„Dla świętego spokoju” rezygnujemy z własnych potrzeb, przemilczamy to, co czujemy i uczymy się mówić „tak”, nawet gdy w środku chcemy powiedzieć „nie”. Skąd bierze się kobieca uległość i czy można się z niej uwolnić? O granicach, relacjach, seksualności i odwadze, by w końcu wybrać siebie, rozmawiamy z autorką książki „Czy jesteś uległa?”, Niyą Vesperą.
W książce bardzo mocno wybrzmiewa sformułowanie „dla świętego spokoju”. Dlaczego tak wiele kobiet przez lata rezygnuje z własnych potrzeb, żeby utrzymać spokój w związku i rodzinie?
To wynika ze sposobu socjalizowania dziewczynek – na takie, które mają być uległe, grzeczne, skromne i dbające o potrzeby innych. Dodatkowo w wielu rodzinach kobiety częściej wybierają lub są dedykowane do ról związanych z opieką nad dziećmi i osobami starszymi. To powoduje, że niekiedy stają się zależne finansowo od pracujących mężów lub partnerów. A taka nierównowaga wywołuje dyskomfort i poczucie zagrożenia. To wpływa na wybór postawy „dla świętego spokoju”. Wiele kobiet zdaje sobie bowiem sprawę z tego, że trudno będzie im się samym utrzymać, szczególnie z dziećmi, i stają się podporządkowane potrzebom innych. Zależy im także na tym, aby w domu panowała „miła” atmosfera bez kłótni, zatem uczą się nie wyrażać swoich potrzeb. Dodatkowo w wielu rodzinach taka postawa jest kultywowana przez wiele pokoleń. Trudno przerwać taki „zaklęty krąg”, gdyż kobiety nie otrzymują przykładu od swoich matek lub babek, że mogą żyć inaczej. Czasami postawa kobiety, która walczy o siebie
i swoje potrzeby bywa bardzo negatywnie odbierana przez rodzinę.
Tytuł „Czy jesteś uległa?” może sugerować przede wszystkim kontekst seksualny. Tymczasem uległość w książce ma znacznie szersze znaczenie. Czym właściwie różni się zdrowy kompromis od uległości, która zaczyna odbierać nam samą siebie?
Kiedy mówimy o zdrowym kompromisie mówimy o sytuacji, kiedy ktoś ma wybór i może go świadomie dokonać. W przypadku uległości, osoby, które przyjmują taką postawę, mają poczucie braku wyboru. Może to wynikać także z oczekiwań rodziny oraz przyjętych wzorców kulturowych. Ktoś, kto się im nie podporządkuje, może pozostać bez potrzebnego wsparcia społecznego. Uległość życiowa jest zatem o przyjęciu postawy, którą czasami narzuca nam społeczeństwo, w którym funkcjonujemy.
W powieści seksualność Ani bardzo wyraźnie budzi się na nowo. Czy rzeczywiście zdarza się, że kobieta przez lata uważa, że ma „niskie libido”, podczas gdy problem leży nie w niej, ale w relacji, w której funkcjonuje?
Tak może się zdarzyć. Są pary, które są dla siebie pierwszymi partnerami seksualnymi. Wszystkich aspektów dotyczących sfery seksualnej uczą się wspólnie i tylko od ich otwartości, mówienia o swoich potrzebach, a także ciekawości i potrzebie eksploracji obojga będzie zależało, czy będą się w stanie wspólnie rozwijać. Często potrzeby jednej strony są inne niż drugiej, jednak bez rozmowy o nich nie są w stanie na nie wzajemnie odpowiedzieć. Znam wiele kobiet, które po rozwodzie w dojrzałym wieku doświadczają, że nie tylko lubią seks, ale sprawia on im i ich nowym partnerom niezwykłą przyjemność. Może to także wynikać z tego, że dojrzałe kobiety mogą być bardziej wypoczęte, gdyż nie wstają w nocy do malutkich dzieci, mogą odczuwać mniejszy lęk przed ciążą, mają większą znajomość swojego ciała i potrzeb. U niektórych kobiet libido będzie rosło pomimo zmian hormonalnych, których doświadczają.
Bohaterka po rozwodzie zaczyna randkować, ale szybko zderza się z bardzo różnymi zachowaniami mężczyzn – od nachalnych wiadomości seksualnych, po mężczyzn szukających kogoś, kto przejmie za nich część życiowych obowiązków. Czy współczesne randkowanie rzeczywiście utrudnia budowanie bliskości, czy po prostu pozwala szybciej zobaczyć, z kim mamy do czynienia?
To trudne pytanie, gdyż odpowiedź jest związana z tym, kogo szukamy i jakie mamy oczekiwania. Bohaterka mojej książki jest dojrzałą kobietą z licznymi doświadczeniami życiowymi. Nie wskakuje w świat randek zaraz po rozstaniu z mężem. Poświęca czas po rozwodzie na przepracowanie swoich traum i odkrycie, kim jest, nie będąc żoną. Fakt, że mówimy o randkowaniu dojrzałych osób, zmienia perspektywę. Bo one, jeżeli odrobiły swoje lekcje życiowe, wiedzą już, z kim chcą wybrać się w dalszą życiową podróż, a kogo będą unikać. Zarówno jednak wśród mężczyzn, jak i kobiet jest dużo osób, które wciąż szukają odpowiedzi, albo próbują zbudować swoją wartość, wchodząc w relację z partnerem czy partnerką. Dopiero po czasie zdają sobie sprawę z tego, że nikt nie dostarczy im tego, czego nie czują w sobie. Budowanie bliskości z drugim człowiekiem najczęściej utrudnia obawa przed zranieniem, a także chęć utrzymania komfortu. Wiele osób boi się otworzyć serce przed drugą osobą, bo wie, że jeżeli to nieodpowiedni człowiek, to rozstanie z nim będzie bardzo bolesne, a trwanie w takim związku może być toksycznym doświadczeniem. Często zatem dojrzałe osoby angażują się „na tyle, na ile im pasuje”, co sprowadza się do tego, że mieszkają oddzielnie, ale mile spędzają czas wtedy, kiedy chcą tego oboje, wspólnie wyjeżdżają, wychodzą, towarzyszą sobie na przyjęciach i imprezach i nocują u siebie od czasu do czasu. To taka rozszerzona forma relacji typu FWB. Pozwala to na utrzymanie poczucia bezpieczeństwa i niezależności po obu stronach. Taka relacja nie jest jednak o byciu z drugą osobą w trudnych momentach, o wspólnym mierzeniu się z problemami i o braniu współodpowiedzialności za inwestycje i zobowiązania. A to właśnie w tych trudnych momentach poznajemy się najlepiej i wtedy buduje się prawdziwa bliskość.
W świecie aplikacji randkowych mamy poczucie, jakbyśmy weszli do sklepu online, gdzie wybieramy drugą osobę pod względem wieku, wzrostu, budowy ciała, zainteresowań, poglądów politycznych, stosunku do posiadania dzieci itd. Jak to wpływa na budowanie relacji?
W świecie aplikacji randkowych stajemy przed tzw. „dylematem wyboru” – im mamy więcej opcji, tym trudniej podjąć decyzję. Często mamy problem z przejściem od korespondowania w aplikacji do spotkania w prawdziwym życiu. Czasami okazuje się, że wyobrażenie o osobie, z którą korespondowaliśmy, nie pokrywa się z rzeczywistością. Najtrudniejsze w randkowaniu jest jednak wielkokrotne przeżywanie odrzucenia, którego doświadczamy na różnych etapach szukania partnera np. ktoś z kim pisaliśmy nagle milknie, albo po miło spędzonej randce osoba zapada się pod ziemię. Pomimo tego, że większość z nas zdaje sobie sprawę z tego, że rzadko kiedy zdarza się, że „ten jedyny” to pierwsza osoba, z którą się spotkamy, to mimo wszystko boleśnie przeżywamy kolejne odmowy. Bywa i tak, że to my odczuwamy problem
z odmawianiem.
Z drugiej strony wymiana korespondencji na aplikacjach czy komunikatorach również pozwala szybciej zweryfikować, jakie potrzeby i zamiary ma druga osoba. Możemy dzięki temu oszczędzić czas i uniknąć rozczarowania.
Dlaczego o kobiecej seksualności wciąż mówi się znacznie mniej otwarcie niż o męskich potrzebach? Czy stereotyp kobiety, która „boli głowa”, kiedy partner chce seksu, nadal jest żywy – i co tracimy, kiedy patrzymy na kobiece libido właśnie w ten sposób?
I tu po raz kolejny dotykamy aspektu kulturowego, który jest obecny nie tylko w Polsce. Mężczyzna, który uprawia seks z wieloma kobietami to playboy czy macho. Jeżeli jednak dotyczy to kobiety, jest ona często nazywana bardzo niewybrednie i słowo „dziwka” należy do bardziej cenzuralnych. Są kraje, w których seks przedmałżeński jest całkowicie niedopuszczalny i powoduje, że osoba przestaje być wartościową kandydatką na małżonkę. Dlatego wiele kobiet bardzo rozważnie podchodzi do tematu seksu i wyboru partnerów seksualnych. W przypadku związków często słyszy się o tym, że seks „małżeński” to 5 minut służące zaspokojeniu potrzeb mężczyzny. Nie jest to zatem przyjemne dla kobiet, więc naturalne jest, że starają się unikać tego, co nie sprawia im przyjemności. Jeżeli partner koncentruje się również na zaspokojeniu potrzeb kobiety i podąża za nimi, sytuacja może wyglądać kompletnie inaczej. Do tego wszystkiego dochodzi aspekt edukacji seksualnej w Polsce i fakt wychowania w wierze katolickiej. Wiele kobiet nie zna swojego ciała i podstawowych terminów związanych z seksem. Nie wiedzą, jaki mogą przeżywać orgazm i jak się objawia, co to jest squirt czy mineta. Do tych, ale także innych kwestii odnoszę się w mojej książce.
W książce pojawia się bardzo ważny motyw uczenia się mówienia „nie” – również wtedy, kiedy ktoś jest zainteresowany bohaterką, ale ona sama nie czuje, że chce tę relację kontynuować. Czy stawianie granic jest dla kobiet trudniejsze niż dla mężczyzn? I skąd bierze się potrzeba tłumaczenia się z własnego „nie”?
Jeżeli uczymy dziewczynki, że mają być grzeczne i potulne, to trudno później oczekiwać od dorosłych kobiet, że zaczną zachowywać się inaczej. W wielu polskich rodzinach wciąż króluje patriarchat, który podlewany jest tym, że często osobą odpowiedzialną za finanse domowe jest mężczyzna. To także nie ułatwia mówienia „nie” przez kobiety. Mam jednak możliwość obserwowania i pracy z wieloma nastolatkami i młodymi kobietami i widzę pocieszającą zmianę w tym zakresie. Coraz częściej mówią o równouprawnieniu, o podziale obowiązków domowych, o równości płac. Cieszy mnie także to, że Unia Europejska nakłada na państwa członkowskie zobowiązania do wywiązania się z wdrożenia przepisów, które wspierają pozycję kobiet w społeczeństwie. Dodatkowo wysoki poziom edukacji kobiet, znajomość języków obcych i dostęp do licznych treści pokazujących, że kobieta ma prawo do mówienia „nie”, również wspierają te zmiany. Kobiety, które obecnie mają ok. 40 czy 50 lat muszą się „oduczyć” starych schematów, a czasami proces oduczania przychodzi trudniej niż uczenia się. Dlatego warto korzystać z odwróconego mentoringu i uczyć się np. od swoich córek, pod warunkiem, że dałyśmy im szansę i przestrzeń na rozwój ich autentyczności i potrzeb.
Gdyby miała Pani zostawić czytelniczki z jedną myślą po lekturze „Czy jesteś uległa?”, jak by ona brzmiała?
Że nigdy nie jest za późno, aby zawalczyć o siebie i przestać być uległą oraz że miłość można spotkać w każdym wieku… Panie – bądźcie dla siebie dobre!