Ewa Donigiewicz: Praca z makijażem odczarowuje perfekcję

Ewa Donigiewicz o makijażu, pracy makijażystki, kobiecości, poczuciu wartości i świecie, w którym makijaż nie powinien być sprawą priorytetową – w wyjątkowym wywiadzie dla portalu „Imperium Kobiet”.

 

 

 

Jak określiłabyś różnice między makijażem scenicznym, fotograficznym i dziennym – do pracy lub na spotkanie?

Makijaż sceniczny, fotograficzny i dzienny różnią się przede wszystkim funkcją, intensywnością oraz sposobem odbioru światła.

Makijaż sceniczny jest najbardziej wyrazisty i „przerysowany”, ponieważ musi być widoczny z dużej odległości oraz w bardzo mocnym, często punktowym oświetleniu. Rysy twarzy są w nim mocno podkreślone – konturowanie jest intensywne, kolory nasycone, a detale wyraźne. To makijaż, który na żywo z bliska może wydawać się ciężki, ale na scenie wygląda naturalnie i czytelnie.

Makijaż fotograficzny rządzi się światłem aparatu i obiektywu. Jego celem jest perfekcyjna, „czysta” cera i balans – tak, aby twarz wyglądała dobrze zarówno na żywo, jak i na zdjęciach. Unika się nadmiernego połysku (chyba że jest zamierzony), a produkty dobiera się tak, by nie odbijały światła flesza. Konturowanie jest bardziej miękkie niż w makijażu scenicznym, ale nadal wyraźniejsze niż w dziennym, bo aparat „zjada” część intensywności.

Makijaż dzienny to z kolei subtelność i świeżość. Ma podkreślać urodę, a nie dominować. Jest dostosowany do naturalnego światła i codziennych sytuacji – pracy, spotkań, życia w ruchu. Skupia się na lekkiej poprawie kolorytu skóry, delikatnym podkreśleniu oka i ust, tak aby efekt był harmonijny i niewymuszony. W skrócie – makijaż sceniczny musi być widoczny z daleka, fotograficzny dobrze „czytać się” w obiektywie, a dzienny po prostu dobrze wyglądać w codziennym świetle i bliskim kontakcie z drugim człowiekiem.

Czy wejście w świat makijażu odmieniło Twoje spojrzenie na wygląd i w jaki sposób?

Tak, to decydowanie zmieniło moje spojrzenie na wygląd – przede wszystkim nauczyło mnie patrzeć na twarz bez oceniania, a z ciekawością i uważnością. Zamiast myśleć w kategoriach „niedoskonałości”, zaczęłam widzieć strukturę, proporcje, światło i indywidualne cechy, które można podkreślić, a nie ukrywać.

Makijaż pokazał mi też, jak ogromną rolę odgrywa kontekst – ta sama twarz może wyglądać zupełnie inaczej w zależności od światła, emocji czy sytuacji. To doświadczenie bardzo odczarowuje perfekcję i sprawia, że przestaje się ona wydawać czymś stałym czy osiągalnym w jeden, konkretny sposób.

Z czasem zaczęłam też inaczej postrzegać piękno – jako coś bardzo indywidualnego, zmiennego i nieoczywistego. Praca z różnymi twarzami uczy pokory i otwartości, bo każda osoba ma w sobie coś wyjątkowego, czego nie da się wpisać w jeden schemat czy trend.

Paradoksalnie więc makijaż nie sprawił, że zaczęłam bardziej skupiać się na wyglądzie – raczej pozwolił mi spojrzeć na niego szerzej, spokojniej i z większą akceptacją.

Jakie są piękne i trudniejsze aspekty pracy jako makijażystka?

Praca makijażystki ma w sobie dużo piękna – przede wszystkim w kontakcie z drugim człowiekiem. To bardzo bliska, często intymna forma pracy, w której buduje się zaufanie w krótkim czasie. Najpiękniejsze są momenty, kiedy ktoś patrzy w lustro i naprawdę zaczyna się sobie podobać – nie dlatego, że jest „zmieniony”, ale dlatego, że zobaczył siebie w nowym świetle.

Dużą satysfakcję daje też aspekt twórczy. Makijaż to forma sztuki użytkowej – można bawić się kolorem, fakturą, światłem, a jednocześnie pracować na żywej, niepowtarzalnej „materii”, jaką jest twarz. Każdy dzień może wyglądać inaczej, każda osoba to nowa historia.

Z drugiej strony to zawód wymagający – fizycznie i emocjonalnie. Praca często zaczyna się bardzo wcześnie, bywa intensywna i nieregularna. Trzeba być nie tylko artystką, ale też trochę psycholożką – wyczuwać emocje, reagować na stres klientki, budować komfortową atmosferę.

Wyzwaniem jest też presja – zarówno czasu, jak i oczekiwań. Klientki przychodzą z konkretną wizją, czasem inspirowaną nierealistycznymi obrazami, i rolą makijażystki jest znaleźć balans między ich oczekiwaniami a tym, co realnie będzie wyglądało dobrze.

To zawód, który uczy elastyczności, cierpliwości i dużej uważności na drugiego człowieka. I choć bywa wymagający, daje ogromną satysfakcję – właśnie dlatego, że łączy rzemiosło, sztukę i relacje.

Makijaż do pracy – obowiązek, wybór czy forma wyrażania siebie?

Każdego dnia, stojąc przed lustrem, kobieta podejmuje małą, ale znaczącą decyzję: czy dziś sięgnąć po podkład, tusz do rzęs i ulubioną pomadkę, czy pozwolić swojej skórze odpocząć i pokazać się światu w naturalnej odsłonie. Wokół tego wyboru narosło wiele opinii, oczekiwań i stereotypów – szczególnie w kontekście pracy zawodowej.

Jako wizażystka obserwuję ten dylemat z bardzo bliska. Przez moje ręce przechodzą kobiety o różnych historiach, zawodach i podejściu do własnego wizerunku. Jedne traktują makijaż jak codzienny rytuał – coś, co daje im poczucie kontroli i pewności siebie. Inne podchodzą do niego z dystansem, uznając, że kompetencje i osobowość są ważniejsze niż wygląd.

Czy więc makijaż do pracy jest koniecznością? Zdecydowanie nie. Współczesny świat coraz częściej podkreśla autentyczność i indywidualność. Kobieta nie powinna czuć presji, by malować się tylko dlatego, że „tak wypada”. Makijaż nie może być obowiązkiem narzuconym przez społeczne normy – powinien być wyborem.

Z drugiej strony, nie można ignorować faktu, że makijaż bywa narzędziem. Delikatne podkreślenie urody może dodać pewności siebie, pomóc w budowaniu profesjonalnego wizerunku czy po prostu poprawić nastrój. W mojej pracy często widzę moment, w którym klientka patrzy w lustro i uśmiecha się szerzej niż wcześniej – nie dlatego, że wygląda „lepiej”, ale dlatego, że czuje się dobrze sama ze sobą.

Dlatego odpowiedź na pytanie, czy kobiety powinny stosować makijaż do pracy, brzmi: mogą, jeśli chcą. Nie powinny jednak czuć, że muszą. Istnieje wiele sposobów dbania o siebie – od pielęgnacji skóry, przez odpowiedni ubiór, aż po postawę i sposób komunikacji. Makijaż jest tylko jednym z nich.

Jako wizażystka nie sprzedaję iluzji perfekcji. Uczę raczej, że makijaż to forma wyrażania siebie – subtelna sztuka, która ma podkreślać, a nie maskować. Najpiękniejszy efekt osiąga się wtedy, gdy kobieta czuje się sobą – niezależnie od tego, czy ma na twarzy pełny makijaż, czy tylko uśmiech.

Czy stosujesz makijaż, kiedy i jaki?

Jako wizażystka często słyszę to pytanie – i zawsze wywołuje ono lekkie zaskoczenie. W końcu wiele osób zakłada, że skoro zajmuję się makijażem zawodowo, to sama nigdy się z nim nie rozstaję. A prawda jest znacznie bardziej złożona.

Makijaż w moim życiu nie jest obowiązkiem ani codzienną rutyną. Jest narzędziem, po które sięgam wtedy, kiedy mam na to ochotę lub kiedy sytuacja tego wymaga. Są dni, gdy wybieram pełniejszy, bardziej dopracowany look – na spotkania z klientkami, ważne wydarzenia czy sesje zdjęciowe. Wtedy makijaż staje się moją wizytówką, pokazuje mój styl i umiejętności. Stawiam na świeżą, promienną cerę, podkreślone oko i dopracowane detale.

Ale są też dni zupełnie inne – spokojniejsze, bardziej prywatne. Wtedy często rezygnuję z makijażu albo ograniczam go do minimum: odrobina kremu koloryzującego, tusz do rzęs, czasem lekko podkreślone brwi. To mój sposób na komfort i naturalność.
Makijaż traktuję przede wszystkim jako formę ekspresji. Czasem jest delikatny i niemal niewidoczny, innym razem bardziej wyrazisty – zależnie od nastroju, okazji i energii danego dnia. Nie ma jednego „właściwego” makijażu – tak jak nie ma jednej definicji piękna.

Najważniejsze jest dla mnie to, by makijaż był wyborem, a nie przymusem. To coś, co ma wspierać, a nie ograniczać. Dlatego stosuję go wtedy, kiedy czuję, że tego chcę – i dokładnie w takiej formie, jaka w danym momencie najlepiej oddaje mnie.

Co myślisz o uczeniu dziewczynek dbania o cerę i sztuki makijażu? I w jakim wieku i od czego zacząć?

To pytanie pojawia się coraz częściej – i nic dziwnego. W świecie pełnym filtrów, mediów społecznościowych i ideałów piękna, młode dziewczynki bardzo szybko zaczynają interesować się wyglądem. Jako wizażystka patrzę na to z dużą uważnością, ale też spokojem – bo kluczowe nie jest „czy”, tylko „jak”.

Uważam, że edukację warto zaczynać wcześnie, ale od właściwych podstaw. Już kilkuletnie dziewczynki można uczyć najważniejszego: dbania o skórę. Delikatne oczyszczanie, krem dopasowany do wieku, ochrona przeciwsłoneczna – to fundamenty, które mają realne znaczenie. To także moment, by budować zdrowe podejście do wyglądu: że skóra nie musi być idealna, że zmienia się z czasem i że warto ją wspierać, a nie z nią walczyć.

Makijaż? Tu kluczowa jest równowaga. W młodszym wieku powinien być przede wszystkim zabawą – formą kreatywności, a nie sposobem na ukrywanie siebie. Błyszczyk, lekki cień do powiek, eksperymentowanie kolorami w domu – to naturalny etap odkrywania siebie. Problem zaczyna się wtedy, gdy makijaż staje się koniecznością lub odpowiedzią na kompleksy.

W wieku nastoletnim można stopniowo wprowadzać więcej wiedzy: jak dobrać podkład, jak dbać o higienę kosmetyków, jak podkreślać urodę zamiast ją maskować. To także idealny moment, by rozmawiać o wpływie trendów i nauczyć krytycznego spojrzenia na to, co widzimy w internecie.

Jako wizażystka nie uczę tylko techniki. Uczę świadomości. Pokazuję, że makijaż to narzędzie, a nie obowiązek. Że można z niego korzystać – ale nie trzeba. I że najważniejsze jest to, co dziewczynka myśli o sobie, zanim jeszcze sięgnie po pędzel.
Jako wizażystka nie uczę tylko techniki. Uczę świadomości. Pokazuję, że makijaż to narzędzie, a nie obowiązek. Że można z niego korzystać – ale nie trzeba. I że najważniejsze jest to, co dziewczynka myśli o sobie, zanim jeszcze sięgnie po pędzel.

A co poradziłabyś w kwestii makijażu kobiecie w dojrzałym wieku?

Pracując jako wizażystka, często spotykam kobiety, które z wiekiem zaczynają patrzeć na swoją skórę z większą surowością niż kiedykolwiek wcześniej. A przecież to właśnie dojrzałość przynosi najwięcej klasy, świadomości i naturalnego piękna – trzeba je tylko odpowiednio podkreślić. Najważniejsza zmiana, jaką zauważam, dotyczy podejścia. W młodości często próbujemy coś ukryć – niedoskonałości, zmęczenie, brak snu. W dojrzałym wieku pielęgnacja i makijaż powinny działać odwrotnie: wydobywać, rozświetlać, dodawać lekkości.

Podstawą jest pielęgnacja. Nawilżenie to absolutny klucz – dobrze dobrany krem, serum, delikatne oczyszczanie. Skóra odwdzięcza się wtedy świeżością, a makijaż wygląda o wiele lepiej i naturalniej. Zawsze powtarzam: najlepszy makijaż zaczyna się od zadbanej skóry. Jeśli chodzi o makijaż, mniej naprawdę znaczy więcej. Ciężkie, matujące podkłady często podkreślają zmarszczki i strukturę skóry, zamiast je wygładzać. Lepiej postawić na lekkie formuły, które wyrównują koloryt, ale nie tworzą efektu maski. Odrobina rozświetlenia w odpowiednich miejscach potrafi zdziałać cuda – dodaje twarzy życia i świeżości.

Oczy również zasługują na subtelność. Zamiast mocnych, ciężkich kreski, lepiej sięgnąć po miękkie cienie i delikatne podkreślenie linii rzęs. Brwi warto lekko uzupełnić, ale bez przesady – naturalność jest tutaj największym sprzymierzeńcem.

I wreszcie usta – często niedoceniane. Dobrze dobrany kolor pomadki potrafi odmłodzić bardziej niż skomplikowany makijaż oka. Nawilżające formuły, kremowe wykończenia i odcienie, które harmonizują z cerą, dodają twarzy elegancji.

Ale najważniejsza rada, jaką mogę dać jako wizażystka, wykracza poza kosmetyki. Nie próbujmy wyglądać młodziej za wszelką cenę – to nigdy nie daje dobrego efektu. Zamiast tego warto skupić się na tym, by wyglądać świeżo, promiennie i… jak najlepsza wersja siebie. Bo piękno w dojrzałym wieku nie polega na ukrywaniu czasu, tylko na tym, by nauczyć się z nim współpracować – z lekkością, świadomością i odrobiną makijażu, który jest sprzymierzeńcem, a nie maską.

Rozmawiała: Mariola Będkowska.

Fot. Marcel Zaborski / https://zaborski.photo/

 

Nikt jeszcze nie skomentował

Pozostaw odpowiedź

Twój adres email nie zostanie opublikowany.

I.D. MEDIA AGENCJA WYDAWNICZO-PROMOCYJNA

info@idmedia.pl
tel. +48 609 225 829


redakcja@ikmag.pl

 

Magazyn kobiet spełnionych,

Śledź na: