Eva Aksamit: Można pokonać siebie i swoje słabości

Kompleksy, brak wiary w siebie, potrzeba akceptacji. Cechy, które dotykają każdego z nas. Eva Aksamit, działająca pod szyldem Velveteve postanowiła się zmierzyć ze wszystkimi tymi przeciwnościami, a swą drogę opisała za pomocą swojej największej pasji – muzyki. Ta obdarzona głębokim i wysokim głosem wokalistka wydała właśnie pierwszą płytę zatytułowaną „Music From B-Side”, a nam opowiedziała o zmaganiach, jakie towarzyszyły jej podczas powstawania tego materiału, dając jasny przykład, że jeśli się chce, to można pokonać siebie i swoje słabości.

 

 

MM: “Music From B-Side” to dość prowokacyjny tytuł jak na debiut. Z czego on wynika?

EA: Ten tytuł jest wynikiem tego kim i jaka jestem. Mam dwie strony, myślę, że każdy z nas ma. Generalizujemy je jako dobrą i złą. W ten sposób łatwiej je zrozumieć. Dobre emocje takie jak radość, czy miłość oraz te złe, niechciane, jak strach czy złość. Dla mnie nie ma „złych” emocji, bowiem wszystkie nam o czymś mówią. Tym tytułem chciałam powiedzieć, że to ta „zła” część tego kim jesteśmy lub – jak lubię ją nazywać – strona B, jest jak najbardziej częścią naszych osobowości. Gdy tylko zaakceptujemy tę część, wtedy będziemy mogli prawdziwie samych siebie pokochać.

Na płycie znalazły się kompozycje z lat 2015-2018. Co sprawiło, że tak długo gromadziłaś materiał?

Na przeszkodzie stał mój własny strach. Wątpliwości, potrzeba akceptacji, niskie poczucie wartości. Ta płyta była dla mnie pamiętnikiem, który podczas pisania przyjmował cierpliwie moje wszystkie bolączki. Wyszedł z tego dosyć gotycki w treści album, jednakże zaprowadziło mnie to w bardzo szczęśliwe miejsce, gdzie pogodzona z sobą i już bez strachu gromadzę materiały na następny album, który – zapewniam – nie będzie już tak mroczny. Okazało się, że pod spodem jest bardzo pozytywna dziewczyna z dużym apetytem na życie.

Co tu było pierwszym elementem? Muzyka czy teksty?

Oczywiście muzyka! Była na pierwszym miejscu w moim sercu odkąd skończyłam 4 lata i pierwszy raz zobaczyłam w małym telewizorku piękną skrzypaczkę Vanessę Mae. Bardzo chciałam grać. Od tego momentu muzyka wiedzie prym w moim życiu – tak też było z płytą. Najpierw pojawiał się dany klimat, kilka pierwszych nut i dopiero, do tego co „powiedziała” do mnie muzyka, dopisywałam tekst. Sytuacja zmieniła się, gdy napisałam „Afrodytę” w czeskiej kawiarni „La Petit Conversation”. Tu zaczęłam od napisania tekstu, spróbowałam wyrazić słowami to, co czuję – to był dla mnie duży przełom. Od tamtej pory dużo więcej piszę.

I to ten moment Cię ośmielił? Bo zachodzę w głowę, skąd u kobiety o tak pięknym, wysokim głosie kompleksy, o których wspominałaś?

Tak, był to moment narodzenia się takiej wewnętrznej mocy. Dałam głos komuś, kto był pochowany pod tymi niepotrzebnymi kompleksami. Była to właśnie moja bogini Afrodyta. Uważam, że każda z nas ma w sobie taką boską moc – dawania życia, budowania domu, czy własnego imperium, bycia partnerką, towarzyszką i opiekunką. A skąd wzięły się te kompleksy? Chyba z potrzeby bycia we wszystkim najlepszą, sprostania wszelkim wymaganiom. Dopiero gdy zaakceptowałam swoje niedostatki, zrozumiałam, że w nich leży moja siła i człowieczeństwo.

Utwór “Afrodyta” to jedno, ale “Wenus” jest zdaje się nie mniej istotna?

„Wenus” jest dalszą eksploracją tego tematu, innym spojrzeniem – tutaj bardziej podziałałam w sferze muzyki – po raz pierwszy zagrałam sama na pianinie. Spróbowałam rozbudować dotychczasową prostą harmonię. To był kolejny przełom. Coś czego się obawiałam przez wiele lat okazało się być jedną z najprzyjemniejszych rzeczy w moim życiu. Kocham grać!

Kto jeszcze oprócz Ciebie zagrał na płycie?

Tak! Ta kobieca siła została zrównoważona przez kilku mężczyzn (śmiech). W „Afrodycie” i „Fire In The Sky” zagrali ze mną koledzy z zespołu: Bocian na basie, Wiktor na klawiszach, Czarny na perkusji i Martin na gitarze. W interludium „Save Me From Myself” gra mój 17-letni uczeń, utalentowany gitarzysta Tomek Grabowski. Z kolei w „Dope Digger” za beat i skrecze odpowiedzialny jest Kamil „DJ Mr. K” Kumoś, znany z projektu SoundMe, a za rap w drugiej zwrotce mój wieloletni przyjaciel, raper Krzysztof „Cezef” Sajna. To ogromne szczęście, że mam dookoła tak wielu wspaniałych ludzi, którzy mnie wspierają i kibicują. Jestem za nich wszystkich moich cudownych chłopaków bardzo wdzięczna.

Większość utworów jest po angielsku, ale jest też kilka po polsku.

Angielski wydawał się bezpiecznym początkiem. „Wydawał się” ponieważ napisać dobry tekst po angielsku jest równie trudno co po polsku. Z czasem zrozumiałam, że język polski pozwala mi dużo dokładniej przekazać to, o co mi chodzi i przy okazji zostać lepiej zrozumianą przez rodaków. Nie ukrywam, że zależy mi również, aby zwiedzać świat z moją muzyką, dlatego nie zaprzestanę pisania po angielsku. Marzy mi się trasa koncertowa po Chinach. Tak czy siak, trzeba mieć coś do powiedzenia, nie ważne w jakim języku.

Wytłumacz proszę o co chodzi w drugiej części “Fire In The Sky”?

Ta piosenka mówi o bezsensie wojny, o tym ile strat przynosi. Bohaterka szuka swojego ukochanego. Boi się tego, co widzi – nuklearnych rozbłysków na niebie. Nie chce być sama. Wie, że za chwile zginie. Chce odnaleźć swojego ukochanego i wraz z nim zaakceptować swój los. Czasem o tym zapominamy, bo żyjemy tu w Polsce w miarę spokojnie, ale dookoła nas trwa wojna na Ukrainie czy w Syrii. Przeraża mnie myśl o tym, że mogłaby być u nas, w moim ukochanym kraju. Nawet nie wiemy, jakie mamy szczęście spokojnie popijając poranną kawkę i myjąc się w ciepłej wodzie. Pani o której śpiewam jest silną i piękną kobietą, którą bardzo podziwiam! Jest moją wielką inspiracją. Ze spokojem mogę powiedzieć, że ją uwielbiam. To ukryta, improwizowana piosenka, która ma na celu rozładowanie napięcia po tej ciężkiej, gotyckiej tematyce i zapowiedź tego, że na następnej płycie będzie więcej dystansu i uśmiechu (śmiech) Sprawdźcie sami!

Będziesz grała koncerty z tym materiałem?

Oczywiście! Wraz z zespołem szykujemy jesienną trasę koncertową obejmującą większe miasta: Katowice, Kraków, Łódź. Po więcej informacji zapraszam na Facebooka Velveteve Music – tam będziecie na bieżąco!

Rozmawiał: Maciej Majewski

WARTO POSŁUCHAĆ: https://www.youtube.com/watch?v=mRTVrP45Wfg

Nikt jeszcze nie skomentował

Pozostaw odpowiedź

Twój adres email nie zostanie opublikowany.

I.D. MEDIA AGENCJA WYDAWNICZO-PROMOCYJNA

info@idmedia.pl
tel. +48 609 225 829


redakcja@ikmag.pl

 

Magazyn kobiet spełnionych,

Śledź na: