Ania Sama: Jako artystkę interesuje mnie poruszanie ludzi i zmuszanie ich niejako do refleksji

Wokalistka i autorka tekstów Ania Sama zadebiutowała płytą „Śnienie” latem ubiegłego roku. Album przynosił kompozycje delikatne, acz śmiałe, naznaczone brzmieniami z pogranicza alternatywnego popu. Teraz artystka przygotowuje się do dalszych działań, a ich zwiastunem jest kompozycja „Opowieści” – bardzo osobista i nagrana z udziałem gitarzysty Jarka Jurkiewicza. Szczegóły przekazała nam w poniższej rozmowie.

 

 

MM:  Jak się pisze piosenki w przejściu zatłoczonego pociągu?

AS: Szybko! Pociąg to dla mnie bardzo dobre miejsce do pisania, ma w sobie jakąś magię przenoszenia się w przestrzeni, zarówno tej fizycznej jak i emocjonalnej. Można się zadumać i wyłapać to, co najlepsze i przelać to na papier. Czasem może nie jest zbyt wygodnie i zapachy bywają różne, ale w szale twórczym nic nie może mnie powstrzymać! (śmiech)

MM: A potrafisz się wtedy wyłączyć z tłumu, który wypełnia tę zamkniętą ruchomą przestrzeń?

AS: Przy dobrych wiatrach jestem w stanie zrobić to w pełni. Wystarczy miejsce przy oknie, czy jakaś niewielka przestrzeń, gdzie mogę obserwować mijający mnie wtedy świat. W taki właśnie sposób napisałam swoją pierwszą piosenkę „Krok po kroczku”. Byłam wtedy w kiepskim momencie życia, zmęczona intensywnością relacji i ich końcem w tamtym czasie. Jechałam pociągiem do domu i wtedy właśnie przyszła do mnie melodia i tekst refrenu do tej piosenki. Chciałam sobie dać trochę przestrzeni – jakieś zapewnienie, że wszystko będzie dobrze, tylko właśnie krok po kroczku… Jeśli jednak mam się wyłączać, to najlepiej wychodzi mi to, kiedy jestem sama ze sobą w pokoju. Wtedy zbieram myśli i emocje. Mogę je wtedy spokojnie przetrawić.

MM: Skoro sama piszesz teksty i wymyślasz melodie, to czemu na płycie wsparli Cię inni twórcy muzyki?

AS: Niestety nie jestem wszechstronna, a nawet gdybym była, to dobrze jest odbić się od kogoś, przepuścić swoje dzieło przez czyjąś wrażliwość. To zawsze mocno ubogaca sztukę – to całe zderzenie podejść i gustów. Cały czas też uczę się pisać piosenki, więc wiele bym sobie odebrała nauki i zabawy gdybym chciała wszystko zrobić sama. Mój pseudonim nie mówi, że jestem ‘zosią samosią’, choć mogłoby się tak na pierwszy rzut oka wydawać. Ja po prostu lubię szukać w sobie, ale żeby tam cokolwiek się pojawiło, potrzebni są do tego inni ludzie, z których chłonę emocje i doświadczenia.

MM: W „Kremowym papierze” recytujesz tekst. Ten utwór to swoiste wprowadzenie do Twojego świata?

AS: Tak, to moje powitanie albo bardziej przedstawienie siebie jako artystki. Do tej pory byłam zwykłą Anią, która jest czyjąś córką i siostrą, przyjaciółką, czy pracownicą danej firmy. A w momencie wydania płyty stałam się artystką z własnym dziełem. Mam na ścianie w moim pokoju taki napis: „Stworzyć dzieło, pokazać potencjał, dzielić się emocjami, pięknem… Dawać radość, melancholię, przynosić ulgę muzyką”. To wszystko znajduje się w „Kremowym papierze”, który jest pewnym moim dekalogiem. Stawiam tam granice, wymawiam głośno pragnienia, opowiadam o smutkach i lękach, ale i o namiętności do słów. To mój wielki całus w świat muzyki, w który właśnie krążkiem „Śnienie” weszłam. Powiem więcej, chcę tu zostać do końca moich dni i cały czas pracuję nad tym, by te kolejne dzieła się ukazywały.

MM: „Pestka” wydaje mi się w jakiejś mierze erotykiem.

AS: No cóż, pełno w niej subtelności i delikatności! Nie pisałam jej z intencją bycia utworem erotycznym, ale każdy może ją interpretować na swój sposób. Przede wszystkim chciałam przekazać nią to, że czasem można być bezbronnym i nie jest to coś złego. To jeden z naszych stanów, który trzeba pielęgnować. Wtedy więcej wiemy o sobie. Emocje, które się wtedy pojawiają, pokazują nam nasze czułe miejsca, ‘miękki brzuszek’. Każdy go ma, ale nie każdy umie to przyznać, zaakceptować. Jako artystkę interesuje mnie poruszanie ludzi i zmuszanie ich niejako do refleksji. I mam wrażenie, że ta piosenka jest w stanie poruszyć jakąś wewnętrzną strunę, co mnie niezmiernie satysfakcjonuje!

MM: Tylko ten utwór doczekał się ‘reworku’?

AS: Nie, to nie jedyny utwór z płyty, do którego dostępna jest inna wersja. Pod koniec zeszłego roku ukazał się również remix piosenki „Kołyszą”, która oryginalnie jest raczej ciemną, bardzo klimatyczną nutą, w sam raz na jazdę autem nocą. Razem z Bartkiem Brzezińskim, który jest producentem z Luksemburga (i reworkował również „Pestkę”) przystąpiliśmy do pracy nad letnią wersją „Kołyszą” właśnie, przy czym moja rola polegała głównie na określeniu klimatu, jaki ten remix miał mieć. Powstała zupełnie nowa odsłona mojej twórczości, bardzo imprezowa, co również podkreśla klip do tego remixu. To była fajna zabawa, usłyszeć siebie w wersji klubowo-letniej.

MM: A czy “Kędziorki” nie powinny mieć podtytułu “To tu”?

AS: Dobre pytanie! Z „Kędziorkami” wiąże się historia z jeszcze innym tytułem, który był jego pierwszym tytułem, czyli „Opuszkiem”, ale przy kolejnych wersjach demo Mateusz Frankowski z Hyper Son, który produkował ten utwór wpisał „Kędziorki” i tak zostało. Swoją drogą – sądzę, że bardzo fajnie to słowo wpisuje się w klimat tej piosenki, który jest w pewnym sensie słowiański. Na późną wiosnę planuje opublikowanie do niej klipu i tam już mocno poszliśmy z ekipą nagraniową w słowiańskość, ale co tam będzie to na razie tajemnica!

MM: „Opowieści”, które napisałaś razem z Jarkiem Jurkiewiczem to jakaś dodatkowa ścieżka na Twojej artystycznej drodze, czy zupełnie nowe otwarcie?

AS: „Opowieści” są przede wszystkim moim prezentem świątecznym dla moich słuchaczy. Z Jarkiem współpracuję już jakiś czas. Dobrze się muzycznie rozumiemy i mieliśmy okazję nagrać „Opowieści” na inne wydawnictwo, na które zostaliśmy zaproszeni. To zupełnie inny klimat niż to, co dotąd prezentowałam, ale to tylko potwierdza fakt, że nadal szukam brzmień, w których mi najlepiej. „Śnienie” było elektroniczno-akustyczne, pełne pogłosów, synthów. „Opowieści” to zupełnie akustyczne brzmienie, trochę niedoskonałe, niewypolerowane do granic, co też dodaje mu uroku. Mam już pomysł i piosenki na następny krążek. Jedyna rzecz, która została do zrobienia to właśnie aranżacje. Część z nich już mniej więcej mam, ale pozostaje zastanowić się, gdzie jeszcze będę szukać. Na pewno razem z „Opowieściami” otworzyłam sobie drogę do powrotu do korzeni, czyli zdejmowania elektroniki i wielkiej produkcji. Chciałabym tych akustycznych brzmień w nowych rzeczach mieć więcej, więc w pewnym sensie można powiedzieć, że jest to nowe otwarcie, ale nadal to jeszcze nie stacja docelowa.

MM: Tę nową płytę stworzysz tylko z Jarkiem?

AS: Na ten moment mamy sporo piosenek, gdzie Jarek partycypował w muzyce, ale nie jestem w stanie powiedzieć, czy zabierzemy się razem za produkcję płyty. To byłoby jednak spore przedsięwzięcie. Aktualnie w planach jest stworzenie kilku nagrań demo, które posłużą jako wizytówka dla mojego nowego krążka i szukanie dla niego wydawcy. Mam daleko idące plany, do których realizacji potrzebne jest wejście we współpracę z kimś o wiele większym niż ja, by zeskalować projekt. Jestem pewna swoich piosenek, teraz jedynie muszę przekonać do swojej wizji kogoś większego. Co nie znaczy, że w najbliższej przyszłości nic nie będzie można ode mnie usłyszeć. Zamierzam dzielić się z fanami nową muzyką w 2022 roku.

MM: A planujesz koncertować?

AS: Tak! Chyba to mnie najbardziej cieszy, jeśli chodzi o plany na rok 2022! Nie ma nic lepszego niż kontakt z publicznością i dzielenie się muzyką! Na razie mam w planach 5 koncertów w lutym i marcu, ale planuję następne daty, wszystkie informacje można dostać na mojej stronie internetowej www.aniasama.pl. Tam też prowadzę newsletter do fanów, dlatego zachęcam do zapisania się.

Rozmawiał: Maciej Majewski

Nikt jeszcze nie skomentował

Pozostaw odpowiedź

Twój adres email nie zostanie opublikowany.

I.D. MEDIA AGENCJA WYDAWNICZO-PROMOCYJNA

info@idmedia.pl
tel. +48 609 225 829


redakcja@ikmag.pl

 

Magazyn kobiet spełnionych,

Śledź na: