„Pięścią w szklany sufit” to debiutancka publikacja autorstwa Katarzyny Niezgody. W rozmowie z Iloną Adamską, redaktor naczelną „Imperium Kobiet”, opowiada o książce, o tym, jakie wyzwania stoją przed współczesnymi kobietami.
Ilona Adamska: Skąd pomysł na napisanie książki?
Katarzyna Niezgoda: Jestem zapraszana na różnego rodzaju spotkania z kobietami czy konferencje. Wiele też osób zgłasza się do mnie z prośbą o poradę, co robić, kiedy są na zawodowym zakręcie. Znajomi z kolei mający dzieci pytają się mnie, jak mają sobie radzić, bo nie za bardzo mogą się ogarnąć. To wszystko oraz namowy przyjaciółki sprawiły, że taką książkę popełniłam. I to był dobry moment, ponieważ wcześniej nie miałam takich doświadczeń i mogłabym je wszystkie zebrać.
Czym jest tytułowy szklany sufit?
To pojęcie, które moim zdaniem jest synonimem stereotypu, tego, że czegoś nie możemy, że coś się nie udaje. To takie ograniczenia, bariery, które powodują, że nie osiągamy tego, co jest na wyciągnięcie ręki. Obalam trochę tę teorię przez pokazanie swoich doświadczeń i zachęcam kobiety do tego, by nie zastanawiały się, czy mają taki szklany sufit, bariery, tylko po prostu działały. Oczywiście lubimy, jak od razu są efekty działania, jak od razu jesteśmy nagradzani, ale okazuje się, że w życiu nie jest tak łatwo, że kiedy postawisz dwa kroki do przodu, to jeden musisz do tyłu. I oby tak było, bo to i tak dobry wynik. Zachęcam do tego, aby się mobilizować, wiedzieć, co się chce osiągnąć i co zrobić na danym etapie życiowym, bo nikt nie ma złotej recepty na swoje życie i nie wie od razu, co będzie przez całe życie robił. Choć znam osoby, które już od dziecka wiedziały, co chcą w życiu robić. I one zaszły już bardzo daleko.
Dlaczego wciąż sporo kobiet zaniża sobie poprzeczkę w drodze na szczyt?
Myślę, że wynika to z naszego wychowania, kompleksów, braku poczucia własnej wartości i bezpieczeństwa. Z jednej strony jesteśmy egoistami i chcemy, by wszystko było dla nas, a z drugiej strony lubimy działać według zasad, reguł i czujemy się bezpiecznie tam, gdzie one są. Im niższe stanowisko, tym jaśniejsze i klarowniejsze zasady pracy. Im wyżej, tym mniej są one zdefiniowane.
Na co dzień stawiamy sobie różne wyzwania. Staramy się przy tym godzić rolę matki z rolą bizneswoman. Czy można pogodzić obie role bez szkody dla każdej? I jak w tym wszystkim znaleźć spełnienie?
Jestem złym adresatem tego pytania, bo nie udało mi się jeszcze takiego modelu stworzyć, ale myślę, że to duży wysiłek fizyczny i psychiczny. Znam wiele pań, które mają dwoje czy troje dzieci i zasiadają na wysokich stanowiskach. I wydaje mi się, że są bardzo zmęczone. To trudne umieć pogodzić świat korporacyjny z prywatnym. Na pewno są jakieś półśrodki jak delegowanie, opiekunki, zarządzanie domem przez kogoś innego. Wtedy niektórym się udaje. Nie wierzę w działanie na zasadzie „sama tu i sama tam”, że kobieta jest w stanie obie przestrzenie ogarnąć.
Jak stać się współczesną liderką? Jakie cechy powinna mieć liderka?
W dzisiejszych czasach broni się prawda, prawdziwość i nieudawanie. Trzeba być sobą, nie bać się, być odważną, śmiało realizować swoje cele i mieć odwagę o tym opowiadać. Liderka to osoba, która umie zachęcać innych, ale też ma w sobie chęć pomagania, która nie jest skupiona wyłącznie na tym, co sama chce osiągnąć. Od liderów powinniśmy chcieć się uczyć. Oni powinni nas inspirować. Dlatego liderem mogą być tylko osoby wiarygodne i otwarte na innych.
Czy uważa Pani, że da się nauczyć bycia liderem? Czy to umiejętność tkwiąca w genach, z którą się rodzimy i która powoduje, że jedni stają się liderami, a drudzy nie?
Myślę, że to z jednej strony cechy charakteru, z drugiej środowisko, w którym żyjemy. Jedno pomaga drugiemu i jest – myślę – nierozłączne. Bez jednego czy drugiego czynnika nie da się nauczyć bycia liderem. A jeśli komuś się to uda, rodzi się pytanie, czy taka osoba będzie wtedy wiarygodna. Ja myślę, że nie do końca.
Kobiety są głodne wiedzy, co widzimy na różnych szkoleniach czy kongresach. Mimo to kobiety ciągle w biznesie są dyskryminowane i, jak to Pani określiła, pomijane. Dlaczego?
Bo jest nas mało. Dopiero od lat 80. ubiegłego wieku śmielej sięgamy po awanse. To zaledwie dwadzieścia parę lat przestrzeni w całej historii. Dopiero się tego uczymy. Oczywiście statystyki są na naszą niekorzyść, bo mówią, że mniej zarabiamy i mniej z nas awansuje. I nie da się tego nadgonić. Mamy XXI wiek, wszystko geometrycznie szybciej się dzieje, dlatego miejmy nadzieję, że to też się zmieni.
Jakie wyzwania stoją przed współczesnymi kobietami?
Z jednej strony umiejętność realizacji siebie, osiągania swoich celów, odwagi do spełniania własnych marzeń. A z drugiej strony jednak celowania w społeczeństwie, które ma oczekiwania wobec kobiet jako matek, żon, osób, które bardziej dbają jednak o symbol rodziny. I myślę, że najtrudniejsze jest tu zbilansowanie tego, bo nie zawsze warto gonić za niezdrową karierą.
W czym, Pani zdaniem, tkwi kobieca siła? Wszyscy mówią o kobiecej intuicji.
Myślę, że to także wielozadaniowość. Im mamy więcej zadań, tym łatwiej jest nam je realizować. Mamy też w sobie więcej empatii i jesteśmy bardziej otwarte. Wrażliwość – nie wiem, czy to siła i czy pomaga, ale na pewno dostarcza nam więcej informacji i niuansów. My nie myślimy zerojedynkowo, wiemy, że coś jest pomiędzy. Czasami to przeszkadza, a niekiedy pomaga. Myślę też, że kobiecy urok i przyjemność przebywania z kobietami jest bardzo fajne.
Co mogą zrobić kobiety spełnione, sukcesu dla innych kobiet?
Kobiety sukcesu innym kobietom mogą pokazać na swoich przykładach, jak doszły do własnych wyżyn i jakie trudności pokonywały. Powinny służyć im radą i wspierać je, nie tylko wtedy, kiedy poprosi się je o to, powinny to robić z własnej inicjatywy, a to jest bardzo rzadkie.
A co z solidarnością kobiet?
Solidarność kobiet jest w porządku, ale myślę, że kobiety są tak skupione na celach, które sobie same wyznaczyły, że nie mają czasu na sprawy innych kobiet.
Jest Pani jedną z najbardziej wpływowych kobiet w polskim biznesie, nagrodzoną m.in. przez magazyn „Forbes”. Jakie znaczenie mają dla Pani wyróżnienia i nagrody?
To bardzo miłe i doceniam to. Cieszę się, że to, co robię, ktoś zauważył. Nagroda to tak naprawdę wrzucenie nam jakiegoś następnego zadania do naszego ogródka, bo nagrody zobowiązują. Ale nagrody też dyscyplinują i dlatego uważam, że są fajne.
Gdyby mogła Pani cofnąć czas i zrobić coś inaczej w swojej drodze na szczyt, co by to było? A może ta droga wyglądałaby tak samo?
Sądzę, że zmieniłabym myślenie o swojej karierze i byłabym bardziej uważna. Byłabym osobą, która postrzegałaby siebie jako dobrą, mającą wyniki i rezultaty. To byłby warunek najważniejszy. Niestety, w dzisiejszych czasach to nie jest najważniejsze, bo trzeba zwracać uwagę na szarą strefę dookoła. Myślę, że tej ważności w sobie wyszukałabym więcej.
Jakie najważniejsze cele stawia sobie Pani w nowym roku 2018?
Początek nowego roku to dla mnie czas podsumowań tego, co działo się w starym. Staram sobie zawsze stawiać cele, które są realne i które wiem, że osiągnę w ciągu roku.
Rozmawiała: Ilona Adamska


