Justyna Sokołowska: Media dają prestiż

– Lubię ludzi z pasją i misją, którzy mogą w moim programie przekazać dobrą energię. Staram się też wspierać kobiety, które mają dużo do powiedzenia – Justyna Sokołowska, dziennikarka Radia Kolor opowiada o pracy radiowca i o tym, jak dobrze wypaść za mikrofonem.

 

 

Ilona Adamska: Od kilku lat kojarzona jesteś słuchaczom stolicy z Radiem Kolor. Skąd miłość do radia? Jak do niego trafiłaś? 

Justyna Sokołowska: Jeszcze w liceum na dobranoc słuchałam radiowej Trójki i listy przebojów Marka Niedźwieckiego. Zwykle na nudnawej fizyce razem z kolegą nuciliśmy topowe piosenki i obstawialiśmy miejsca. Zabawa polegała na tym, żeby obstawić najtrafniej. Potem słuchaliśmy, sprawdzaliśmy, a najbliższa lekcja w szkole zaczynała się pytaniem: „I jak, słuchałaś listy?”. Dzięki temu fizykę było nam łatwiej znieść. A potem wyjechałam z rodzinnej miejscowości na studia i choć ciągnęło mnie na dziennikarstwo w Warszawie, odpuściłam je, bo pomyślałam, że pewnie „bez układów” się nie dostanę. Zaczęłam studiować socjologię na Wydziale Nauk Społecznych na KUL i polubiłam swój kierunek bardzo… Na drugim roku studiów kolega z roku i przyjaciel od przedszkola zapisał mnie na przesłuchanie do Akademickiego Radia Centrum w Lublinie. Poszłam na to przesłuchanie głównie dlatego, żeby go nie zawieść, a że było to na drugi dzień po imprezie na otwarcie roku akademickiego, to głos miałam bardzo radiowy, obniżony nocnym śpiewaniem. Dostałam się! Nie wierzyłam! Przepracowałam tam 3 lata i zdobyłam pierwsze szlify. Myślałam, że na tym moja przygoda z radiem się skończy, aż tu nagle zadzwonił do mnie Piotr Jałowiec (mój pierwszy szef w ARC i mentor) i złożył propozycję pracy w Radiu Kolor 103 FM w Warszawie. Przeprowadziłam się do stolicy, potem odeszłam z Koloru do Radia Wawa, gdzie miałam przyjemność pracować z Jarkiem Paszkowskim, Moniką Tarką i Robertem Kilenem, kultowym Detektywem Inwektywem. Spędziłam tam 9 lat, po których znowu wróciłam do Radia Kolor na 7 lat… I teraz każdego dnia zastanawiam się, czy kiedyś moja przygoda z radiem się skończy i jak będzie wyglądał ten ostatni dzień w pracy.

Na co dzień przeprowadzasz wywiady z gwiazdami oraz ciekawymi kobietami, które piszą książki, tworzą oryginalne projekty, organizują akcje społeczne i charytatywne. Jak wybierasz swoich rozmówców? I gdzie należy bywać, aby wpaść w oko dziennikarzowi?

– Na mnie działa skromność i naturalność, a nade wszystko ciekawy temat. Od pewnego czasu bardziej kręcą mnie rozmowy ze zwykłymi ludźmi czy lekarzami o ich pracy niż z celebrytami o ciuszkach czy muzykami o nagrywaniu płyty. Lubię ludzi z pasją i misją, którzy mogą w moim programie przekazać dobrą energię. Staram się też wspierać kobiety, które mają dużo do powiedzenia, ale nie zawsze wiedzą, jak się robi PR, gdzie trzeba bywać. Czasami wystarczy napisać do mnie na messengerze!

Jakie techniki stosujesz, aby Twój zestresowany lub zamknięty w sobie rozmówca złamał fasadę wstydu i onieśmielenia i zaczął ciekawie opowiadać?

– Uśmiech przełamuje wszelkie bariery, jakiś żart, flirt, siła spokoju… Wprowadzam luźną atmosferę, żeby rozmówca zapomniał, że przyszedł na nagranie do radia, i po prostu ze mną rozmawiał. Zawsze jestem skupiona na gościu i się o niego troszczę, nie atakuję, nie docinam. Z mojego doświadczenia wynika, że w przyjaznej, ciepłej atmosferze ludzie sami z siebie zaczynają się otwierać i mówić więcej. Ważne, żeby nawiązać więź.

Dariusz Bugalski z radiowej Trójki powiedział w genialnej książce Aleksandry Ślifirskiej pt. „Medialne lwy dla rekinów biznesu”, że ludzie boją się radia, bo w radiu wszystko słychać. Cytuję: „Kanał komunikacji jest tylko jeden, więc od razu słychać, czy ktoś kłamie, czy mówi prawdę. W telewizji można gestykulować, założyć okulary, można się też pomalować. W radiu słychać i już”.

– Początkujący politycy, bez pewności siebie w głosie, z pewnością powinni się bać! Ale pominąwszy politykę, to miałam taką sytuację dwa razy, kiedy dowiedziałam się zaraz na początku dyżuru, że zmarła bliska mi osoba. Musiałam się opanować i pękłam dopiero po ostatnim tego dnia słowie na antenie. Tak samo o moich prywatnych kłopotach w pracy i na antenie „nie słyszał” nikt. Zwykle trzymam ten swój bezpieczny i pewny siebie „poziom mówienia”.

Jakie rady dałabyś osobom, które po raz pierwszy zostają zaproszone do radia? Co robić na przykład z dłońmi, bo wiem, że uderzanie w stojaki mikrofonów doprowadza realizatorów dźwięku do szału… Sama musiałam się nauczyć, by trzymać ręce przy sobie, a najlepiej pod stołem, żeby nie kusiło… (śmiech).

– Usadzam gości tak, żeby nie stukali w mikrofony i zabieram im długopisy, bo niektórzy nerwowo nimi pstrykają. Proszę, żeby siadali tak, żeby było im wygodnie, bo w radiu i tak nic przecież nie widać. Największe wyzwanie to dla mnie eksperci, np. lekarze. Burzę ich pomysł na nagranie w momencie, kiedy proszę, żeby nie używali zbyt wyszukanego, medycznego słownictwa, ponieważ mają mówić jak do pacjenta, a nie jak na sympozjum lekarzy. Udaje się.

Czy bycie w mediach dla osób, które prowadzą własny biznes lub tworzą ciekawe rzeczy, to faktycznie inwestycja, która się zwraca? 

– Oczywiście! Obecność w mediach pomaga im nie tylko pokazać swoją markę, ale też stać się marką. Klienci szybciej nabierają zaufania do firm, na stronach których znajdą np. podcasty z wywiadami w radiu i telewizji czy artykuły na portalach internetowych oraz w kolorowych magazynach. Czują, że to firma godna zaufania. Media dają prestiż.

Czy masz swoich ulubionych rozmówców, jeśli chodzi o polskie gwiazdy? Prywatnie przyznam Ci się, że zazdrościłam Ci wywiadów z Małgorzatą Kożuchowską. 

– Znacznie ciekawszy był wywiad z Kamilem Durczokiem, Aleksandrem Kwaśniewskim, Robertem Biedroniem, Marylą Rodowicz, Alexandrą Richie, synową profesora Bartoszewskiego, czy z Laurentien, księżną Niderlandów. Lubię rozmawiać z Kayah, bo ona jest taka wrażliwa, że np. ostatnio obie się popłakałyśmy i ze śmiechu, i ze smutku.

Pamiętasz jakąś zabawną sytuację lub anegdotę związaną z gwiazdami, które odwiedziły Waszą stację? 

– Pamiętam wywiad w domu Maćka Stuhra. Po rozmowie zaproponowałam wspólne zdjęcie i tak się stało, że jedyna wolna ściana nadająca się do fotki była w pokoju dziecinnym, ale cała oklejona tapetą w samolociki… To było w tym czasie, kiedy Maciej po kilku wypowiedziach na Facebooku trafił na listę „wrogów systemu”. Zastanawialiśmy się więc, czy to wypada taką fotkę zrobić, kiedy w Polsce temat Smoleńska budzi aż takie kontrowersje. Doszliśmy do wniosku, że już sami zaczynamy popadać w paranoję i nie tędy droga, więc po prostu zrobiliśmy to zdjęcie z samolotami w tle.

Co przede wszystkim starasz się pokazywać w swoich audycjach? 

– Emocje i inspiracje. Chcę, żeby się udzielały, ale tylko te dobre i budujące. To bardzo ważne, żeby słuchacz miał przyjemność i korzyść ze słuchania radia. W końcu to on poświęca nam swój cenny czas.

Czy w trakcie pracy zdarzyła Ci się kiedyś jakaś radiowa wpadka? 

– Jako początkujący radiowiec uczyniłam Wójcików z Ani Mru Mru braćmi… Zwykle jednak z pamięci szybko wyrzucam wpadki, wychodząc z założenia, że nie ma co płakać nad rozlanym mlekiem, a program dalej gra i jedyne, co można zrobić w takiej sytuacji, to zagrać najlepszy dyżur świata!

Zawsze mnie to interesowało, czy radiowiec sam słucha radia – zwłaszcza tego, w którym pracuje? 

– Bywa i tak, ale też lubię odpocząć od swojego radia i posłuchać, co u innych gra na antenie.

Jeden z dziennikarzy Radia Lublin Marek Rycak powiedział w jednym z wywiadów, które przeczytałam w sieci, że praca w radiu to nie zawód, to styl życia…

– Kiedyś typowy radiowiec wyglądał nieciekawie, jakiś sweter, wyświechtane dżinsy, przydługie włosy. Skądś się wzięło w końcu określenie „radiowa uroda”. Typowy człowiek radia nosił ze sobą płyty i chadzał na koncerty. Radio było całym jego życiem. Obecnie radio jest ładne i nowoczesne. Teraz radiowcy muszą się modnie prezentować, ponieważ widać ich czy to na FB, czy na Instagramie, czy na imprezach plenerowych, które prowadzą. Radiowcy mają więc swoich stylistów, ulubione marki, cateringi dietetyczne, wyszukane pasje i dodatkowe zajęcia, które pozwalają im odcinać kupony od „sławy”. Musiało tak się stać, ponieważ często ich radiowe pensje nie są za wysokie i muszą sobie jakoś radzić w wielkim mieście. Praca w radiu otwiera wiele drzwi i możliwości.

Jak na co dzień po pracy ładujesz akumulatory?

– Chodzę do kina, teatru, biegam w plenerze, ćwiczę na siłowni. Od niedawna mam też nowego trenera personalnego, który pomaga mi dbać o plecy i mocny kręgosłup, ponieważ godziny pracy przed komputerem robią swoje. Kacper jest dla mnie dużym wparciem, potrafi zmotywować, ale i zwykłą rozmową wyciszyć po ciężkim tygodniu. Poza tym zawsze mam czas dla przyjaciół i celebrowanie z nimi życia, takie wieczory przyjemności z jedzeniem, piciem i rozmowami o wszystkim, to jest to, co uwielbiam!

Największe marzenie? 

– Obyśmy zdrowi byli! Kochali i byli kochani.

 

Rozmawiała: Ilona Adamska

fot. Bartosz Maciejewski/Great You Photography

1 komentarz

Pozostaw odpowiedź

Twój adres email nie zostanie opublikowany.

I.D. MEDIA AGENCJA WYDAWNICZO-PROMOCYJNA

info@idmedia.pl
tel. +48 609 225 829


redakcja@ikmag.pl

 

Magazyn kobiet spełnionych,

Śledź na: