Imperium Kobiet - Logo
Magazyn Kobiet Spełnionych
Kobiety niezapomniane

Elżbieta Czyżewska

Niezastąpiona...

Jedna z gwiazd w konstelacji została nazwana jej imieniem, miała też swoją gwiazdę w Międzyzdrojach. Filmy z jej udziałem ogląda się dziś z zachwytem, a jej umiejętności są i będą naśladowane przez wielu adeptów sztuki aktorskiej. Dlaczego? Bo Elżbieta Czyżewska była wielką gwiazdą...
Elżbieta Czyżewska
Tajemnice z dzieciństwa

No właśnie, była... Oglądając dziś filmy z jej kreacjami, takie jak Żona dla Australijczyka czy Rysopis, trudno nie oprzeć się uczuciu smutku, że jej talent już nie uświetni żadnej fabuły. Wielu znajomych aktorki (przypomnijmy, odeszła w 2010 roku) twierdzi jednak, że powinniśmy cieszyć się, iż Elżbieta Czyżewska w ogóle dała się poznać jako aktorka.

Przyszła gwiazda złożyła papiery do Państwowej Wyższej Szkoły Teatralnej w Warszawie przez... przypadek. W liceum chodziła na zajęcia recytatorskie, gdzie uczęszczała spora grupa młodych ludzi, którzy zdecydowali się zdawać na wymarzony wydział. Namówili na egzamin Elżbietę. Oni przepadli, Czyżewska została przyjęta. - Wiedziałam, że znalazłam się tam, gdzie powinnam być. Jakbym narodziła się po raz drugi - wspominała swój wybór po latach.

Niewiele jednak brakowało, by jej droga życiowa wyglądała zupełnie inaczej. Czyżewska nie pochodziła z rodziny z tradycjami artystycznymi, jej matka z zawodu była krawcową, ojciec zginął w czasie wojny. Mieszkała z matką i siostrą Krystyną w Warszawie, w domu przy Tamce, gdzie panowały fatalne warunki bytowe. Bieda była też powodem, dla którego matka oddała ją na rok do domu dziecka, potem mała Ela uczęszczała do szkoły prowadzonej przez zakonnice.

O swoim dzieciństwie nigdy nie rozmawiała, nawet z najbliższymi przyjaciółmi. Wielu znajomych aktorki było w szoku, gdy w 2007 roku zmarła jej siostra, Krystyna, co miało ogromny wpływ na psychikę gwiazdy... Niewielu wiedziało, że w ogóle miała siostrę.

"Włosy typu siano" i "obłędny biust"

Janusz Głowacki, wielki przyjaciel Czyżewskiej, tak wspomina gwiazdę, którą poznał na pierwszym roku studiów: - Była taka skromna, cicha, trochę zagubiona. Mnie po roku wyrzucono ze studiów za cynizm i brak talentu, a jej z miesiąca na miesiąc szło coraz lepiej, wykładowcy się nią zachwycali.

Beata Tyszkiewicz, która mieszkała przez rok z Czyżewską w jednym akademiku, zapamiętała Elżbietę z zupełnie innej strony: - Ela miała najpiękniejsze nogi, jakie w życiu widziałam, wliczając Marlenę Dietrich i różne inne sławy. Żywiłyśmy się galaretkami owocowymi, żeby nie jeść ciężkich obiadów. Zresztą Elżbieta całe życie jadła tyle co nic, skubnęła coś tam na bankietach, tylko piła czarną kawę i paliła papierosy.

Jej wielka przyjaciółka, Agnieszka Osiecka, również miała wiele wspomnień związanych z Elżbietą Czyżewską: - Kiedy w 1958 roku Ela pojawiła się w STS-ie, wszyscy się w niej zakochaliśmy, bo była zjawiskiem niezwykłym. Duża, pyzata buzia, włosy typu siano, odrobina piegów, uroda raczej proletariacka. Obłędny biust, który doprowadzał chłopców do szaleństwa, arystokratyczne dłonie i szalenie zgrabne nogi. Jej uśmiech - najcudowniejszy, jaki widziałam w życiu. Czarujący, pełen radości i inteligencji, a także ironii wobec otaczającej rzeczywistości.

Wielka sława i złudna bajka

"Proletariacka uroda" znalazła jednak amatorów nie tylko wśród kolegów ze studiów czy z STS-u, do którego Czyżewska trafiła na trzecim roku. Zachwycali się nią widzowie, dla których była ówczesną wersją "dziewczyny z sąsiedztwa" oraz krytycy, którzy dostrzegli zniewalający talent. Szybko okazało się, że to prawdziwa gwiazda; propozycje atrakcyjnych ról komediowych i dramatycznych pojawiały się lawinowo, jednak każdy ze znajomych aktorki twierdzi dziś, że sława była w pełni zasłużona.

Czyżewska prosto po dyplomie trafiła do zespołu Teatru Dramatycznego i rozpoczęła pęd ku karierze: - Grałam w kilku sztukach na raz, po próbie biegłam na próbę do Teatru Telewizji, z telewizji wracałam na przedstawienie, potem o świcie pociąg do Łodzi, zdjęcia, po południu powrót do teatru, to była świętość – opowiadała.

W owym czasie aktorka poślubiła reżysera Jerzego Skolimowskiego. Małżeństwo skończyło się rozwodem w 1965 roku. Aktorka zagrała w kilku filmach swojego partnera. Ale prawdziwa miłość przypłynęła do niej... zza oceanu.

Po premierze Po upadku Arthura Millera, gdzie wcieliła się w postać Maggie, aktorka zbierała hołdy i gratulacje na przyjęciu. Ubrana w tę samą suknię, w której wystąpiła w sztuce; długiej, białej, koronkowej z odkrytymi plecami wywołała zachwyt. Wtedy podszedł do niej wysoki, ciemnowłosy mężczyzna w okularach. Poprosił do tańca, a po jakimś czasie poprosił o rękę. Kim był ten śmiałek?

Okazał się nim David Halberstam, korespondent New York Timesa, laureat nagrody Pulitzera, który w swoich artykułach potępiał władze Wietnamu Południowego, walczące z komunistycznym Wietnamem Północnym. Dziennikarz został więc entuzjastycznie przyjęty w PRL.

13 czerwca 1965 roku, w dniu, w którym otrzymała najcenniejszą wtedy chyba dla aktorki nagrodę, Złotą Maskę, Czyżewska ponownie stanęła na ślubnym kobiercu. Wyglądało to jak piękna bajka, gdzie książę spotyka cudowną królewnę, biorą ślub i tworzą parę, którą wszyscy kochają. Ale tak nie było...

- Bajka? Jaka bajka?
- wspominała ten czas Elżbieta Czyżewska. - Po ślubie zamieszkaliśmy w hoteliku przy ul. Zgody, gdzie byli zakwaterowani korespondenci. Co jest romantycznego w tym, że cały czas byliśmy obserwowani, a nasze telefony były na podsłuchu? Zaczęłam dostawać coraz mniej propozycji zawodowych. Ale to nie koniec kłopotów: wkrótce Halberstam opublikował artykuł, w którym krytykował poczynania Wiesława Gomułki. W kraju rozpętała się nagonka antysemicka. A David nie dość, że był Żydem, to jeszcze przybywał zza Żelaznej Kurtyny.

Elżbieta została postawiona przed wyborem: jechać za mężem by zaczynać wszystko od nowa, czy zostać w kraju, gdzie była u szczytu sławy. Sam Arthur Miller namawiał ją do tego drugiego. Ale ona wybrała miłość...

Wybór Elżbiety

- Nowy York nie zrobił na mnie wrażenia, widziałam Paryż, Rzym, zdecydowanie wolałam Europę. Nie znałam nawet angielskiego. Nie byłam idiotką, wiedziałam co to oznacza. Jeśli chcę wrócić do zawodu, a to było dla mnie oczywiste, czeka mnie ogromny wysiłek. Ale tak naprawdę zupełnie nie zdawałam sobie sprawy, jak bardzo różni się praca aktora w Polsce i w Stanach - wspominała Elżbieta Czyżewska.

Młodzi zamieszkali na Manhattanie, na 48. ulicy w trzypiętrowym domu z ogromnym tarasem i ogródkiem, w którym bywali: Robert Kennedy, Jane Fonda, Dustin Hoffman i oczywiście Arthur Miller. Ela prowadziła bujne życie towarzyskie, wyprawiała przyjęcia, brylowała w towarzystwie, miała miłość człowieka, który był gotów spełnić każdą jej zachciankę. Ale do szczęścia brakowało jej jednego: aktorstwa.

Chodziła na kolejne przesłuchania, które kończyły się niepowodzeniem. Powód? Jej akcent... Kupowała więc książki, brała dodatkowe lekcje. I czekała na swoją szansę. W 1974 roku do NY przyjechał Andrzej Wajda, który w Yale Repertory Theatre reżyserował Biesy. Jedną z głównych ról powierzył Elżbiecie. Na próby przychodziła mało znana wtedy Meryl Streep, tak wspominana przez kolegę po fachu, Jerome`a Dempsey`a:

- Meryl była zafascynowana Elą, tym jak mówiła, jak nosiła trencz. Raz zobaczyłem Elżbietę na spacerze, za nią szła Meryl i naśladowała jej gesty. Gdy obejrzałem Wybór Zofii Alana Pakuli, roześmiałem się, bo zobaczyłem, ile Streep wzięła od Elżbiety.

Czyżewska zagrała jednak w kilku filmach: Sprzedawca cadillaców czy Pocałunek przed śmiercią. Były to jednak tylko epizody. O wiele lepiej szło jej w teatrze brodwayowskim. Wielbiciele kina nie zapomną również jej kreacji we Wszystko na sprzedaż Wajdy, gdyż mimo niechęci komunistycznych władz, połączonych z licznymi próbami upokorzenia aktorki, Elżbiecie udało się znakomicie zagrać jedną z głównych ról.

W tygodniku Walka Młodych ukazał się wówczas krytykujący ją artykuł, w którym autorzy pytali:

- Dlaczego nasza wybitna, polska przecież aktorka, zdradza nasze żywotne, polskie interesy? Czyżby tak ją otumanił zielony kolor amerykańskich banknotów? Jak można nazwać taką kobietę? Aktorkę, która wszystko zawdzięcza Polsce Ludowej, a która tak niegodnie obraża nas wszystkich. Naród polski.

Tylko najbliżsi przyjaciele artystki wiedzieli, jak wielkim ciosem była dla niej ta nagonka władz...

"Czekam na właściwy tramwaj"
Nastał jednak trudny dla Czyżewskiej czas. W 1977 roku rozpadło się jej małżeństwo z Halberstamem. Przyjaciele aktorki twierdzą, że to Elżbieta zrobiła wszystko, by... zniszczyć ten związek. Podczas gdy David próbował pracować, pisać książki, w salonie panowała wieczna balanga, a przez dom przewijały się tłumy gości. Dziennikarz w żaden sposób nie mógł wpłynąć na żonę.

W trakcie rozwodu nie obchodziła ją walka o alimenty, nie zabezpieczyła się finansowo. Pojawiły się kłopoty materialne, od których Czyżewska uciekała w alkohol. Już wtedy była uzależniona od nikotyny, papieros stał się niemal nieodłącznym elementem jej wizerunku.

- Wiele razy myślałam o Eli z lękiem - wspomina Beata Tyszkiewicz. - Mam wrażenie, że przez lata prowadziła eksperyment na sobie samej: ile mój organizm wytrzyma? Zachowywała się prowokacyjnie, jakby była pozbawiona instynktu samozachowawczego. Wszyscy na jej miejscu już dawno padliby trupem, ona była niezniszczalna. Wyszła z wielkich opresji zdrowotnych, rzuciła też papierosy. A paliła nałogowo, wszędzie chodziła z własną popielniczką – dodaje Tyszkiewicz.

Mimo problemów sama starała się pomagać wszystkim znajomym. Urszula Dudziak jest do dziś wdzięczna Czyżewskiej za kilka kreacji, które od niej otrzymała, wielu za możliwość przenocowania, zjedzenia obfitej kolacji, poznania z wpływowymi ludźmi.

Najgłośniejszą i najbardziej tajemniczą historią była jednak przyjaźń między Elżbietą a Joanną Pacułą, która bez pomocy znanej koleżanki po fachu nie zostałaby zauważona w Hollywood. Jednak zakończyła się ona wielka awanturą, o czym nigdy nie chciała mówić żadna z zainteresowanych.

Historia okazała się na tyle inspirująca, że w 1987 roku Agnieszka Holland i Jurek Bogajewicz zrealizowali film Anna, nawiązujący do spotkania Czyżewskiej i Pacuły. Nie wiadomo dokładnie, ile w tym filmie prawdy, a ile fikcji. Czyżewska miała zagrać w tej produkcji główną rolę, jednak nieporozumienia z producentami wymusiły jej rezygnację, wypłacono jej tylko odszkodowanie za zerwanie kontraktu. W tytułowej roli wystąpiła Sally Kirkland, nominowana za nią do Złotego Globu i Oscara.

Kiedyś Czyżewska powiedziała: - Żyję, jakbym cały czas czekała na ten właściwy tramwaj. Jednak w miarę upływu czasu aktorka zdawała sobie sprawę, że niektóre rzeczy przemijają bezpowrotnie. Być może dlatego, choć w ciągu ostatnich 20 lat zagrała w kilku wybitnych polskich produkcjach, nigdy nie zdecydowała się wrócić na stałe. Po prostu, w Nowym Jorku czuła się wolna i niczym nieskrępowana.

Zmarła na raka przełyku 17 czerwca 2010. Pogrzeb aktorki w Polsce odbył się 18 października 2010 roku w Warszawie. Pochowana została na Cmentarzu Wojskowym na Powązkach. W ostatniej drodze towarzyszył jej m.in. Daniel Olbrychski, który partnerował jej w filmie Małżeństwo z rozsądku.

Olbrychski śpiewał wtedy: - Tego wdzięku, który w sobie masz nie odda pędzel, węgiel, ani gwasz. Miał rację. Elżbieta Czyżewska jest niezastąpiona. Nawet przez Meryl Streep.

Joanna Bielas
fot. East News dla IK Magazine
 
Twój komentarz:
imię lub pseudonim:
 wyślij
Kontakt z redakcja
  • I.D. Media Agencja Wydawniczo-Promocyjna
    Ilona Adamska

    ADRES FIRMY i REDAKCJI IMPERIUM KOBIET
    ul. Janiszowska 10a/6
    02-264 Warszawa


    tel.  +48 696 261 825, +48 609 225 829

    email: info@idmedia.pl lub redakcja@ikmag.pl

    Dział reklamy:
    PePe Communications, Aneta Chrzanowska,
    ul. Kochanowskiego 33A /51 01-864 Warszawa,
    tel kom: 505 157 808
    e- mail:
    aneta@pepecommunications.com
Newsletter
Jeśli chcesz być na bieżąco z IK zapisz się do newslettera.

zapiszJeśli chcesz usunąć swój adres z naszego newslettera wpisz go w pole powyżej i kliknij tutaj
nasi partnerzy
Copyright © 2014 Imperium Kobiet.
Wszelkie prawa zastrzeżone.


strony internetowe