostu przestałeś zdobywać.

Bo miłość to nie jest coś, co się ma. To coś, co się robi.

I nie chodzi o wielkie gesty raz na rok. Chodzi o stałe małe płomyki – spojrzenie, które mówi „Jesteś dla mnie wszystkim”, pocałunek w biegu, który mówi „Nadal Cię chcę”, czułe „Kocham Cię”, które mówi: „Widzę Cię. Nadal. I będę widzieć, dopóki będziesz chciała być widziana.”

Ten ogień w kobiecie jest. Zawsze był. Ona po prostu chce wiedzieć, że jesteś gotów go chronić. A nie tylko patrzeć, jak gaśnie.

Marcin Łaptos

http://www.hotbook.pl/

Nikt jeszcze nie skomentował

Pozostaw odpowiedź

Twój adres email nie zostanie opublikowany.

I.D. MEDIA AGENCJA WYDAWNICZO-PROMOCYJNA

info@idmedia.pl
tel. +48 609 225 829


redakcja@ikmag.pl

 

Magazyn kobiet spełnionych,

Śledź na: