Seks jak pizza – wszystko na zamówienie

Przeglądamy menu, wybieramy to, co najbardziej nam smakuje i na co mamy ochotę, a następnie wybieramy „lokal” znajdujący się najbliżej nas i sprawdzamy, czy dostawa jest dostępna. Czyli Tinder – aplikacja, którą pokochali miliony…

 

Szybka przekąska

Gosia, 28 lat. Od dwóch lat jest sama i ta samotność jej doskwiera, odkąd rzucił ją chłopak, z którym była pięć lat. Chodziła po warszawskich klubach, imprezach do znajomych, ale nikogo jej nie udało się znaleźć. Wzbraniała się, że nie szuka miłości na Tinderze, ale za każdym razem, gdy spotyka się z kimś z aplikacji, analizuje i zastanawia się nad mężczyzną, jak nad potencjalnym partnerem.

– Ostatecznie znalazłam chłopaka, ale dzięki znajomym, nie dzięki aplikacji. Na Tinderze chcieli jedynie, hm, no seksu bez zobowiązań – mówi. – Umawiałam się z różnymi, ale żaden nie chciał poważnego związku. Nawet rozmowy z tymi mężczyznami były takie, hm, no płytkie. Niczego „w tym wszystkim” nie było. Jak jakiś fast food, bo przychodziło wszystko szybko, a pozostawał jedynie niesmak. Nic bardziej wartościowego.

Magda ma 29 lat i jest dziewicą. Mieszka i pochodzi z Warszawy, ale jak do tej pory nigdy nie mogła znaleźć kogoś, z kim chciałaby związać się na stałe.

– To taka ostatnia szansa, bo za rok skończę 30 lat i czuję, że moja szansa będzie malała na znalezienie kogoś na taki poważny, normalny związek, a skoro do tej pory na żywo nie spotkałam nikogo takiego, z kim mogłabym być, to dlaczego nie dać czemuś takiemu temu szansy? Przecież to jest takie miejsce, w którym jawnie szuka się kogoś do takich relacji damsko-męskich. Tu nie ma miejsca na udawanie, gierki, że chodzi o coś innego. Już się naczekałam, obserwując innych mężczyzn, który byłby odpowiedni, ale teraz tego czasu mam mniej na wybrzydzanie.

Kinga traktuje Tinder jako możliwość do umawiania się z innymi dziewczynami. Jeden z powodów, dla których sięgnęła po Tindera, było rozstanie z ówczesną dziewczyną i chęć zapomnienia o niej. Najlepszym sposobem szybkim i bezbolesnym był tutaj właśnie Tinder. Kinga, która już zdążyła „zaprzyjaźnić” i zapoznać się z Tinderem oraz osobami, z którymi się spotykała dzięki niemu, opowiada:

– Jest wiele powodów, dla których ludzie to robią… Każdy jest indywidualny, ale dla wielu osób Tinder to też sposób na znalezienie partnera, partnerki.

– No dobrze, ale dlaczego akurat ta aplikacja? – dopytuję.

Każda z dziewcząt przyznaje to samo: jest to prosty sposób, aby kogoś poznać. Na Tinderze wystarczy szybko przejrzeć osoby, które są w twojej okolicy, żeby „zaczepić je” w celu umówienia się.

Gosia i Kinga płakały po swoich partnerach długo. Przyznawały, że gdyby miały kogoś, łatwiej byłoby im o nich zapomnieć. Gosia chodziła po klubach, eventach, warszawskich pawilonach. Po Warszawie – największym skupisku ludności w Polsce. A mimo to w realnym świecie paradoksalnie nie udało jej się nikogo spotkać. Odkrycie Tindera było dla każdej z dziewcząt jak zdjęcie z siebie peleryny-niewidki: nagle ci, którzy także szukali partnerów, zmaterializowali się. Ale niekoniecznie partnerów na stałe, bo Tinder to głównie skupisko mężczyzn, którzy szukają słabszej zdobyczy, żeby głównie na szybko coś zjeść.

Opowiadam tylko o trzech dziewczynach, choć wszystkie opowiadały zgodnie to samo: szukały, szukały miłości na Tinderze, a odnajdywały tylko seks.

 

Nie ma miłości w technologii

– Za każdym okazywało się, że ci mężczyźni, z którymi spotykałam się, kogoś już mieli. Nawet stałe partnerki, żony, narzeczone. Albo wychodziło to z czasem i to przez przypadek dowiadywałam się. Albo od razu przyznawali się, że oczekują ode mnie tylko seksu i byli bardzo zdziwieni, jeśli chciałam czegoś więcej – opowiada Gosia.

– Możesz zamówić z Tindera seks jak pizzę, ale chyba te dziewczyny nie spodziewały się, że zamówią miłość przez aplikację?! – dziwi się Marcin.

Marcin, 35 lat, użytkownik Tindera, mówi wprost, po co mu jest ta aplikacja: jemu zależy na niezobowiązującym seksie. Nie szuka miłości w sieci, twierdząc, że jest to „opcja dla desperatek”.

– Miałbym chodzić po kilkudziesięciu miejscach po Warszawie i nawiązywać kontakty z jedną, potem trzydziestą, tracić energię i czas i pieniądze, żeby na końcu okazało się, że nic z tego? Tu (na Tinderze) klikam i już. Mam zamówienie, jakie mi się podoba. Tu wszystko możesz sobie zamówić i wybrać.

Mówi, że nie szuka z kolegami na Tinderze miłości ani stałej partnerki. To dla niego raczej bar szybkiej obsługi, gdy ma ochotę zjeść fast food na mieście. Tu od razu widzi imię i nazwisko użytkowniczki, więc łatwo mu ją wyszukać na Facebooku i sprawdzić, czy ma wspólnych znajomych z nią i… ze swoją narzeczoną.

Na Tinderze można znaleźć swojego szefa – poważnego, dorosłego dyrektora z korporacji – który ma żonę i dwójkę dzieci lub swojego byłego partnera, który zarejestrował się na aplikacji krótko po rozstaniu. Niektóre osoby są zarejestrowane na Tinderze nawet, gdy są w związkach, choć – jak się zarzekają – nie korzystają w momencie, gdy z kimś są, jednak nie chcą wylogowywać się „na wszelki wypadek”. Wszyscy przyznają, że Tinder jest ukierunkowany, aby dążyć do kontaktu seksualnego.

Kinga wymienia dalsze zalety tej aplikacji:

– Brak czasu na zobowiązania. Możliwość próbowania z innymi osobami i jednocześnie przy tym brak ograniczeń. Sposób na złamane serce, czyli seks bez zobowiązań. Inni też dlatego interesują się Tinderem ze względu na strach przed zobowiązaniem. Albo po prostu z czystej przyjemności, jaką przynosi seks. I uzależnienie od seksu, bo masz go, kiedy chcesz. Wystarczy sięgnąć. I ucieczka od rzeczywistości, bo dajesz sobie sama złudzenie, że relacje międzyludzkie są takie proste.

Technologia dała nam łatwy dostęp do zdrad

Marcin opowiada, że jego narzeczona nie ma tak dużej ochoty na seks jak on, a on nie chce czekać, aż ją najdzie na to ochota.

– Dlaczego mam czekać? Jak jedna osoba nie może, to masz inną do wyboru. Kiedyś żyliśmy na wsiach, teraz przyszedł czas globalnej wioski, na wsiach ludzie uprawiali seks na sianie, we wsi było dwadzieścia osób, a teraz masz dostęp do 200 tys. ludzi; do każdego. Jeden klik i wybierasz sobie, kogo chcesz. Ludzie nadal chcą uprawiać ten seks na sianie. Tylko zamiast iść dniami do drugiej wsi, patrzę w Internecie, co jest do wyboru, ślę SMS, wchodzę na inne portale i aplikacje. Szybko, łatwo i przyjemnie. To technologia dała nam łatwy dostęp do zdrad.

 

Wysłuchała: Marta Płusa

1 komentarz
  1. Artykuł pokazuje całe szczęści tylko jedną stronę portali randkowych. Tą patologiczną. Nie jest przecież tak, że kobiety szukają tylko męża a mężczyźni tylko seksu. Bywa zgoła na odwrót. Sztuką jest by spotkali się ze sobą ci co mają wspólne priorytety. Kiedyś przed tinderem, aby nabrać doświadczenia w odsiewaniu ziarna od plew trzeba było mnóstwa czasu, wielu randek. To także łatwa okazja do spotkania ludzi, których byśmy nie mieli szans spotkać w realu. A nawet okazja do poćwiczenia konwersacji w obcym języku 🙂 Tinder jest tylko narzędziem. Jak go wykorzystamy zależy tylko od nas. Ci co chcą zdradzać znajdą okazję i bez tindera. Widzę za to inne zagrożenie w takich portalach. Korzysta z nich cała masa ludzi, którzy poza podniesieniem swojego ego nie liczą na nic więcej: nie szukają kochanków, nie szukają przyjaźni, nie szukają męża czy żony. Chcą tylko udowodnić sobie swoją atrakcyjność i robią to kosztem spotkanych w sieci osób.

Pozostaw odpowiedź

Twój adres email nie zostanie opublikowany.

I.D. MEDIA AGENCJA WYDAWNICZO-PROMOCYJNA

info@idmedia.pl
tel. +48 609 225 829


redakcja@ikmag.pl

 

Magazyn kobiet spełnionych,

Śledź na: