Czemu mój pies tak ciągnie na spacerze i co możemy zrobić, by tego nie robił!

Dlaczego psy w ogóle ciągną na smyczy? Czy to kwestia temperamentu, rasy, czy może błędów w wychowaniu? Na te i inne pytania odpowiada Zuzanna Rajchert – certyfikowana behawiorystka psów i kotów COAPE oraz dyplomowana groomerka.

 

 

 

 

Ciągnięcie na smyczy jest można powiedzieć przysłowiowym czubkiem góry lodowej. Jest jedynie objawem problemu, z jakim boryka się nasz pies. Jaki to może być problem?

Zuzanna Rajchert: Wspomnę o kilku najczęściej występujących, ale najpierw muszę podkreślić, że ciągną psie emocje. I to właśnie w emocjach poszukujemy przyczyn takiego zachowania.

Pies może ciągnąć, ponieważ wie, że właśnie spaceruje drogą do np. ulubionego parku. Albo na parking, gdzie jest samochód, który zabierze go jak co weekend na wspaniały spacer do za miasto. Czyli ekscytuje się i nie jest w stanie spacerować statecznym krokiem przy swoim człowieku, trochę jak dziecko, które wie, że jedzie do disneylandu, a my oczekujemy, że stanie spokojnie!

Bardzo często pies ciągnie, ponieważ odczuwa silną frustrację. Wyobraźmy sobie, że widzi na horyzoncie innego psa, którego się obawia, ale jest na krótkiej smyczy i nie może sam ustawić się w takiej odległości od niego, jaka byłaby dla niego komfortowa (i bezpieczna). Ponieważ opiekun nie zważa na jego obawy i idzie prosto na spotkanie z tym drugim psem, nasz pupil frustruje się, bo jest przymuszony do spotkania, do konfrontacji, na którą wcale nie ma ochoty. Wie, że spotkania nie uniknie, bo ów obcy pies maszeruje chodnikiem prostą linią w jego stronę – więc zaczyna ciągnąć z napięcia, które odczuwa ale też, żeby “szybciej mieć spotkanie z głowy”. Psy ciągną bardzo często w stronę obiektu (człowieka, psa, samochodu), którego się obawiają w próbie skontrolowania go. “Czy uda mi się go zatrzymać?”, “Jak się zachowa, gdy na niego skoczę, czy się odsunie? itp. My często odczytujemy takie zachowanie jako chęć przywitania się i dziarsko idziemy na spotkanie wszystkich napotkanych na spacerze osób, kiedy najlepiej byśmy zrobili odchodząc na bok, nie zmuszając naszego psa do spotkania, tylko skłaniając do obserwacji z komfortowego dla niego dystansu. Wtedy, gdy napięcie opadnie pies mógłby podejść ale już z innym nastawieniem i emocjami. Takie spotkanie miałoby dużo większe szanse na pozytywny wydźwięk.

Frustrację może budzić choćby za krótka smycz, kiedy naszego psa rozpiera energia i chciałby pobiegać lub po prostu komfortowo eksplorować przestrzeń węsząc czy chcąc wybrać odpowiednie miejsce do załatwienia swoich potrzeb fizjologicznych.

Jeśli pies się boi, to również będzie ciągnął, żeby jak najszybciej znaleźć się w bezpiecznym miejscu. Często psy adoptowane z terenów pozamiejskich, kiedy znajdą się w mieście, ciągną jak opętane, ponieważ nadmiar bodźców je przeraża. Nie znają hałasu i zgiełku ulic, tłumu ludzi na chodnikach, są przestraszone i ciągną przed siebie, chcąc uciec z danego miejsca, ponieważ nie radzą sobie ze strachem.

Pies może ciągnąć dlatego, że tak go nauczyliśmy spacerowania! Kiedy pies nie umie jeszcze chodzić na smyczy i ciągnie, żeby dajmy na to powąchać interesujący go krzaczek, a my nie zwracamy na to początkowo uwagi (“bo to przecież szczeniak”), to po niedługim czasie pies nauczy się, że aby dojść do interesującego go miejsca – wystarczy pociągnąć smyczą, bo tak to do tej pory wyglądało!

Czy ciągnięcie na smyczy to dla psa coś naturalnego, czy jednak oznaka braku odpowiedniego treningu?

Dla psa naturalne jest chodzenie BEZ smyczy. Psy mając swobodę potrafią idealnie unikać wielu nieprzyjemnych sytuacji, obierając jak wspomniałam bezpieczny dla nich dystans od niepokojącego obiektu czy jest niemożliwe, jeśli trzymamy go na krótkiej smyczy. Jeśli ten dystans zmniejsza się poniżej dystansu krytycznego, napięcie wzrasta i pies czuje się w obowiązku przejść do innych strategii jak np. szczekanie, żeby uporać się z trudną sytuacją. Ale uwaga, nie oznacza to, że teraz by zlikwidować “złe” zachowanie psa na spacerze np. agresję – wystarczy puścić go luzem! Jeśli pies nie potrafi minąć neutralnie innego psa czy człowieka, musimy pomóc mu najpierw nauczyć się korzystać z innych strategii niż atak, pracując właśnie na odpowiednim dystansie.

Jakie są najczęstsze błędy, które popełniają opiekunowie psów podczas spacerów?

Jeśli mówimy w kontekście problemów około-smyczowych, to najczęstsze i niestety powszechne błędy to: zbyt krótka smycz zamiast kilkumetrowej, obroże powodujące ból czy dyskomfort jak kolczatki czy dławiki, które wcale nie“wychowują” tylko powodują silnie negatywne skojarzenia z mijanymi obiektami, samym spacerem a nawet opiekunem , prowadząc często do eskalacji napięć i zachowań agresywnych. Źle dobrane szelki, liczne brzęczące breloczki hałasujące przy psiej głowie, smycze flexi, które nieustannie napięte wywołują dyskomfort i zdenerwowanie (zwłaszcza mowa o małych gabarytowo pieskach) – jednym słowem źle dobrany sprzęt do konkretnego psa, może budzić wiele negatywnych emocji. Niezwykle częstym błędem jaki popełniają psi opiekunowie jest nie zwracanie uwagi na komunikaty psa. Zamiast patrzeć na sygnały naszego czworonoga i reagować na nie, opiekunowie spacerują wpatrzeni w telefony…

Jakie sygnały wysyła pies, który ciągnie na smyczy – co może próbować nam zakomunikować?

Patrzymy przez pryzmat emocji i kontekstu sytuacji. Czy ciągnie z ekscytacji, chce gdzieś dojść szybciej, bo tam jest fajnie? A może chce szybko z danego miejsca wyjść, bo jest zbyt tłoczno, głośno, zbyt wiele bodźców? Może ciągnie, bo chce się załatwić ale nie metr od krawężnika, tylko głębiej na trawniku, bo tu nie czuje się bezpiecznie, mijany blisko przez przechodniów? A może nie chce lub właśnie chce spotkać się z danym psem,którego zobaczył? Wszystko musimy rozpatrywać indywidualnie.

Czy rodzaj smyczy lub szelek ma wpływ na to, czy pies ciągnie? Na co warto zwrócić uwagę przy wyborze akcesoriów spacerowych?

Tak jak wspomniałam, narzędzia spacerowe nie powinny powodować dyskomfortu, czy bólu. Czyli nie za ciasne ale też nie za luźne, z których pies może łatwo wyjść.

Dopasowując sprzęt do danego psa uwzględnijmy jego gabaryty i budowę, styl chodzenia psa (wolno maszeruje blisko nas czy biega energicznie, odbiega daleko?), miejsce spacerów (rozległe łąki czy wąskie chodniki miejskie?). Niektóre pieski mają skłonności do zapadania tchawicy (często np. u yorków, pomeranianów) – wtedy bezpieczniejszym rozwiązaniem będą szelki. Szelki najlepiej typu guard, które nie blokują ruchu łopatek, nie uciskają klatki piersiowej (jak popularne łatwo zakładane szelki typu step-in). Są nawet szelki tzw.anty-ucieczkowe przydatne zwłaszcza dla psów silnie lękowych, których sobie nie zdejmą w panice. Są też psy, które boją się szelek, czują się zbyt ograniczone i w ich przypadku konieczna będzie zwykła obroża.

Smycz za krótka (1,5-2 metrowa) prowokuje nawet najgrzeczniejszego psa do ciągnięcia, bo po prostu uniemożliwia mu podstawowe czynności spacerowe, jak eksploracja (węszenie interesujących kątów) czy załatwienie potrzeb fizjologicznych w komfortowy sposób. Podobnie smycz flexi może prowokować niektóre psy do przeciwstawiania się ciągłemu naciskowi i prowokować do ciągnięcia. Kiedy niechcący wypuścimy smycz flexi z ręki, spadnie z hałasem na chodnik i zacznie “gonić” psa, na co większość zareaguje ucieczką – to może być bardzo niebezpieczne. Ja osobiście lubię i polecam swoim klientom smycze typu taśma (tzw. “plaster miodu”, minimum 5 metrów) – dają psu więcej swobody, a są lekkie,  bezpieczne dla skóry rąk i wygodne w czyszczeniu, nie nasiąkają wodą.

W jakim wieku najlepiej rozpocząć naukę chodzenia na luźnej smyczy i czy da się „oduczyć” tego starszego psa?

 Naukę chodzenia na luźnej smyczy możemy zacząć już z małym szczeniaczkiem, który jeszcze nie wychodzi na dwór! Rozkładamy sobie oczywiście ten proces na mniejsze kroki, które ćwiczymy pojedynczo: nauka zakładania szelek – budując pozytywne skojarzenia, ćwicząc bez pośpiechu, nic na siłę, aby malucha nie przestraszyć. Ćwiczymy także chodzenie za opiekunem …bez smyczy! Wzmacniamy pozycję przy nodze – chodzenie jak i siad przy nodze opiekuna – to wszystko uczy podstawowych spacerowych komend. Podpięcie smyczy możemy dodać dopiero po nauczeniu pieska chętnego podążania za człowiekiem.

Możemy zmienić zachowanie również u starszego psa jeśli tylko prawidłowo zaadresujemy przyczyny ciągnięcia przez niego na spacerze, o których wspominałam wcześniej.

Jakie są skuteczne, pozytywne metody treningowe, które pomagają w nauce spokojnego spaceru?

Z pewnością smakołyki nie rozwiążą naszych problemów! Bo też wcale nie o nie chodzi w pozytywnym szkoleniu. Po pierwsze NIE stosujemy kar w postaci krzyków, szarpania, kolczatek czy innych awersyjnych metod i narzędzi (opierających swoje działanie na zadawaniu bólu i zastraszaniu psa – aby nie chciał powtarzać “złego” zachowania).

Pozytywny trening zakłada stosowanie tzw. pozytywnego wzmocnienia (czyli nagrody) za pożądane zachowanie – tak aby pies chciał je powtórzyć. I tutaj jest magia – w doborze właściwej nagrody. I znów powtórzę, nie, nie chodzi o wybór odpowiedniego smakołyku, choć one fajnie wspierają trening, (pod warunkiem, że nasz pies ma motywację na jedzenie). Większość problemów spacerowych typu agresja, ciągnięcie, szczekanie na innych, wynika z lęku. Może to być lęk spowodowany złymi doświadczeniami, nieodpowiednim prowadzeniem na spacerach, nieprawidłową socjalizacją w okresie szczenięctwa, a nawet stanem zdrowia. Tutaj przyda się kontakt z psim behawiorystą, który pomoże zidentyfikować przyczyny. Jeśli pies boi się mijanego czworonoga czy człowieka (roweru, hulajnogi, samochodu itd.) – nawet gdybyśmy mahali mu przed nosem kotletem schabowym, nie obniży to jego lęku! Czy jeśli my się boimy, podanie nam pysznego ciastka rozwiąże problem? Oczywiście, że nie. W dalszym ciągu się boimy… W takiej sytuacji jedyne co nam pomaga, to wyjście z trudnej sytuacji, najlepiej przy wsparciu kogoś, z kim poczujemy się bezpiecznie, prawda? Zatem patrząc analogicznie na nasz psi przykład – musimy zaoferować naszemu psu wyjście z trudnej sytuacji, najlepiej jeszcze zanim jego zdenerwowanie sięgnie zenitu.

Tutaj znów, behawiorysta pomoże ocenić jak dopasować taki trening do konkretnego psa, jaki dystans krytyczny jest właściwy dla niego, jak odczytywać sygnały stresu, mówiące opiekunowi, że powinien już się zatrzymać lub zmienić kierunek. Jakie strategie wyładowania napięcia mu pomogą (np. szarpak podany w odpowiednim momencie – nie jako “odwracacz uwagi” tylko obiekt do zrzucenia nadmiaru emocji. A może rzucenie smakołyku w trawę albo skupienie uwagi na opiekunie i wykonanie prostej komendy). Ważne by te wszystkie dodatkowe wzmacniacze stosować nie w celu odwrócenia uwagi, bo to nigdy nie działa. Możemy wtedy sobie po prostu “spalić” wszystkie te nawet najlepsze smaczki. Ponieważ kiedy pies się boi, jedynym mającym sens wzmocnieniem (nagrodą) będzie ULGA. Ulga od tego strachu. A do tego doprowadzi właśnie zwiększenie dystansu i pokazanie psu, że nie musi wcale wchodzić w konfrontację z tym obcym, który go tak niepokoi. Może zrezygnować z konfrontacji. Kiedy pies to zrozumie, jego ciało zalewa tak przyjemny i pozytywny neurochemiczny koktajl z dopaminą na czele, że z chęcią powtórzy takie zachowanie. Tym bardziej, że nie doprowadziliśmy go wcale do tak silnego zdenerwowania by szczekał i się gorączkował. Robi się nagle przyjemniej, spokojniej i lżej. Na każdej konsultacji widzę zmianę już na pierwszym tak prowadzonym spacerze. Ponieważ to po prostu działa – pies chce się czuć dobrze i bezpiecznie. Powtórzy chętnie zachowanie, w którym czuje się tak, przy wsparciu człowieka, do którego zaczyna mieć zaufanie. A jeśli jeszcze dostanie pyszny smakołyk – czego chcieć więcej!

Czy intensywność i długość spaceru wpływają na to, jak pies się zachowuje na smyczy?

Oczywiście. Musimy prawidłowo je dobierać do potrzeb danego psa. Inny spacer zaoferujemy border collie czy owczarkowi niemieckiemu, a inny mopsikowi. Każdy pies potrzebuje ruchu fizycznego, ale wcale niekoniecznie intensywnego i długotrwałego (chyba, że mamy husky! To inny wymiar psiej aktywności…). Potrzebuje eksploracji, węszenia, obserwacji otoczenia, stymulacji zarówno fizycznej jak i umysłowej. Wyciszenie i nauka odpoczywania jest niezwykle ważnym elementem spacerowania, zwłaszcza jeśli mamy psiaka nadmiernie reaktywnego. Zbyt intensywne spacery z przytłaczającą ilością bodźców będa bardziej szkodliwe dla wrażliwego psa. Nudne i krótkie – również nie przysłużą się zwłaszcza psom typu pracującego.  Często dobrym rozwiązaniem jest wypad za miasto, gdzie pies może się zresetować na łonie przyrody z dala od miejskiego zgiełku. W żadnym wypadku nie polecam wybiegów dla psów, chyba, że jest to dla nas jedyna opcja puszczenia luzem naszego psa (w pojedynkę).

Jak radzić sobie z psem, który ekscytuje się innymi psami lub ludźmi i przez to szarpie smycz?

Stosując metody o których pisałam wcześniej – nauka rezygnacji z konfrontacji z trudnym obiektem, która da poczucie ulgi plus zaraz po tym – rozładowanie emocji chociażby na szarpaku (polecam te z naturalnej wełny, są atrakcyjne dla większości psiaków). Aby to wszystko zagrało potrzebny jest właściwy timing i kolejność tych działań. To nie jest wiedza tajemna i nieosiągalna, ale dobrze by pokazał nam to profesjonalista, by zacząć pracę we właściwy, dający efekty sposób.

Co powinien zrobić opiekun, który sam czuje się sfrustrowany lub bezradny w tej sytuacji? Od czego zacząć zmianę?

Po pierwsze nie może się winić za taką sytuację. Ani tak naprawdę swojego psa. To tak jakby się złościć na dziecko, za to, że boi się pająków i krzyczy, gdy takiego zobaczy. Poszukajmy na spokojnie dobrego profesjonalisty, który pomoże nam przełamać stary schemat – psiego ale i naszego zachowania na spacerach. Pod opieką trenera poczujemy i my ulgę, bo nagle jest ktoś, kto pomoże, kto jest po naszej stronie.

Możemy nagrać telefonem video podczas spaceru i na spokojnie przeanalizować w zwolnionym tempie zachowania naszego psa i sygnały jakie wysyła. Mamy na rynku coraz więcej nawet darmowych materiałów, które mówią o psich sygnałach stresu. Spróbujmy spojrzeć na zachowanie naszego psa jak na komunikat, którego dotąd nie rozumieliśmy. Psy nigdy nie są głupie ani złośliwe. One są po prostu niezrozumiane.

A spacer zaczynać od zatrzymania się na chwilę, wzięcia kilku głębszych oddechów. Nasz spokój pomoże naszemu psu. Zobaczmy czy nie nakręcamy go szykując się do spaceru zagadywaniem “idziemy na spacerek? idziemy na spacerek?”. Zwolnijmy ruchy, usiądźmy, dajmy psu nagrodę kiedy sam też się zatrzyma. I dopiero wtedy wyjdźmy na spacer.

Spróbujmy wybrać czas i miejsce spacerów, gdzie będzie mniejszy ruch pieszych, z dala od ulic czy innych psów. A spacery w tzw. godzinach szczytu niech będą krótsze. Dopasujmy sprzęt, chociażby zmieniając smycz na dłuższą. Jeśli mamy dużego silnego psa, poradźmy się behawiorysty jak stosować dwie smycze prowadząc psa na szelkach i obroży lub na tzw.kantarku – to pomoże utrzymać takiego czworonoga w bezpieczny sposób.

Sprawdźmy też koniecznie zdrowie naszego psa. Często dolegliwości bólowe są przyczyną nadmiernej reaktywności, frustracji – bóle kończyn, szyi, kręgosłupa, ale też problemy z tarczycą czy np. refluks!

Wierzę, że w każdym przypadku można pomóc zarówno psu jak i opiekunowi. Nie ma przypadków beznadziejnych, są tylko przypadki niezrozumiałe – ale do czasu, bo od tego są profesjonalni behawioryści, by pomóc zrozumieć danego czworonoga. By dopasować plan pracy uwzględniając potrzeby psiaka ale też opiekuna! Bo pomagamy zespołowi: psu i jego człowiekowi. Podstawą zmiany będzie poczucie, że owa zmiana jest  możliwa, że nie jesteśmy sami! Sama miałam w młodości psa, który ważył tyle co ja i rzucał się na wszystkie napotkane psy. Spacery z nim były dla mnie przeogromnym stresem.  Ale w końcu udało nam się trafić na właściwego trenera, który skierował nas na pozytywne tory i spacery nagle zaczęły być przyjemne i fascynujące. Bo poznawanie naszego psa może być fascynującą przygodą, a nauka komunikowania się z nim w zrozumiały dla obu stron sposób – wspaniałym doświadczeniem. Tego nam wszystkim życzę!

Zuzanna Rajchert

Jestem certyfikowanym behawiorystą psów i kotów COAPE oraz dyplomowanym groomerem. Należę do Stowarzyszenia Behawiorystów i Trenerów COAPE – CAPTB oraz Krajowego Instytutu Hodowli Zwierząt Towarzyszących. Na co dzień pracuję z opiekunami i ich psami, pomagając im lepiej się rozumieć, wspólnie radzić sobie z wyzwaniami w codziennym życiu oraz budować relację opartą na zaufaniu, spokoju i wzajemnym szacunku.

Moją misją jest wspieranie opiekunów w dostrzeganiu świata z perspektywy zwierzęcia, tak by mogli tworzyć środowisko sprzyjające dobrostanowi zarówno psa, jak i całej rodziny. Wierzę, że zmiana zaczyna się od zrozumienia – dlatego w mojej pracy stawiam na empatię, edukację i indywidualne podejście do każdego duetu człowiek–pies.

 

Nikt jeszcze nie skomentował

Pozostaw odpowiedź

Twój adres email nie zostanie opublikowany.

I.D. MEDIA AGENCJA WYDAWNICZO-PROMOCYJNA

info@idmedia.pl
tel. +48 609 225 829


redakcja@ikmag.pl

 

Magazyn kobiet spełnionych,

Śledź na: