Jak pokonać wieczorne ciśnienie na jedzenie?

Właściwie to mało kto wie, że kiedyś byłam otyłą kobietą i że ubierałam się w tych częściach sklepu, w których ubierają się ciężarne kobiety. Generalnie szeroka bluza z miejscem na brzuch i spodnie z gumką.

 

Może i posiadanie szerokich bioder i miękkich ramion jest kobiece, ale gdy we wszystkim wyglądasz, jak w pidżamie, to nie jest to seksi.

Jak się zapewne domyślasz, bardzo nie lubiłam zakupów. Wszędzie natykałam się na patykowate ekspedientki, które z zimnym wyrazem twarzy odpowiadają „nie mamy takich rozmiarów”. A któregoś razu, gdy w sklepie z bielizną poprosiłam o wyszczuplającą bieliznę – bo miałam jakieś ważne wyjście – ta okropna dziewucha się nawet zaśmiała. Głośno i soczyście.

To było przykre. Nie umiałam powstrzymać łez, które – gdy tylko zamknęły się za mną drzwi salonu – popłynęły same. Po ponad 10 latach pamiętam jeszcze widok białych plastrów terakoty pod moimi stopami, gdy dreptałam po nich na ugiętych kolanach, próbując zrozumieć całe zajście. Były naprawdę wielkie. Upstrzone ciemnymi kropami.

Bardzo pasowały do mojego wtedy nastroju. Radosna, miła kobieta w jednej chwili, zamieniła się w sparaliżowaną wstydem istotę. Czułam się tak, jakby ktoś obryzgał mnie czarną farbą. Wydawało mi się, że wszyscy słyszeli ten szyderczy śmiech i teraz patrzą na mnie, oceniają…. i wiedziałam to dobrze – przytakują.

Nie ma co kryć. Byłam wtedy naprawdę otyłą kobietą. Mój kręgosłup mocno dawał o tym znać, ale ja udawałam, że tego nie widzę. Bardzo więc potrzebowałam tego śmiechu.

Mini audyt stylu życia.

Po powrocie do domu siadłam i zrobiłam mini audyt swojego stylu życia. Wiesz, taką listę rzeczy, które służą dobrej sylwetce oraz listę rzeczy, które jej nie służą. Z mojego jadłospisu wyleciały te same rzeczy, co z Twojego. A w czasie wolnym pojawiły się znienawidzone ćwiczenia.

I wtedy poszło.
Waga ruszyła.
Nie jak lokomotywa z bajki. Wcale nie ociężale, ale z tygodnia na tydzień zmieniałam się w kobietę, jaką chciałam naprawdę być.

Najtrudniejsze były wieczory. Regularnie o 19.00 lodówka zaczynała do mnie mówić.
Nie, nie żartuję.
Naprawdę, równo o tej godzinie musiałam zacząć stawać na rzęsach, żeby się nie objeść.
To było bardzo trudne.
Wiele razy się poddałam i uległam.
Potem bolał mnie brzuch i… gryzły wyrzuty sumienia.

Piszę o tym, bo wiem, że wiele z moich klientek przeżywa to samo. Myślą, że ich problem jest jedyny na świecie i dokładają sobie kamień w postaci przekonania, że muszą poradzić sobie same…

Ja poradziłam sobie tak, że poprosiłam o pomoc męża. Szczególnie zależało mi na tym, żeby wyeliminować moje wejścia do kuchni. To miało działać na zasadzie: „niech się pali, niech się wali, ale ja nie wchodzę do kuchni”. Mąż nie za bardzo rozumiał prośbę. Nie wiedział, jakim wielkim wyzwaniem jest dla mnie wieczorna krzątanina po kuchni pełnej przysmaków. Ale zgodził się.

I wiecie co? Wszystko się powiodło.
Otaczasz się przyjaznymi ludźmi

Piszę Wam tę historię, bo martwię się o te z Was, które uważacie, że ze wszystkim musicie poradzić sobie same. Pewnie, że tak. Pewnie, że ja nie siedzę w Waszej kuchni. I tym bardziej, nie mam takiej mocy, aby złapać Cię za rękę, gdy robisz swoje wieczorne głupoty. Ale jednocześnie wiem, że nie jesteś samotną wyspą na oceanie spokoju. Zwykle otaczasz się przyjaznymi ludźmi, którzy tylko czekają na to, aby Ci pomóc. Więc korzystaj. Przestań być Zosią-Samosią, bo są rzeczy, które przerastają.

Ja zaliczam do nich m.in. wieczorne podjadanie. Nawet dzisiaj, gdy wiele zrobiłam w obszarze swojej zmiany stylu życia, nawyk wieczornego łapania w ręce, czego się da, mnie męczy. Jestem profesjonalistką w tej branży. Wiem, że stare nawyki nie znikają. I wiem też – i tego uczę w moim programach – że kluczem do sukcesu jest robienie właściwych rzeczy. Oraz kreatywne poszukiwanie rozwiązań.

Może Ty potrzebujesz przestawić zegarek, żeby nigdy nie wskazywał Ci 19-ej?
A może wystarczy, że przestawisz fotel, z którego będziesz mieć świetny widok na taras – nie na szafkę ze słodyczami?

Jeśli jeszcze nie masz mojego materiału pt. „Pokonaj wieczorne ciśnienie na jedzenie” to znajdziesz go TUTAJ. Tam wiele tipów do zastosowania, jeśli zmagasz się z wyzwaniem wieczornego podjadania.

Monika Kurdej – Empatyczna psychodietetyczka. Terapeuta otyłości. Trenerka oddechu. Trenerka kobiecej złości Autorka poradnika przeciwko objadaniu się.
Nikt jeszcze nie skomentował

Pozostaw odpowiedź

Twój adres email nie zostanie opublikowany.

I.D. MEDIA AGENCJA WYDAWNICZO-PROMOCYJNA

info@idmedia.pl
tel. +48 609 225 829


redakcja@ikmag.pl

 

Magazyn kobiet spełnionych,

Śledź na: