Dużo mówimy dziś o kobiecej solidarności, siostrzeństwie i wzajemnym wspieraniu się. Powstają kobiece społeczności, kluby biznesowe, konferencje i inicjatywy, których celem jest budowanie relacji oraz wzmacnianie pozycji kobiet. A jednak w codziennym życiu – zarówno prywatnym, jak i zawodowym – wciąż możemy obserwować coś zupełnie przeciwnego: rywalizację, porównywanie się, zazdrość, umniejszanie sukcesów innych kobiet, a czasem nawet świadome podcinanie im skrzydeł.
Skąd bierze się ta potrzeba konkurowania?
Jednym z powodów jest nieustanne porównywanie się z innymi. Media społecznościowe jeszcze bardziej wzmacniają ten mechanizm. Każdego dnia oglądamy sukcesy innych: awanse, rozwijające się firmy, podróże, piękne domy, szczęśliwe związki, kolejne osiągnięcia. Łatwo wtedy zapomnieć, że widzimy jedynie fragment czyjegoś życia.
Problem zaczyna się w momencie, gdy sukces innej kobiety zaczynamy interpretować jako własną porażkę.
„Jej się udało, a mnie nie”.
„Dlaczego ona została doceniona?”
„Co ona ma, czego ja nie mam?”
Tymczasem sukces drugiej osoby niczego nam nie odbiera. To, że jedna kobieta otrzymała nagrodę, zbudowała rozpoznawalną markę, osiągnęła sukces finansowy czy zdobyła wymarzone stanowisko, nie oznacza, że dla innych zabrakło miejsca.
Rywalizacja często wyrasta z braku pewności siebie
Za potrzebą umniejszania innym bardzo często stoi nie siła, lecz niepewność własnej wartości. Osoba świadoma swoich kompetencji i swojej drogi zazwyczaj nie potrzebuje pomniejszać innych, aby sama mogła poczuć się większa.
Dlatego prawdziwe wspieranie innych zaczyna się od pracy nad sobą.
Kiedy znam swoją wartość, łatwiej mi powiedzieć drugiej kobiecie: „Świetnie to zrobiłaś”.
Mogę polecić jej biznes. Mogę udostępnić jej projekt. Mogę pogratulować sukcesu bez dodawania: „ale…”. Mogę podać jej rękę, przedstawić właściwej osobie albo podzielić się doświadczeniem.
I nie muszę się obawiać, że jej sukces pomniejszy mój.
W biznesie potrzebujemy współpracy, nie wojny
Szczególnie istotne jest to w środowisku zawodowym. Kobiety coraz odważniej rozwijają firmy, obejmują stanowiska zarządcze i budują własne marki. Wraz z tym powinna rozwijać się kultura współpracy.
Nie oznacza to oczywiście, że mamy przestać konkurować. Zdrowa konkurencja może motywować do rozwoju. Problemem jest rywalizacja oparta na zazdrości, plotkach, dyskredytowaniu czy próbach blokowania innych.
Możemy konkurować ofertą, pomysłami, jakością i profesjonalizmem, jednocześnie zachowując szacunek wobec siebie.
Co więcej, czasami znacznie więcej możemy osiągnąć razem niż osobno.
Jak możemy to zmienić?
Zmiana nie wymaga wielkich deklaracji. Zaczyna się od codziennych zachowań. Od tego, czy potrafimy szczerze pogratulować innej kobiecie. Czy mówimy dobrze o kobietach, których nie ma przy stole. Czy polecamy osoby, które naprawdę na to zasługują. Czy dzielimy się kontaktami i wiedzą. Czy reagujemy, kiedy ktoś próbuje kogoś ośmieszyć lub zdeprecjonować.
Warto również nauczyć się zadawać sobie jedno pytanie: „Dlaczego sukces tej kobiety wywołuje we mnie taką reakcję?”
Zamiast krytykować, możemy potraktować zazdrość jako informację. Być może pokazuje nam ona coś, czego same pragniemy, ale boimy się po to sięgnąć.
Wtedy inna kobieta przestaje być przeciwniczką. Może stać się inspiracją.
Sukces nie jest tortem, którego zabraknie dla innych
Potrzebujemy dziś kobiet, które nie tylko mówią o wzajemnym wspieraniu, ale rzeczywiście je praktykują. Takich, które potrafią powiedzieć: „Widzę cię. Doceniam to, co robisz. Kibicuję ci”.
Nie musimy wszystkich lubić. Nie musimy się ze wszystkimi przyjaźnić ani zgadzać. Wspieranie kobiet nie oznacza bezkrytycznej solidarności. Oznacza natomiast szacunek, uczciwość i rezygnację z budowania własnej pozycji kosztem drugiej osoby.
Świat naprawdę jest wystarczająco duży na sukces wielu kobiet jednocześnie.
A kiedy zamiast podcinać sobie skrzydła, zaczniemy pomagać sobie je rozwijać, możemy wspólnie dolecieć znacznie dalej.


