Styl wciąż bywa traktowany jak zbiór sztywnych zasad, które należy bezwzględnie respektować. Tymczasem współczesna moda coraz wyraźniej odchodzi od schematów, a to, co przez lata uznawaliśmy za „pewne” reguły, często okazuje się jedynie powielanym mitem. Czy poziome paski naprawdę pogrubiają, czarny zawsze wyszczupla, a złoto nie powinno spotykać się ze srebrem? W rzeczywistości stylizacja to przede wszystkim świadoma gra proporcją, kolorem i kontekstem życia, jaki prowadzimy. W wywiadzie z Joanną Głowacką rozprawiamy się z najpopularniejszymi modowymi przekonaniami i pokazujemy, jak wykorzystywać je na własnych zasadach – tak, by ubrania pracowały dla nas, a nie odwrotnie.
Poziome paski pogrubiają każdego? Jak je nosić, żeby sylwetka wyglądała świetnie?
Stylizacja opiera się na grze optyką i w ramach pracy stylisty nie możemy powiedzieć o jakichś jednoznacznych regułach. Zawsze praca z kolorami, wzorami i printami polega na zestawianiu ich względem siebie, czyli w pewnej kompozycji. Faktycznie, poziomie paski mogą poszerzać, ale z drugiej strony mogą być świetnym sposobem na zrównoważenie sylwetki. Na przykład, gdy kobieta (lub mężczyzna) ma szerokie biodra i drobną górę i chciałaby wprowadzić więcej równowagi między tymi partiami ciała, t-shirt w poziome paski jest świetnym trickiem. Jeśli boimy się efektu poszerzenia, możemy na przykład:
- Na top w paski założyć gładki żakiet- wtedy print będzie tylko sygnałem, a pionowe linie żakietu wydłużą sylwetkę;
- Poszukać ubrań w paski, na których wzór prowadzony jest po skosie – to świetny sposób na wydłużenie sylwetki, nadaje stylizacji dynamiki i kobiecego looku
Czy można łączyć złoto ze srebrem?
Wszystko można, jeśli tylko czujemy się z tym dobrze i mamy z tego stylizacyjny fun. Kiedyś istniało przekonanie, że złota i srebra się nie łączy, dziś marki sprzedają biżuterię, która sama w sobie zawiera kompozycje złota i srebra. Złoto też bywa różne- niektóre jest bardzo pomarańczowe, nie wszyscy dobrze czują się w takiej kolorystyce, za to innym bardzo to odpowiada i pasuje do tonacji skóry.
„Biel tylko latem, ciemne kolory tylko zimą” – dlaczego warto złamać tę zasadę i nosić biały wełniany płaszcz w grudniu?
Nie możemy być niewolnikiem stylizacji w żadną stronę. Nasz styl zależy przede wszystkim od naszego trybu życia i musi być z nim zgodny. Biały płaszcz może być uroczy, ale umówmy się – jeśli ktoś porusza się komunikacją miejską, trudno będzie mu utrzymać go w dobrym stanie. Jeśli do transportu używasz głównie swojego auta i czujesz się dobrze w białym płaszczu, nie wahaj się go założyć. Z drugiej strony, jeśli zamiast skupić się na swoich zadaniach, będziesz myśleć, czy już masz wybrudzony płaszcz, czy jeszcze nie, to odpuść. Ubrania są narzędziem, a my nie jesteśmy ich niewolnikami. I nie możemy się nimi stawać tylko dlatego, że chcemy przełamać jakiś stereotyp lub wpisać się w jakiś trend.
Czy czarny kolor faktycznie zawsze wyszczupla, czy czasem po prostu sprawia, że wyglądamy smutno i ciężko?
To, że czarny jako taki wyszczupla, to mit. Już wcześniej wspomniałam, że stylizacja to gra optyką. Czarny faktycznie pomniejsza, ale w zestawieniu z innym kolorem. Jeśli mężczyzna ma wąskie ramiona i drobną klatkę, a chciałby optycznie zmienić proporcje swojego ciała, może założyć czarne spodnie i jasną górę. Działanie odwrotne jeszcze bardziej pomniejszy górną część ciała. Wszystko oczywiście zależy od tego, czy w ogóle chcemy w jakikolwiek sposób stylizacją wpłynąć na optyczny odbiór naszej sylwetki.
Czarny jest też kolorem, który zastosowany przy twarzy podkreśla zmęczenie, cienie pod oczami, zaczerwienienia i wypryski. Jeśli koniecznie chcemy go założyć przy buzi, warto rozświetlić go kolorową apaszką, biżuterią lub zastosować wydłużony dekolt. Ja jestem zwolenniczką kolorów. Z jednej strony mogą wspierać i pobudzać pewne emocje u nosiciela ubrania, a z drugiej wpływać na jego odbiór w otoczeniu. Kolory pozwalają budować wrażenie osoby dynamicznej, energicznej, pozwalają na bycie zapamiętanym. Ale oczywiście są osoby, które z czerni nie zrezygnują- postrzegają ją jako symbol elegancji, klasy, pewności siebie i stylu.
Czy istnieją ubrania „zakazane” dla konkretnego typu sylwetki, czy wszystko jest kwestią odpowiednich proporcji?
Teoria sylwetek stworzona przez stylistki kilkanaście lat temu staje się aktualnie trochę „niemodna”, ze względu na trend, w którym dominuje myślenie o wolności stylizacyjnych wyborów. Akceptacja własnego ciała i jego niedoskonałości to ważny nurt, który wpływa również na myślenie o fasonach „zakazanych” lub „dozwolonych”. Dlatego unikałabym tak skrajnych sformułowań. Niemniej jednak są kobiety, które właśnie ze względu na poszukiwanie poczucia harmonii pytają o to, jakie fasony powinny zakładać. Chcą dobrze czuć się ze swoim ciałem, dlatego poprzez stylizację chcą podkreślać swoje atuty. Z tego powodu wiedza o sylwetkach i fasonach jest nadal przydatna. Osobną kwestią jest to, jak ubrania wyglądają na fotografiach. Często pracuję przy sesjach zdjęciowych, w tym biznesowych. Fotografia to totalna gra optyką i światłem i strój ma tu olbrzymie znaczenie. Może on powiększyć lub niepotrzebnie eksponować wybrane części ciała i skupiać na nich uwagę, odciągając wzrok odbiorcy od twarzy. Traci na tym ekspercki charakter bohatera fotografii, a przecież po to wykonuje się fotografie biznesowe, by budować zaufanie i wizerunek specjalisty. Dlatego mogę powiedzieć, że w przypadku różnych sylwetek sprawdzają się różne fasony, printy i tkaniny.
Drogie znaczy wysokiej jakości – jak nie dać się nabrać na wysoką cenę i na co patrzeć w składzie materiałowym?
Tak, skład ma znaczenie. Warto zwracać uwagę na metkę i patrzeć, aby przede wszystkim było jak najmniej poliestru. Najlepsze są naturalne mieszanki: bawełna, len, wełna, alpaka, moher. Dzięki nim skóra nie przegrzewa się, tkanina nie mechaci tak szybko, a ubranie dłużej zachowuje schludny, elegancki wygląd. Są jednak osoby, które mają uczulenie na wełnę, albo zwyczajnie wełna je „gryzie”. Warto wtedy poszukać składu, który jest pewnym kompromisem. Zauważa się, że marki sieciówkowe zaczynają wprowadzać linie premium, które mają naprawdę dobre składy, a produkty mogą posłużyć bardzo długo. Nie są to wtedy produkty jednosezonowe, które szybko tracą formę, ale mogą być klasykiem, który pasuje do wielu zestawów przez lata. Z zastanowieniem obserwuję sklepy internetowe, które kreując się na sprzedawców chociażby eleganckich, całkiem drogich ubrań do pracy, sprzedają mnóstwo taniego poliestru. Ale, co też istotne- poliester poliestrowi nierówny, czasem tkaninę po prostu trzeba dotknąć, fotografie nie zawsze oddają jej gęstość, jakość i właściwości.
Czy warto inwestować w trendy, które trwają tylko jeden sezon?
Na pewno warto zainwestować w dobrej jakości bazę- pewniaki sprawdzą się w wielu sytuacjach i w różnej konfiguracji będą pasować na różne okazje. Jednak, jeśli podoba ci się coś, co jest szałem aktualnego sezonu i wiesz, że to do ciebie pasuje, że to trend dla Ciebie- czemu nie? Wtedy na pewno będzie to ubranie, które posłuży nieco dłużej, nawet gdy trend zacznie gasnąć. Z drugiej strony mam poczucie, że w sklepach rzadko zdarzają się trendy jednosezonowe. Przykładem może być kolor masełkowy – królował tamtego lata, a już widzimy w sklepach kolejne ubrania w różnych odcieniach jasnej żółci.
Dlaczego trzymanie ubrań „na specjalne wyjście” sprawia, że nigdy nie czujemy się stylowo na co dzień?
Joanna Głowacka – właścicielka agencji modelek i modeli SPOT Management, którą rozwój zawodowy poprowadził na kolejne ścieżki: od kilkunastu lat pracuje jak stylistka, producentka sesji zdjęciowych, a także pomaga w zakresie budowania marek osobistych. Prywatnie mama trzech córek, żona swojego męża i fascynatka biegania. www.spotmanagement.pl

