Jeszcze kilka lat temu udany urlop wielu osobom kojarzył się przede wszystkim z popularnym kurortem, hotelem oferującym liczne atrakcje, tętniącą życiem promenadą i miejscem, w którym od rana do wieczora coś się dzieje. Dzisiaj coraz częściej pojawia się zupełnie inna potrzeba. Zamiast gwarnego resortu wybieramy kameralny pensjonat, domek w lesie, apartament nad jeziorem czy niewielki hotel położony z dala od turystycznego centrum. Coraz większą wartość mają cisza, prywatność, kontakt z naturą i możliwość odpoczynku bez tłumu innych turystów.
Czy oznacza to, że Polacy zaczynają uciekać od popularnych miejsc wypoczynku? Nie do końca. Znane kurorty, Bałtyk czy górskie miejscowości nadal cieszą się ogromnym zainteresowaniem. Zmienia się jednak sposób, w jaki definiujemy dobry urlop. Coraz częściej nie chodzi już o to, aby w miejscu wypoczynku było jak najwięcej atrakcji. Ważniejsze staje się pytanie, czy naprawdę będziemy mogli tam odpocząć.
Urlop ma dawać odpoczynek, a nie kolejną listę zadań
Współczesny turysta jest zmęczony nie tylko pracą. Na co dzień funkcjonujemy w świecie ogromnej liczby bodźców. Towarzyszą nam powiadomienia w telefonie, media społecznościowe, wiadomości, e-maile, korki, rozmowy, reklamy i nieustanny przepływ informacji. Dla wielu osób urlop staje się więc jednym z niewielu momentów w roku, kiedy można świadomie ograniczyć ten nadmiar.
Potwierdzają to również badania dotyczące preferencji wyjazdowych Polaków. Polska Organizacja Turystyczna wskazywała w swoich analizach, że wypoczynek i regeneracja należą do istotnych powodów podróżowania, a przy wyborze sposobu spędzania wolnego czasu znaczenie mają między innymi kontakt z naturą oraz komfort.
Nie oznacza to oczywiście, że przestaliśmy lubić popularne miejscowości turystyczne. Wręcz przeciwnie – morze i góry nadal należą do najchętniej wybieranych krajowych kierunków. Zmiana jest bardziej subtelna. Nawet jadąc do popularnego regionu, coraz częściej poszukujemy miejsca, które pozwoli nam odsunąć się od największego ruchu turystycznego. Możemy wybrać Bałtyk, ale zamiast hotelu przy głównym deptaku zdecydować się na niewielki obiekt kilka kilometrów dalej. Możemy pojechać w Tatry, ale nocować poza centrum Zakopanego. Możemy spędzić wakacje na Mazurach, ale zamiast dużego kompleksu wypoczynkowego wybrać kilka domków położonych nad mniej znanym jeziorem.
Cisza staje się elementem luksusu
Przez wiele lat luksus w turystyce był stosunkowo łatwy do zdefiniowania. Liczyły się liczba gwiazdek, wielkość pokoju, jakość restauracji, basen, SPA, obsługa czy dodatkowe atrakcje. Wszystkie te elementy nadal są ważne, ale do katalogu oczekiwań coraz częściej dochodzą wartości, których nie da się tak łatwo zmierzyć: cisza, prywatność i przestrzeń.
Dla części gości prawdziwym luksusem może być dzisiaj możliwość zjedzenia śniadania bez tłoku, skorzystania z basenu, na którym nie ma kilkudziesięciu osób, czy spędzenia wieczoru na tarasie bez hałasu dochodzącego z hotelowej restauracji. Właśnie dlatego kameralność obiektu przestaje być jego ograniczeniem, a zaczyna być atutem.
Niewielki hotel z kilkunastoma pokojami może oferować doświadczenie, którego nie jest w stanie zapewnić ogromny resort przyjmujący jednocześnie setki gości. Podobnie kilka domków położonych w dużych odstępach od siebie może być dla części klientów bardziej atrakcyjną propozycją niż rozbudowany kompleks wakacyjny.
Co istotne, nie chodzi wyłącznie o osoby starsze czy turystów poszukujących całkowitego odosobnienia. Potrzeba spokoju może dotyczyć także aktywnych zawodowo trzydziesto- i czterdziestolatków, przedsiębiorców, menedżerów czy rodziców, którzy przez większą część roku funkcjonują pod presją czasu. Dla nich możliwość wyciszenia się przez kilka dni staje się realną wartością.
Polacy nadal lubią kurorty, ale chcą odpoczywać na własnych zasadach
Nie należy jednak wyciągać z tego wniosku, że popularne miejscowości turystyczne tracą znaczenie. Badania dotyczące wakacyjnych preferencji pokazują, że Polacy nadal chętnie wybierają kurorty, morze i góry. Jednocześnie zainteresowanie wypoczynkiem na wsi, nad jeziorami czy w mniej zatłoczonych miejscach wskazuje na istnienie drugiej, coraz wyraźniejszej potrzeby.
Można ją określić jako potrzebę kontrolowania intensywności wypoczynku. Chcemy mieć dostęp do restauracji, atrakcji, infrastruktury i komfortu, ale niekoniecznie chcemy przez cały urlop przebywać w tłumie. Chcemy mieć możliwość wyboru: jednego dnia pojechać do popularnej miejscowości, a następnego spędzić kilka godzin w ciszy, nad jeziorem lub na leśnym szlaku.
To ważna zmiana, ponieważ jeszcze niedawno w turystyce obowiązywało przekonanie, że im więcej atrakcji znajduje się w jednym miejscu, tym lepiej. Dzisiaj nadmiar atrakcji nie zawsze oznacza wyższą jakość wypoczynku. Czasem wręcz przeciwnie – może powodować, że wracamy z urlopu równie zmęczeni, jak przed wyjazdem.
Natura nie jest już tylko ładnym widokiem
Zmienia się również znaczenie kontaktu z przyrodą. Las, jezioro, góry czy rozległy ogród przez lata były traktowane przede wszystkim jako element atrakcyjnej lokalizacji. Dzisiaj coraz częściej stają się częścią samego produktu turystycznego.
Właściciel niewielkiego pensjonatu położonego w lesie nie sprzedaje już tylko noclegu. Sprzedaje możliwość wypicia porannej kawy na tarasie, spaceru bez konieczności wsiadania do samochodu, wieczoru przy ognisku czy obudzenia się bez odgłosów miasta. Podobnie domek nad jeziorem oferuje coś więcej niż miejsce do spania – daje dostęp do przestrzeni i doświadczenia, których na co dzień wielu mieszkańcom miast po prostu brakuje.
Nie oznacza to jednak powrotu do bardzo prostych warunków wypoczynku. Współczesny turysta często chce połączyć naturę z wysokim standardem. Chętnie spędzi dzień w lesie, ale wieczorem oczekuje wygodnego łóżka i dobrej łazienki. Chce patrzeć na gwiazdy, ale niekoniecznie rezygnować z internetu. Chce mieszkać z dala od miasta, ale jednocześnie mieć możliwość zamówienia dobrego śniadania czy skorzystania z sauny.
To właśnie na styku natury i komfortu rozwija się dzisiaj wiele interesujących konceptów turystycznych – od butikowych pensjonatów i gospodarstw agroturystycznych premium po glampingi, domki projektowane przez architektów czy niewielkie resorty wellness.
Mniejsze obłożenie może być argumentem przy wyborze miejsca
Szczególnie interesująca jest zmiana sposobu patrzenia na liczbę gości. Z punktu widzenia właściciela hotelu wysokie obłożenie jest oczywiście sukcesem biznesowym. Dla turysty sytuacja może wyglądać zupełnie inaczej. Hotel wypełniony niemal w stu procentach oznacza często kolejki podczas śniadania, zatłoczony basen, brak wolnych leżaków, gwar w restauracji czy problemy z miejscami parkingowymi.
Dlatego część klientów zaczyna zwracać uwagę nie tylko na standard obiektu, ale również na jego skalę. Informacja, że hotel ma kilkanaście pokoi, obiekt składa się z kilku apartamentów albo na dużym terenie znajduje się zaledwie kilka domków, może stać się argumentem przemawiającym za dokonaniem rezerwacji.
To otwiera bardzo ciekawą przestrzeń dla branży turystycznej. Do tej pory obiekty często konkurowały komunikatami o liczbie atrakcji. Być może coraz skuteczniejsze będzie komunikowanie przestrzeni, prywatności i ograniczonej liczby gości. Dla określonej grupy klientów hasło „kameralny obiekt z 12 apartamentami” może być bardziej przekonujące niż długa lista animacji i dodatkowych atrakcji.
Urlop poza sezonem zyskuje nowe znaczenie
Potrzeba unikania tłumów może wpływać również na wybór terminu podróży. Lipiec i sierpień pozostają najważniejszymi miesiącami wakacyjnymi, ale coraz więcej osób, które nie są ograniczone kalendarzem szkolnym, rozważa urlop w czerwcu, wrześniu czy nawet październiku.
Powodów jest kilka. Poza wysokim sezonem ceny często są niższe, pogoda w wielu regionach nadal sprzyja wypoczynkowi, a przede wszystkim jest znacznie mniej turystów. Ta ostatnia korzyść może być coraz ważniejsza.
Dla osoby, która chce rzeczywiście odpocząć, wrześniowy pobyt nad Bałtykiem może okazać się bardziej atrakcyjny niż wakacje w szczycie sezonu. Ta sama plaża, restauracja czy promenada wyglądają zupełnie inaczej, kiedy liczba odwiedzających spada.
Daje to branży turystycznej możliwość innego sposobu promowania pobytów poza sezonem. Nie muszą być one przedstawiane wyłącznie jako tańsza alternatywa. Mogą być pozycjonowane jako bardziej komfortowa, spokojna, a nawet bardziej ekskluzywna forma wypoczynku.
Media społecznościowe stworzyły tłum, ale mogą też pomóc od niego uciec
Na nasze wybory wakacyjne ogromny wpływ mają również media społecznościowe. Przez lata Instagram czy Facebook napędzały zainteresowanie najbardziej rozpoznawalnymi miejscami. Turyści chcieli odwiedzać te same punkty widokowe, restauracje, plaże i hotele, które wcześniej zobaczyli na zdjęciach influencerów czy znajomych.
Rezultatem była koncentracja ruchu turystycznego w konkretnych miejscach. Im bardziej popularna stawała się dana lokalizacja w mediach społecznościowych, tym więcej osób chciało ją odwiedzić, a im więcej turystów tam przyjeżdżało, tym częściej pojawiała się ona w kolejnych publikacjach.
Dzisiaj można jednak zauważyć również odwrotną tendencję. Wartością staje się znalezienie miejsca mniej oczywistego, które nie jest jeszcze masowo odwiedzane. Dla części turystów możliwość powiedzenia „odkryłam miejsce, o którym niewiele osób wie” jest bardziej atrakcyjna niż kolejne zdjęcie wykonane w lokalizacji znanej wszystkim.
To dobra wiadomość dla małych miejscowości oraz regionów pozostających dotychczas poza głównym ruchem turystycznym. Nie każdy musi jechać do najbardziej popularnego kurortu. Polska oferuje ogromną liczbę miejsc, które mogą przyciągać właśnie spokojem, krajobrazem i niewielką liczbą odwiedzających.
Przebodźcowanie zmienia nasze wakacyjne potrzeby
Za zainteresowaniem spokojniejszym wypoczynkiem stoi również szersza zmiana społeczna. Współczesny człowiek coraz rzadziej doświadcza prawdziwej ciszy. Nawet odpoczywając w domu, korzystamy z telefonu, oglądamy serial, sprawdzamy media społecznościowe czy odpowiadamy na wiadomości. Granica pomiędzy pracą a czasem wolnym również staje się coraz mniej wyraźna.
W tej sytuacji wyjazd może pełnić funkcję nie tylko turystyczną, ale także regeneracyjną. Kilka dni spędzonych w spokojnym miejscu pozwala ograniczyć liczbę bodźców i zwolnić tempo. Nie chodzi przy tym o całkowity „detoks cyfrowy” ani rezygnację ze wszystkich wygód. Dla wielu osób wystarczające jest poczucie, że przez kilka dni nie muszą funkcjonować w takim rytmie jak na co dzień.
Właśnie dlatego cisza może stawać się jednym z najbardziej niedocenianych elementów oferty turystycznej. Nie można jej zmierzyć liczbą gwiazdek ani wpisać do katalogu wyposażenia pokoju, a jednak może w ogromnym stopniu decydować o tym, czy gość wróci z urlopu naprawdę wypoczęty.
Nowy luksus to czas, przestrzeń i prywatność
Zmienia się również sama definicja luksusu. Przez wiele lat był on utożsamiany przede wszystkim z rzeczami materialnymi – większym apartamentem, droższym wyposażeniem, ekskluzywną restauracją czy rozbudowaną strefą SPA. Wszystkie te elementy nadal mają znaczenie, ale coraz większą wartość zyskuje coś, czego nie można łatwo kupić w codziennym życiu: czas, przestrzeń, prywatność i spokój.
Dla mieszkańca dużego miasta możliwość spędzenia poranka w absolutnej ciszy może być bardziej luksusowym doświadczeniem niż kolejna atrakcja dostępna w pięciogwiazdkowym hotelu. Podobnie prywatny taras z widokiem na las może mieć większą wartość niż ogromne lobby czy rozbudowany program animacji.
Branża turystyczna zaczyna dostrzegać tę zmianę. Coraz więcej obiektów podkreśla w swojej komunikacji nie tylko standard wyposażenia, ale także kameralność, położenie z dala od centrum, prywatne strefy wypoczynku, duże odległości między domkami czy możliwość korzystania z określonych przestrzeni na wyłączność.
Duża szansa dla małych obiektów
Trend związany z poszukiwaniem ciszy i kameralności może być szczególnie ważny dla niewielkich przedsiębiorców działających w turystyce. Mały pensjonat czy gospodarstwo agroturystyczne nie są w stanie konkurować z dużym resortem liczbą basenów, restauracji, animatorów czy atrakcji. Mogą jednak zaoferować coś, czego duży obiekt nie zawsze jest w stanie zapewnić – indywidualne podejście, atmosferę, prywatność oraz poczucie przestrzeni.
Właściciele małych obiektów nie powinni więc traktować swojej skali jako słabości. Informacja o niewielkiej liczbie pokoi czy apartamentów może być elementem świadomie budowanej przewagi konkurencyjnej. Zamiast próbować naśladować duże hotele, warto podkreślać to, co wyróżnia małe miejsca: brak kolejek, spokojne śniadania, możliwość rozmowy z gospodarzem, lokalne produkty, kontakt z naturą czy atmosferę, której nie da się odtworzyć w kilkusetpokojowym kompleksie.
Czy naprawdę uciekamy od tłumów?
Trudno mówić o masowym odwrocie od popularnych kurortów. Polacy nadal chętnie wypoczywają nad morzem, w górach i w znanych miejscowościach turystycznych. Coraz wyraźniej widać jednak, że dla części klientów sama popularność miejsca przestaje być zaletą. Czasami jest wręcz argumentem przeciwko jego wyborowi.
Zmienia się bowiem najważniejsze pytanie zadawane przed urlopem. Kiedyś częściej zastanawialiśmy się, co można w danym miejscu zobaczyć i jakie atrakcje oferuje hotel. Dzisiaj równie ważne staje się to, jak będziemy się tam czuli i czy rzeczywiście uda nam się odpocząć.
Właśnie dlatego cisza, natura, prywatność i mniejsze obłożenie mogą w najbliższych latach coraz silniej wpływać na decyzje turystów. Nie oznacza to końca dużych hoteli ani popularnych kurortów. Oznacza natomiast, że na rynku pojawia się coraz więcej miejsca dla obiektów, które zamiast kolejnych atrakcji oferują coś znacznie prostszego – możliwość spokojnego odpoczynku.
Być może właśnie na tym polega nowa definicja luksusowego urlopu. Nie musi on oznaczać najbardziej egzotycznego kierunku ani najdroższego hotelu. Dla coraz większej grupy osób luksusem może być miejsce, w którym nie trzeba stać w kolejce do śniadania, szukać wolnego leżaka ani walczyć o fragment plaży. Miejsce, w którym można mieć trochę przestrzeni tylko dla siebie, wyjść rano na taras, spojrzeć na las lub jezioro i przez kilka godzin nie słyszeć niczego poza naturą.
W świecie, w którym niemal bez przerwy ktoś próbuje zdobyć naszą uwagę, możliwość odcięcia się od nadmiaru bodźców może stać się jedną z najbardziej pożądanych form wypoczynku. I być może dlatego przyszłość części polskiej turystyki będzie należała nie do miejsc, które oferują najwięcej, ale do tych, które najlepiej potrafią zapewnić spokój.


