Kobiety Edwarda Stachury – Magazyn Kobiet Spełnionych.

Kobiety Edwarda Stachury

Wędrówka człowieka

Gdyby żył, miałby teraz 74 lata. Może pracowałby nad kolejną książką. A może śpiewałby na ulicach Mexico Citi? A może, zdegustowany tempem, jakie obrał dzisiejszy świat, raz na zawsze by zamilkł? O tym, jak trudno wyobrazić sobie Steda w tak podeszłym wieku najlepiej jednak mogą wiedzieć tylko one: kobiety, które w jego życiu odegrały tak ważną rolę.

Kobiety Edwarda Stachury
Zyta
Stachura poznał swą przyszłą żonę, studentkę filozofii, w 1960 roku. Zyta Anna Bartkowska i Sted szybko stali się nierozłączni: „To była wielka miłość. Zarówno w tamtych czasach, jak i dzisiaj zupełnie nie spotykana. Byli w sobie bardzo zakochani. Wielokrotnie podziwiałam ich wzajemne uczucie, kiedy podczas różnych okazji spotykaliśmy się w Aleksandrówku” – wspomina Eliana, siostra pisarza. 5 kwietnia 1962 młodzi zostali małżeństwem. Na dziesięć lat. Zyta przez długi czas miała jednak ogromny wpływ nie tylko na twórczość Stachury, ale także na jego zachowanie. Jej postać była inspiracją dla wykreowania słynnej Gałązki Jabłoni w „Siekierezadzie”, wielu badaczy sądzi, że Zyta była również adresatką „Listów do Olgi” z tomu opowiadań „Falując na wietrze”.  Przez ponad rok po ślubie młodzi tułali się po wynajmowanych pokojach, zanim nie zamieszkali w niewielkiej kawalerce przy ulicy Rębkowskiej 1 w Warszawie (poeta otrzymał przydział z puli Urzędu Rady Ministrów, bo został przyjęty do Związku Literatów Polskich). Tam uwili swoje gniazdko z psem i kotem Fiodorem – prezentem od Jonasza Kofty.

Przez wiele lat młode małżeństwo borykało się z problemami finansowymi. Sytuacja uległa poprawie w roku 1967, gdy Zyta podjęła pracę w Polskiej Agencji Prasowej. Nie chciała być tylko „żoną sławnego pisarza”, sama więc publikowała pod nazwiskiem Oryszyn. Na swoim koncie miała opowiadania, reportaże, notatki z dalekich wypraw, jak ta do ukochanego przez Stachurę Meksyku w latach 1969-1970. Nie był to szczęśliwy dla obojga wyjazd. Małżonkowie zaczęli się kłócić. Kryzys małżeński miał ogromny wpływ na stan psychiczny pisarza. Stachura czuł nadchodzący koniec ich związku. Steda nękały też natręctwa samobójcze, czego dowodem mogą być zapiski w brulionach podróżnych. 19 stycznia 1970 pisarz notuje: „ (…) na ten świat ja wiem, po co przyszedłem, ale żałuję tego, lepiej byłoby dla mnie, żebym nigdy nie narodził się, przeklinam dzień ten (…) wiem, że kochałem i kocham jak nikt inny nie kochał na tej śmierdzącej zafajdanej planecie i wiem, że mam prawo płakać teraz i za kilka dni (…) a może już za chwilę żyły sobie podciąć, bo nie mam już nic (…) nie mam włoska, na którym (…) 10 lat wisiałem (…) dlatego umrzeć chcę, żeby nigdy nie przestać Ciebie kochać (…).”

Pisarz jednak walczył o żonę. Do 1975 roku mieszkali razem na Rębkowskiej. Tak naprawdę jednak łączyły już ich tylko wspomnienia i… ciasna przestrzeń, czego dowodzi jeden z kwietniowych zapisków w brulionie: „Zrobiła sobie jedzenie, a mnie nie. To było straszliwe. I ni gniewać się nie mogłem na nią. Ni przeklinać Ją, ni zabić (…) bo ja dla niej przestałem istnieć. Myślałem o tym, żeby zabić, na początku o tym myślałem (…)”
Stachura raz jeszcze podejmie próbę walki w grudniu 1971 roku, udając się za Zytą w kilkutygodniową podróż po Bliskim Wschodzie: „W Damaszku spotkał się z Zytą, która odbywała wówczas podróż śródziemnomorską. Próbując ratować małżeństwo, podjął dramatyczną decyzję i ruszył za nią”- wspomina przyjaciel poety, Wacław Tkaczuk. Daremnie. 27  września 1972 roku decyzją sądu małżeństwo Zyty i Steda przestało istnieć. Jednak Stachura nie mógł uwierzyć,  że nastał koniec jego wielkiej miłości.
Zaś Zyta wyszła ponownie za mąż w roku 1996. Publikowała w „Odrze” i „Rzeczpospolitej” jako Zyta Anna Kaczyńska. Nie udziela wywiadów, nie rozmawia z badaczami twórczości Stachury, nie udostępnia nikomu pamiątek po pisarzu.

„Biofizyk”

W lutym 1973 roku Edward Stachura przebywał na stypendium w USA. Tam poznał Barbarę Czochralską, która zagościła na kartach „Wszystko jest poezją” jako Biofizyk. Czochralska jest naukowcem, profesorem Zakładu Biofizyki UW. Dla wciąż poszukującego pisarza była idealną partnerką intelektualną, która w dyskusjach o życiu, nauce, odkryciach badawczych i filozofii była nie tylko towarzyszką, ale też przewodnikiem. O tym, jak inspirująca dla Stachury była ta znajomość, można przekonać się czytając „Wszystko jest poezją”: „Chodziłem z Biofizykiem cały dzień po Paryżu pokazując mu miasto co nieco mi znane. Następnego dnia (niedziela) Biofizyk pojechał do Poin- a- Mousson w Lotaryngii na wspomniany międzynarodowy kongres naukowy, gdzie miał wygłosić komunikat o swoim ostatnim odkryciu, w którym to odkryciu był Biofizyk tak wspaniałomyślny zaznaczyć swoiście i wyraziście (wręcz tytularnie) obecność mojej osoby. W ten sposób lansowane przeze mnie tu i tam połączenie sił: naukowcy z poetami i odwrotnie – znalazło już jakiś wyraz.”

Znamienne, że Stachura zawsze pisał o Biofizyku w rodzaju męskoosobowym. Znajomość trwała do 1974 roku, kiedy pisarz spotkał podczas drugiej wyprawy do Stanów Czochralską: „Wstąpiliśmy na kawę i tu powiedziałem, że więcej nie będę się z nią spotykał. Biofizyk: czemu, dlaczego, czy coś złego zrobiłam i tak dalej. Co miałem mówić? Powiedziałem, że nie po to żyję (…)  żeby ktoś (…) kogo umysł cenię (…)  ciągle o coś miał do mnie pretensje (…) sprawa jest jasna (…) ona by chciała oczywiście coś więcej, niż czyste spotkanie intelektualne. Romans jej się marzy. Niech go nawiąże z kimś innym (…) I to co jest najgorsze, to ten brak poszanowania mojego uczucia, mojej  miłości do kogo innego (…).  Barbara Czochralska w miesięczniku literackim „Twórczość” opublikowała szkic „Wrażliwość materii”, gdzie wspomina rozprawy intelektualne ze Stachurą.

Danuta Pawłowska
Po rozpadzie swojego małżeństwa Stachura jednak zakochał się jeszcze raz. Był to niezwykły związek, który również stał się inspiracją dla pisarza. Jego wybranką była Danuta Pawłowska, młodsza o 21 lat córka znajomych artystów: „Był rok 1972, miałam 14 lat i mieszkałam z rodzicami w Toruniu. Mama poprosiła mnie o pomoc w zaniesieniu herbaty do pokoju, gdzie siedzieli goście. Był tam Stachura (…). Pierwszego wrażenia zupełnie nie pamiętam. Zbyt byłam speszona. Kiedy następnego dnia wróciłam ze szkoły, mama wręczyła mi „Siekierezadę” z wpisaną dedykacją: ,,Pani Danusi z całą serdecznością, Edward Stachura”- wspomina pierwsze spotkanie z artystą jego ostatnia muza. Trzy lata później poeta spotkał przypadkowo Danutę Pawłowską na dworcu, zamienili kilka zdań, a do rodziców zaczęły przychodzić listy z dopisanymi pozdrowieniami dla córki.

Przełom nastąpił jednak „pierwszego dnia Nowego Roku Nowej Fantastycznej Ery”, jak to określił Stachura. Poeta odwiedził Danutę ze znajomymi. Było białe wino i rozmowy, potem spacer we dwoje. Ruszyła lawina listów, których adresatką była Pawłowska, a nie jej rodzice. Wkrótce potem Edward Stachura zaprosił dziewczynę na ferie w Sudety. Choć rodzice, przyjaciele poety, byli temu przeciwni, 17-latka pojechała z mężczyzną, z którym rozmawiała wcześniej może kilkanaście minut! Dzieliło ich wiele; różnica wieku i inne życiorysy. Stachura opuścił dom rodzinny w wieku kilkunastu lat, nie licząc pomocy starszego brata, sam troszczył się o siebie i utrzymywał. Danuta Pawłowska była rozpieszczoną przez nadopiekuńczych rodziców jedynaczką. Wkrótce po oblaniu przez dziewczynę matury, kochankowie zamieszkali razem w warszawskiej kawalerce Steda. Jak ten czas wspomina jego ówczesna muza? „Sted mnie w pewien sposób ukrywał, czy raczej chronił przed większym towarzystwem. Nie jeździłam z nim na wieczory autorskie itp.  Zostałam oderwana od swojego środowiska, od dawnych przyjaciół. Nie mieliśmy wspólnych znajomych, kiedy się z kimś spotykaliśmy, byli to zawsze znajomi Edka i zwykle dużo ode mnie starsi, co mnie bardzo onieśmielało. Naturalnie i swobodnie czułam się tylko, kiedy byliśmy sami (…).”

Danuta Pawłowska wspomina jednak pierwszy rok znajomości ze Stedem jako czas szczęścia i beztroski. Potem jednak wszystko zaczęło się zmieniać. Edward Stachura nie chciał być już Stedem, tylko „człowiekiem-nikt” i to nie tylko na kartach swych powieści, ale też w życiu. Zaczęło się od broszury Jiddu Krishnamurtiego, stojącego na czele sekty, którą pisarz dostał od znajomego. Lektura tego tekstu miała ogromny wpływ na Steda, który wyjechał nawet na spotkanie ze swym guru do Zurychu. Jego przemianę duchową coraz gorzej zaczynała odczuwać Pawłowska: „Czułam się dość przytłoczona. To on urządzał mi życie, niedużo miałam do powiedzenia. Byłam cichą, grzeczną towarzyszką i w tej roli trochę siebie tłamsiłam.” Stachura wciąż wiele podróżował; we Francji spędził kilka miesięcy. Gdy kochankowie spotykali się, Stachura nie chciał już rozmawiać o niczym innym, tylko o „człowieku-nikt”. Tymczasem Danuta Pawłowska nie akceptowała przemiany duchowej Steda, czuła, że oddalają się od siebie, że jej życie jest teraz wyłącznie czekaniem na powrót ukochanego. Nie mogła żyć w oderwaniu. Wróciła do Torunia, dostała się na studia. Spotkała się jeszcze ze Stedem latem 1979 roku, po jego wypadku, gdy stracił część prawej dłoni. Pisarz był załamany. „W lipcu ktoś zadzwonił i powiedział, że Stachura nie żyje… Dwa miesiące później rozpoznano u mnie chorobę nowotworową. (…) Wyzdrowiałam po półrocznym leczeniu. Moje życie jednak było jedną wielką ruiną. Miałam dopiero 21 lat, a czułam się wyrwana z normalnego życia na zawsze. Próbowałam zbudować swoje życie od nowa, ale był to wtedy i jest nadal proces bardzo trudny”. W oczyszczeniu pomogła Danucie Pawłowskiej praca nad listami, które pisał do niej Edward Stachura.

Marta Kucharska
Przez wielu nazywana „ostatnią narzeczoną”. Faktem jest, że Marta Kucharska była ostatnią bliższą znajomą pisarza. Jak się poznali? Sted odpowiedział na list Marty, swojej czytelniczki, zobaczyli się po trzech latach prowadzenia korespondencji: „Ja pisałam długie i dopracowane listy,  a on przysyłał karteczkę, którą oczywiście przechowywałam jak świętość. (…) Widywaliśmy się czasem zaplanowanie, czasem nie. Wędrował i czasem zatrzymywał się u mnie w drodze (…) czasem spotykaliśmy się gdzieś w Polsce”.

38-letni wówczas Stachura postanowił więc spotkać się ze swoją czytelniczką, 21-letnią:  „Mieszkałam wtedy na osiedlu z betonowej płyty, które postawiono na miejscu naszego domu. Zamierzałam udać się tego dnia do wsi Rudnik pod Łowicz, by szukać tam śladów po moim ojcu. Wtedy właśnie zjawił się Edek. Wybraliśmy się razem poszukać przeszłości mojej rodziny. Jeszcze nie wiedziałam, że tak właśnie spotka się moja przeszłość z przyszłością”- wspomina Marta Kucharska. Zastanawiające jest jednak to, że pisarz, który często osadzał realne zdarzenia, dialogi czy wręcz cechy wielu postaci w swoich utworach, nie pozostawił ani w dziennikach, ani w innych dziełach żadnej wzmianki dotyczącej Marty Kucharskiej. Wiele osób z kręgu pisarza twierdziło nawet, że dla Stachury związek z młodziutką Martą nie był tak istotny jak dla niej: „Edward podczas pobytu w szpitalu prosił mnie o poradę w sprawie natrętnej znajomej, próbującej zmusić go do ślubu. Chciał się wyzwolić od jej bezustannego, męczącego towarzystwa”- wspomina Jan Stachura, młodszy brat pisarza. Czy chodziło o Kucharską? Nie wiadomo.  

Zagadkę mogłyby wyjaśnić dzienniki pisarza, jednak dziwnym trafem zaginęły zapiski z czasów, gdy Sted zakończył znajomość z Danutą Pawłowską, a zaczął spotykać się z Martą Kucharską. W równie tajemniczy sposób znikły listy pisarza do „ostatniej narzeczonej”, ponoć tak starannie przez nią przechowywane. Kucharska twierdzi, że oddała wszystkie materiały do Muzeum Literatury. Jednak wytrwały badacz twórczości Steda, Waldemar Szyngwelski dowiódł, że nie ma po nich śladu. Jedyne relacje na temat związku obojga pochodzą więc z ust Marty, która cierpliwie opiekowała się zapadającym w otchłań obłędu pisarzem: „Samo moje oddanie, moja przyjaźń, miłość, wierność to za mało, żeby on mógł w tym odnaleźć sens życia, którego ja w tym wieku jeszcze szukałam; to wszystko, co on mi wcześniej dał, co dała mi jego literatura, na której się wychowałam, to umiłowanie życia, wielki optymizm – ja mu to wszystko oddawałam. Nawet żartobliwie mówił, że ja jestem bardziej Stachurą niż on. Ale on od tego Stachury odszedł, właściwie obłęd go oddalił, od tego Stachaury, którego znaliśmy z wierszy i książek. W obłędzie napisał te dwie krwiożercze książki: „Fabula rasa” i „Oto”, które mają w sobie samą deklaratywność, które są przepojone miłością bliźniego, ale tak naprawdę takie książki pisze się kosztem życia. Książki przybywa, a życia ubywa.” – wspomina Marta Kucharska.

Matka
Jadwiga Stachura urodziła się w 1907 roku we wsi Łazieniec.  Gdy młoda dziewczyna 15 lat później trafiła do Francji, pracowała w stołówce, którą prowadziła jej starsza siostra. Tam poznała Stanisława Stachurę. Sprawy potoczyły się szybko, po ślubie przyszło na świat czworo dzieci (Edward – 18 sierpnia 1937). Gdy poeta miał 11 lat Stachurowie postanowili wrócić do Polski. Tam czekało ich rozczarowanie: Śląsk, do którego zajechali, w niczym nie przypominał słonecznej Francji. Dlatego też wrócili w rodzinne strony, do Łazieńca, gdzie ziemia nie była żyzna i nie było pracy. Dom, gospodarstwo, dzieci. Do problemów, z jakimi każdego dnia musiała się borykać Jadwiga Stachura, doszedł jeszcze jeden – zdolny, ale niepokorny syn. Konflikt między ojcem a synem narastał latami. Sytuacji nie potrafiła załagodzić nawet matka poety. Dlatego Stachura tak szybko opuścił rodzinny dom: „Edzio w trzy lata skończył podstawówkę w Aleksandrowie Kujawskim, jak miał 14 lat poszedł do liceum w Ciechocinku. Mieszkał w internacie. Potem starszy syn zabrał go do Gdańska, żeby tam zrobił maturę (ukończył LO w Gdyni, potem jeszcze krótko studiował na KUL-u w Lublinie). Od 14.  roku życia nic o nim nie wiedziałam, grosza nie dałam. Nie przyszedł ani do mnie, ani do ojca po pomoc”- wyznała Jadwiga Stachura.

Ale wracał często; z żoną, z przyjaciółmi. Gdy w domu nie było miejsca, nocował u swej ciotki, Potęgowej, którą uwiecznił w piosenkach oraz na kartach powieści „Cała jaskrawość”. Matce poświęcił więcej miejsca w przejmującym dzienniku „Pogodzić się ze światem”, który pisał po próbie samobójczej ( 3 kwietnia 1979 pod Łowiczem Edward Stachura rzucił się pod elektrowóz i w wyniku wypadku stracił kilka palców  prawej ręki.) Z pogłębiającej się depresji miał wyciągnąć go pobyt w rodzinnym domu, gdzie poeta uczył się na nowo prostych czynności, obserwował matkę, która potrafiła czerpać z pracy i codziennych zdarzeń radość. „Matka cały dzień krząta się. Ma 72 lata. Jest ogromnie ruchliwa. Pracuje w polu, przy królikach, przy kurczakach. Ciągle ma jakieś zajęcie. Dopiero późnym wieczorem klęka na chodniczek przy kanapce i modli się. A zarazem wydaje mi się, że cały dzień nie wstaje z klęczek. Jej trud i praca są jedną i nieustającą modlitwą”. Te zmagania zapisywał nieporadnie lewą ręką. Niestety, kilka dni po tym, jak Stachura opuścił rodzinny dom i wyjechał doszło do tragedii. Poeta odebrał sobie jednak życie w swoim warszawskim mieszkaniu (24 lipca 1979).

„Wszystko ma swój czas. Edziu chciał za dużo naraz, on się zamęczał i dlatego… Ja się spieszę tylko do kościoła. Kto jest cierpliwy, zwycięży. Mówiłam to Edziowi, ale on, gdzie tam mnie posłuchał. Mówił: Mamusiu, ja za krótko będę żył i mogę nie zdążyć. Nie usłuchał mnie. 26 lat byliśmy we Francji, a sześć pierwszych wędrowaliśmy po niej. Ta wędrówka nauczyła mnie pokory, wiele wycierpiałam. Wiele pracowałam.”- mówiła bez żalu w głosie Jadwiga Stachura.  Bez żalu, bo jak pisał jej syn: „Wędrówką wielką życie jest człowieka”.

Joanna Bielas
fot. East News

Nikt jeszcze nie skomentował

Pozostaw odpowiedź

Twój adres email nie zostanie opublikowany.

I.D. MEDIA AGENCJA WYDAWNICZO-PROMOCYJNA

info@idmedia.pl
tel. +48 609 225 829


redakcja@ikmag.pl

 

Magazyn kobiet spełnionych,

Śledź na: