Arshenic: Teraz czas na Polskę!

Charyzmatyczna, ekspresyjna wokalistka, która potrafi też porządnie krzyknąć na scenie. Walczy o prawa zwierząt i bez kompleksów podbija światowe rynki muzyczne. Teraz czas na Polskę! Poznajcie niebieskowłosą Ofilię, liderkę rockowego zespołu Arshenic.

 

 

Jak zaczęła się Twoja muzyczna droga? Kiedy tak naprawdę zdecydowałaś się zająć muzyką na poważnie?

Tak naprawdę nigdy tego nie planowałam. To gdzie teraz jestem i co robię jest, powiedzmy, wynikiem konsekwencji w działaniach. Jestem jedną z tych osób, które śpiewały od urodzenia. Kiedy miałam 7 lat trafiłam do szkolnego zespołu a pierwsze indywidualne lekcje śpiewu zaczęłam pobierać mając 11 lat. Jako nastolatka jeździłam na warsztaty do Elżbiety Zapendowskiej i innych znanych nauczycieli śpiewu. Od 14 roku życia zaczęłam brać udział w konkursach i festiwalach wokalnych, z których zrezygnowałam dopiero gdy miałam 19 lat. Wciąż jednak szukałam nauczycieli i trenerów, przy których mogłabym się rozwijać.

fot. Ada Nikelewska

W tym czasie zdarzało mi się pomagać kolegom z innych zespołów rozwinąć się wokalnie. Kiedy kończyłam studia o kierunku dziennikarstwo, pracowałam w swoim wyuczonym zawodzie, jednak kwestia posiadania szefa, czy chodzenia do pracy na godzinę 8, gryzły się z moją krnąbrną naturą. Zaczęłam więc dorabiać jako trener wokalny. Aby moi podopieczni nie zapominali podstaw, wrzuciłam kilka filmików na youtube i chętnych na zajęcia pojawiło się tyle, że otworzyłam swoją szkołę śpiewu.

Czy od początku postawiłaś na muzykę rockową? Czy poszukiwałaś swojej muzycznej drogi?

Kiedy uczyłam się śpiewać, byłam prowadzona tak zwaną „starą szkołą”. Musiałam opracowywać utwory wybierane przez nauczycieli, czy tematyczne pod konkursy. Śpiewałam głównie standardy. Od zawsze jednak ciężkie granie było tym, co mnie porusza. Podczas jednych warsztatów wokalnych pracowaliśmy z muzykami. Miałam wtedy 17 lat i zostałam wypuszczona „samopas”, dzięki czemu mogłam sama wybrać utwór, który zaprezentuję podczas konkursu kończącego warsztaty. Wybrałam więc kawałek rockowy. Występując razem z nimi poczułam coś zupełnie nowego. Ta energia, która wytwarza się pomiędzy muzykami, kiedy gra się rocka, jest nie do porównania z żadnym innym uczuciem. To właśnie ona sprawia, że ludzie chcą przychodzić na koncerty rockowe czy metalowe. Wtedy wiedziałam, że nie wyobrażam sobie robienia muzyki bez bębnów, basu i gitary elektrycznej.

Jesteś szefową, liderką dla swoich muzyków. Czy masz jakiś patent na dowodzenie?

Nie ma jednego patentu, tak jak nie ma jednego patentu na każdego faceta. Podstawą jest wzajemny szacunek i egzekwowanie ustalonych zasad. W obecnym składzie znamy się już ponad 10 lat. Bartek, perkusista, jest moim mężem, a Włodek, gitarzysta ,to mój najlepszy przyjaciel. To już taki rodzaj relacji, w którym czytamy sobie w myślach. Niedawno dołączył do nas nowy basista, Michał. Nie będzie mu łatwo „wsiąknąć” w nas, ale mam nadzieję, że szybko się zgramy.

Na scenie zmieniasz swój image na bardzo odważny, demoniczny. Kim się inspirujesz? Gdzie zdobywasz swoje kreacje?

W muzyce równie ważne jest to kim się jest, a nie tylko co się tworzy, to się musi przenikać. Mój image nie jest specjalnie wymyślony czy zaprojektowany. Od zawsze ubierałam się głównie na czarno. Na scenie noszę rzeczy firm, w które ubieram się na co dzień. Zamawiam je głównie w internecie. Mam niebiesko zielone włosy i kolczyki w ustach, których nie ukrywam, kilka lat temu przestałam nawet zauważać, że ludzie czasem się na mnie gapią, gdy wychodzę na zakupy.

Twój zespół z powodzeniem zdobywa fanów w USA. Współpracujecie z amerykańską wytwórnią. Zazwyczaj polscy artyści traktują rynek zagraniczny jak kolejny etap w karierze, a u Was jest inaczej.

Kiedy zaczynaliśmy jako zespół studencki, mieliśmy nadzieję, że uda nam się osiągnąć karierę w Polsce. Naszą pierwszą płytę nagraliśmy w 2009 roku w całości w języku Polskim, jednak nawet udział w programie Must Be The Music nie pomógł nam znaleźć oficjalnego wydawcy. Nie mieliśmy wtedy pojęcia o marketingu muzycznym, własnym wydawnictwie, nie mieliśmy pieniędzy do zainwestowania w ten zespół, więc ostatecznie zawiesiliśmy jego działanie w 2012 roku. W tym czasie zaczęłam się interesować branżą bardziej od strony globalnej. Jako muzycy skupiliśmy się na technice grania i tworzenia. W 2015 roku wydaliśmy cyfrowo EPkę, która była bardzo dobrze odebrana wśród publiczności i dziennikarzy muzycznych, ale dalej nie mieliśmy specjalnych perspektyw rozwoju. Jeśli ograniczyć się tylko do publiczności w Polsce, to ten rynek jest bardzo mały i naprawdę ciężko byłoby się rozwijać w stopniu o jakim myśleliśmy. Kolejne dwa single nagraliśmy więc w języku angielskim. Był to „Monster”, do którego teledysk nagraliśmy w schronisku dla bezdomnych zwierząt, kontynuując nasze prozwierzęce działania (od 2011 roku organizujemy imprezę Pucha dla Sierściucha, na który to koncert biletem wstępu jest puszka karmy dla psa lub kota z wybranego schroniska), oraz „Unspoken” z teledyskiem w stylistyce horroru klasy B ;). Wraz z tymi singlami zaczęliśmy skupiać się na naszym profilu na Instagramie. „Unspoken” tak bardzo spodobał się zagranicznej publiczności, że zaczęły do nas pisać radia między innymi z Meksyku, Brazylii, Hiszpanii, Argentyny i Stanów z prośbą o zgodę na puszczanie naszego utworu. Byliśmy już wtedy w trakcie tworzenia płyty Final Collision i wiedzieliśmy już, że będziemy chcieli ją wydać za granicą. Idąc za ciosem wybraliśmy wytwórnię, która swój oddział ma właśnie tam. Płyta Final Collision została wydana w sierpniu zeszłego roku i jest oceniana przez recenzentów na średnio 8.5/10, a Arshenic jest często wymieniany wśród najlepszych europejskich niezależnych zespołów metalowych.

fot. Lens blog photography

Czy w muzyce rockowej kobietom jest trudniej odnieść sukces niż mężczyznom?

To dosyć trudna kwestia i przyznam, że bycie kobietą w świecie rockowym niczego nie ułatwia. Nasza płeć jest postrzegana jako słabsza, mamy więc dużo więcej do udowodnienia, a mnie wkurza, kiedy ktoś tego ode mnie oczekuje. Zdarza się, że męscy słuchacze patrzą na mnie z góry, ale to spojrzenie szybko im się zmienia, kiedy usłyszą jak screamuję. Widocznie czasem trzeba krzyknąć ;).

Jesteś trenerką wokalną specjalizującą się w tzw. technikach ekstremalnych. Kim są twoi uczniowie? Czy to wyłącznie wokaliści?

Kiedy parę lat temu zaczęłam dołączać do wokalu screamy, wzięłam udział w szkoleniu dla wokalistów i nauczycieli śpiewu, które prowadziła Melissa Cross – twórczyni konceptu Zen of Scream i pierwsza nauczycielka technik ekstremalnych, ucząca największe gwiazdy międzynarodowej sceny metalowej. Od tego czasu oprócz emisji głosu do śpiewu rozrywkowego, uczę także technik ekstremalnych. Moi uczniowie to osoby dorosłe, zarówno początkujący, jak i średnio zaawansowani wokaliści, którzy śpiewają już w zespołach. W zależności od ich poziomu i potrzeb uczę ich śpiewu, zachowań scenicznych, uczę podstaw kompozycji i pisania tekstów, organizuję koncerty. Pomagam także przy produkcji wokalu, prowadząc sesje w studio nagraniowym, współpracuję z producentami muzycznymi, przy tworzeniu utworów na zlecenie moich uczniów, zdarza mi się także pisać teksty na zamówienie. Pomagam więc moim uczniom kompleksowo, zarówno tym tworzącym metal jak i pop.

Jak bardzo obecna sytuacja pandemii odbija się na Twojej pracy jako muzyk, wokalistka. Jakie masz sposoby na przetrwanie tego trudnego czasu?

To fatalne czasy dla wszystkich osób zajmujących się kulturą. Jesteśmy odcięci od pracy w formie do jakiej się przyzwyczailiśmy. Źle znoszę wszelkie zakazy i ograniczenia, zatem po tygodniu siedzenia w domu postanowiłam, że wypuścimy nowy singiel. Mieliśmy już ofertę DI Records, zatem uznałam, że wydanie go będzie dobrym sposobem na sprawdzenie nowej wytwórni. Już wcześniej utwór ten chodził mi po głowie, przypominając się od czasu do czasu. Zaczęłam go ostatnio nucić coraz częściej i myśleć, jak by brzmiał, gdyby był napisany przez nas. Stworzyłam wstępny aranż, który pokazałam chłopcom. „My girl, tell me, where did you sleep last night”? Tekst skojarzył mi się z obecną sytuacją na świecie, patrzeniem na siebie nawzajem z ogólną podejrzliwością – czy ta osoba jest zarażona? Od razu miałam w głowie pomysł na klip. Nagrywaliśmy ten utwór w studio, kiedy ogłoszony został stan epidemiologiczny w Polsce. Klip nagrywaliśmy trzy dni później, udało nam się to zrobić, zanim zabroniono wychodzenia z domu.

O czym marzysz?

O tym, żeby ludzie przestali zabijać zwierzęta na futro. Rzeczy zależne ode mnie zostawiam nie w strefie marzeń, tylko na liście rzeczy do zrobienia :).

http://arshenic.com
www.instagram.com/arshenic_official
www.facebook.com/Arshenic
www.youtube.com/arshenic

Nikt jeszcze nie skomentował

Pozostaw odpowiedź

Twój adres email nie zostanie opublikowany.

I.D. MEDIA AGENCJA WYDAWNICZO-PROMOCYJNA

info@idmedia.pl
tel. +48 609 225 829


redakcja@ikmag.pl

 

Magazyn kobiet spełnionych,

Śledź na: