Ewa Pawlikowska: Azja to znak rozpoznawczy mojej marki

– Cała Azja jest dla mnie egzotyczna, inna i atrakcyjna, ale Japonia jako kraj wielu kontrastów, gdzie dawna kultura styka się z nowoczesnością, przykuł moją uwagę jako pierwszy – mówi Ewa Pawlikowska. Polska projektantka w wywiadzie dla „Imperium Kobiet” opowiada o swojej pierwszej podróży do Kraju Kwitnącej Wiśni i wyjaśnia, w jaki sposób czerpie inspiracje z kimona i gejszy.

 

Olivia Drost: „Kami” to duchy i zjawiska czczone w religii shinto. Dlaczego akurat to słowo wybrała pani jako nazwę swojej najnowszej kolekcji? Co dla pani oznacza „kami”?

Ewa Pawlikowska, www.ewapawlikowska.com.pl: Od zawsze interesowało mnie wszystko, co związane z Japonią, w tym także animacje Hayao Miyazakiego, a moją ulubioną jest „Spirited Away: W krainie bogów”.  Ta animacja zainspirowała mnie do stworzenia projektów i później – do nazwy kolekcji. „Kami” ma nawiązywać do religii shinto i obecnych w niej postaci, duchów i zwierząt posiadających święte, magiczne i symboliczne znaczenie dla Japończyków. Dlatego też w mojej kolekcji pojawiają się motywy najbardziej charakterystycznych zwierząt w symbolice japońskiej.

Co takiego zafascynowało Panią w Kraju Kwitnącej Wiśni, że to on stał się inspiracją dla Pani całej kolekcji?

Cała Azja jest dla mnie egzotyczna, inna i atrakcyjna pod względem kultury, strojów ludowych, jedzenia, religii i podejścia do życia. Japonia jako kraj wielu kontrastów, gdzie dawna kultura styka się z nowoczesnością, przykuł moją uwagę jako pierwszy.

W Japonii najbardziej kocham kimona i gejsze, bo to właśnie z nimi łączą się te piękne stroje. Interesuję się także symboliką. W dwóch moich pracach, licencjackiej i dyplomowej, pisałam o symbolach, zależności człowieka od natury w Japonii. Wolę tę dawną stronę Japonii od tej nowoczesnej, chociaż to właśnie ich dopełnienie tworzy ten niezwykły kraj.

Jak wspomina pani pierwszą podróż do Azji?

Podczas pierwszej podróży do Azji odwiedziłam Tajlandię. Zauroczyły mnie azjatyckie kontrasty. Z jednej strony szalony, zabiegany Bangkok, a z drugiej – spokojna, tajemnicza dżungla i barwne wyspy. A wszędzie serdeczni i pomocni ludzie.

Nie tylko w egzotycznej Tajlandii spotkałam się z tak otwartymi i sympatycznymi osobami. Dwa lata później, gdy wreszcie mogłam zrealizować swoje marzenie o Japonii, zetknęłam się z zaskakującym przypadkiem bezinteresownej pomocy. Kobieta, którą z przyjaciółką zapytałyśmy o drogę, postanowiła pomóc nam dotrzeć na miejsce, rzuciła swoją pracę i prowadziła nas przez ok. 15 minut do hotelu, podczas gdy na dworze panował okropny żar.

Co panią w trakcie tej podróży zaskoczyło?

Na podróż do Japonii czekałam od wielu lat i, paradoksalnie, najbardziej zaskoczyło mnie to, że nic mnie podczas tej wyprawy nie zaskoczyło. Odnosiłam wrażenie, że znam ten kraj, ulice, ludzi, jakbym wróciła do dobrze znanego mi miejsca po wieloletniej nieobecności. Może wynikało to z tego, że przez lata śledziłam i interesowałam się wszystkim, co związane z Japonią.

Jedyny moment, w którym czułam się, jakbym cofnęła się w czasie, był podczas odwiedzin w świątyni Fushimi Inari – Taisha w Kyoto. Zachwyciła mnie mnogość pięknych, czerwonych świątyń i rzędów ogromnych bram torii pośród lasu. Kompleks tak rozległy, że można samemu było znaleźć się pośród tych zaułków i poczuć atmosferę shinto.

Jak powstawały projekty z kolekcji „kami”? Robiła Pani szkice, notatki podczas podróży?

Inspiracje na fasony i symbole, pojawiające się na ubraniach, czerpałam z albumów i książek o kimonie i sztuce japońskiej. Zainspirował mnie także film. Po obejrzeniu, wspomnianego wcześniej, „Spirited Away” wpadłam na pomysł zaprojektowania rozciętego rękawa.

Kolekcja „kami” wyróżnia się niesamowicie wyrazistymi kolorami. Przeznaczona jest dla równie wyrazistych kobiet?

Kolory miały działać na zasadzie kontrastu, podkreślać czerwone hafty i stanowić dla nich dobre tło. Kolekcja jest przeznaczona, przede wszystkim, dla kobiet, które lubią wschodnią kulturę.

Jeśli chodzi o fasony, w pani kolekcji dostrzegam inspiracje kimonem, do którego nawiązują szerokie płaszcze. Jakim kobietom poleca pani taki fason?

Fason o kroju kimonowym mogą nosić zarówno kobiety o pełniejszych kształtach, jak i o szczupłej sylwetce. Kimono posiada tę zaletę, że można je nosić w wersji luźnej lub dopasowanej. W ten sposób bardzo dobrze ukrywa lub podkreśla talię.

Gejsza – od lat symbol Japonii i pozostałość po dawnej kulturze. Jak wykorzystała pani tę inspirację?

Zainspirowało mnie, oczywiście, tradycyjne kimono. Występujący w nim tylny kołnierz, odsłaniający szyję, szeroki krój i haftowane motywy – smok, ryby koi, pies fu, przeniosłam na projekty w poszczególnych sylwetkach. Czerpałam inspiracje również z samej fryzury gejszy. Wykorzystałam ją przy tworzeniu toreb, które były uzupełnieniem w kolekcji „kami”. Czarne ze złotymi zdobieniami nawiązywały do kształtu, w jaki układają gejsze swoje włosy.

Śledzi pani japońską branżę modową, ma ulubionego lokalnego projektanta?

Najlepszą inspiracją dla projektanta jest moda uliczna, tak bogata w Japonii, zwłaszcza w dzielnicy Harajuku. Młodzi Japończycy charakteryzują się odważnym i ekstrawaganckim doborem strojów i dodatków. Ich stylizacje są czasem ciekawe, komiczne lub straszne, ale zawsze inspirujące.

Jeśli miałabym wybrać jednego projektanta, to byłby to Issey Myake. Rzeźbiarskie podejście przy tworzeniu ubrań to cecha, która charakteryzuje japońskich projektantów. W pracach Issey Myake podoba mi się to subtelne, nieprzerysowane podejście do formy.

Całkiem niedawno, bo dopiero 2 lata temu, ukończyła pani ASP w Łodzi, gdzie studiowała projektowanie ubioru i projektowanie galanterii skórzanej. Jak wyglądają początki młodego projektanta na polskim rynku?

Początki to, przede wszystkim, ciężka praca. Miałam to szczęście, że od początku posiadałam wsparcie rodziców i to dzięki nim mogłam realizować się artystycznie już na studiach. Na początku, jak w każdą firmę, trzeba zainwestować sporo pieniędzy i, nawet jeśli udaje się coś sprzedawać, to i tak wychodzi się na zero. Polski rynek jest trudny, ludzie nie są jeszcze tak odważni w doborze strojów i wciąż większość preferuje zachowawczą czerń.

Pani prace były prezentowane podczas Apolda Design Award w Niemczech, a praca dyplomowa znalazła się na wernisażu konkursu Prime Time dla najlepszych absolwentów. Co wyróżnia pani dodatki?

Moje projekty są oryginalne, przyciągają wzrok. Torebki, oprócz intensywnej kolorystyki, mają również ciekawe kształty i zdobienia. Uwielbiam pracować nad detalami. Zawsze staram się uwzględnić obecnie panujące trendy, ale nie zapominam o samorealizacji i prezentowaniu coraz to nowych form.

Czy kolejne projekty również będą inspirowane Azją?

Tak, Azja zawsze będzie obecna w moich projektach w mniej lub bardziej widoczny sposób. Obecnie najwięcej czerpię z Chin, Korei Południowej i, oczywiście, nadal z Japonii. W projektach toreb czy ubrań inspiracje przenoszę teraz bardziej subtelnie, w detalu czy aplikacjach. Ostatnio lubię również łączyć styl orientalny z metalowymi elementami. Postawiłam sobie za jeden z celów, że chcę uczynić inspirację Azją znakiem rozpoznawczym mojej marki.

Rozmawiała: Olivia Drost

Nikt jeszcze nie skomentował

Pozostaw odpowiedź

Twój adres email nie zostanie opublikowany.

I.D. MEDIA AGENCJA WYDAWNICZO-PROMOCYJNA

info@idmedia.pl
tel. +48 609 225 829


redakcja@ikmag.pl

 

Magazyn kobiet spełnionych,

Śledź na: